„Jeśli ktoś dysponuje losem to mężczyzna. Jeżeli kogoś dotyka los, to kobietę”

– Elfride Jelinek, „Amatorki”. Zakończyłam MÓJ audiobook (dobry) i zaczęliśmy z dzieciakami słuchać ICH audiobooka. Na pierwszy ogień poszedł Harry Potter, czytany przez Fronczewskiego. Świetny!

Ta książka Amatorki mówi o tym, jak bardzo kobiety chyba były zaślepione wizją idealnego życia. Rzecz dzieje się w latach ’70 i mówi o tym schemacie pan-niewolnik. Ciekawe.

Ale co tu kryć, to życie przy dzieciach jest PRZYJEMNE 🙂 ZDROWE i w sumie to jak się w nie wkręcisz to wystarczająco fascynujące 🙂 

Jak idę w toczku to wszyscy pytają się czy stewardessa, a jak facet idzie w basebolówce to nikt nie myśli, że drwal

– z wczoraj: dziewczyna, która robi toczki i marzy, że kapelusze znów będą rządzić 🙂

Zaczynam razem z dzieciakami pierwszą wakacyjną turę. Oni od kilku dni jeździli z babcią nad zalew, a dziś dotarłam (brnąc autem przez jakieś tornado z gradem) do nich ja. I jutro chętnie dam się im zabrać nad jakąś wodę.

Nowy rower Mieszka jest starym rowerem Lilki. Lilka dostała na komunię nowy i większy. Natomiast poprzedni- różowy został przez dziadka w lakierni przemalowany na czerwono i młodemu się podoba. Ma na nim jeździć do komunii 😉 Wtedy marzy mi się taki chłopięcy do rowerowych ewolucji 😉 Dziadkom nie działa net, miałam w planach zaplanowanie nam (mi i dzieciom)  kulturalne lata, ale w tej sytuacji skończy się pewne na czytaniu zaległych książek 🙂

Nikt nie wie, co mu życie przyniesie. Dlatego w życiu jest tyle życia

– Sense8, s02e07, ten serial jest kopalnią cytatów 🙂

Podręczniki na makulaturze, podobnie jak zeszyty. Plecaki szkolne wyprane, chociaż Łucji rzeczywiście już się do niczego nie nadaje. Posprzątałam dziecięce pokoje (to były stajnie Augiasza), wymieniłam pościel i zawiozłam brudną do pralni. Odkurzyłam w aucie i wypożyczyłam audiobooki. Pozbierałam piłki w ogródku i oparłam dmuchany basen o płot 🙂 Jutro jadę do dzieciaków. Rzutem na taśmę wybrałam się wieczorem ze znajomą na milk-shake-a w pin-upowym towarzystwie. Pogadałyśmy o toczkach, zamawianiu broszek i o tym GDZIE i KIEDY kolejne spotkanie 😉

<><>

Z baardzo dużym opóźnieniem dostaliśmy fotki z Komunii Lilki. Ładne, więc archiwizacyjnie cztery wkleję 🙂 Z przygotowań, z uroczystości i jedno ze zdjęć pozowanych 🙂

Jeżowe lato

Mamy taką grupę lokalną grupę dyskusyjną obejmującą 4 pobliskie ulice. I świetnie nam się ostatnio rozwinął wątek o… jeżach. Jakoś jest ich wyjątkowo w tym roku dużo. Najpierw koleś wkleił zdjęcie ze swojego ogródka, gdzie przychodziła samotna jeżyca, a od kilku dni przyprowadza swoje dzieci 🙂 Potem ja wkleiłam mojego jeża, który przychodzi od tygodnia i wtrzącha kocie jedzenie, które wystawiam na noc dla Klarensa. A potem okazało się, że prawie każdy w ogródku ma jeża 🙂 I przyłażą na kocie jedzenie. Czy to chrupki, czy resztki saszetek. Rozmawiałam o tym z Lutką i okazało się, że ona ma TRZY jeże. I że tak głośno fukają, że aż czasem chodzi sprawdzić, kto to ten hałas robi. Btw. ten co do mnie przychodzi, to jest ok.23-ciej i też rumor jest taki, że czasem sprawdzam, kto to się tak tłucze. A to ON! Włazi do tych misek, mlaska i fuka!

Ogródek sąsiada:

Moja nocna straż:

<><>

Ciasteczkowy to człowiek z ADHD i pojechał coś tam załatwiać. Po drodze ma zajrzeć na rynek i kupić szpinak oraz truskawki. Ja też podskoczyłam do sklepu. Zakupy to rzecz nudna, ale życiowo konieczna. Jak to zabawnie napisały chłopaki z Make life harder:

„Robienie zakupów jest jak mycie nóg – nudne i strasznie męczące. Wie o tym każdy, kogo stara poprosiła kiedyś, żeby na chwilę przestał grać w grę i zszedł na dół do warzywniaka po przecier pomidorowy i 25 kilo ziemniaków. Ale zakupy to nie tylko wielka dziejowa niesprawiedliwość, to przede wszystkim pot, krew i wrzynające się w ręce siatki pełne dżemów. […] Alternatywa dla zakupów wydaje się oczywista. Zrobić wszystko samemu w domu. Ale każdy, kto kiedyś próbował na szybko zrobić na chacie czekoladę z bakaliami dla niespodziewanych gości – wie, ile jest jebania się z uprawą drzewa kakaowca w doniczce na parapecie.”

Wianki

Ciasteczkowy wpadł rano w czwartek na chwilę i zaczął mnie przepytywać:

  • A gdzie teraz jedziesz?
  • Za chwilę mam zakończenie roku w przedszkolu. Pomożesz mi zapiąć suwak na plecach w sukience.
  • A jutro rano?
  • Rano mam zakończenie roku w szkole. Będę w biegu do 14-stej.
  • A później?
  • A później będę się szykować do imprezy Mieszka.
  • To będzie w sobotę rano? Mogę przyjść? Żartuję.
  • NIE 🙂 Goście będą Ci do bioder sięgać. A później, po imprezie, Łucja ma występ. Będzie grała na pianinie na „Wiankach”. U nas, nad laguną, będzie scena i ona tam zagra.
  • Przyjadę posłuchać.
  • NIE! Ty przyjedź w poniedziałek jak dzieci pojadą do dziadków 🙂 Za to przyjedź wtedy na dwa dni.

W sobotę, po południu, Łucja miała występ. Grała na pianinie, na takich naszych Dniach Gminy. Była scena, różne sekcje rozrywkowe się prezentowały, a Łucja zagrała. Z 20-stu swoich podopiecznych Norbert mógł wybrać dwójkę dzieci i wybrał właśnie ją. Zanim jednak wystąpiła chwilę włóczyliśmy się po całym tym festynie. Mieszko spotkał swoich kolegów, w tym ukochanego Oskara, którego tata jest strażakiem i obstawia wszystkie lokalne imprezy. Chłopaki chodziły na watę cukrową, która tego dnia była za darmo. Podobnie jak pop-corn, który co chwila kolejny odbierała Lilka 😉

Można było popływać na kajaczkach, było ognisko i DAWALI kiełbaski i był też gość, który pokazywał zdalnie sterowane łódki. To bardzo droga zabawka, ale zaczęłam z nim gadać i wyobraźcie sobie, że dał Mieszkowi pokierować jedną z takich łódek. Rzucili się na to inni chłopcy, by też chwilę się tak pobawić, ale innym dzieciom już nie dał. Mieszko rzeczywiście bardzo ostrożnie to robił, jest techniczny i opanowany. To była naprawdę niezła akcja.

I to już występ i jej nauczyciel, który dostał paczkę Raffaelo 🙂 Niedługo się nią cieszył, bo znalazła go Lilka i większość pudełka mu wyjadła 🙂

Pozostając w klimatach wianków pokażę Wam co na lato, na drzwi, przyszykowała Lilka. Dzieci właśnie zabrała Lutka i pojechały do dziadków na dwa tygodnie. Ja w czwartek rano mam pewną urzędową sprawę do załatwienia, a potem jadę do nich. Dziś za kilka godzin, zaczyna mi się randka, ale chciałabym do tego czwartku przejrzeć biurka i tornistry. I sporo wywalić. Zmieniam pościel, piorę i prasuję. Muszę też podskoczyć do sklepu po kocie jedzenie, bo skoro mnie nie będzie, to Klarens będzie pod opieką sąsiadów i muszę ich zatowarować w saszetki 🙂

Kolorowy :)

No to pobiegliśmy. Organizacja nieporównywalnie lepsza niż rok temu, więc za rok pewnie też się sprężymy. Pokonaliśmy pięć bramek, na których posypywano nas proszkami, a wieczorem kąpiel KAŻDY brał w TRZECH wannach.

Tegoroczną dodatkową atrakcją był wielki tunel z PIANĄ. Taką mokrą, nie strażacką, tylko pachnącą i MOKRĄ. Super. Zdjęcia pewnie za kilka dni Wam wkleję jakieś fajniejsze, na razie kilka OD-komórkowych.

Tutaj bohater drugiego planu płacze, bo właśnie odleciał mu balonik z helem. DRUGI. Był oczywiście w kolorze LILIOWYM

To już z trasy…

I po biegu:

Oszałamiają włosy Mieszka… 🙂 Na tym sianie, każdy kolor wyglądał idealnie 😉

I tu jeszcze mój DEKOLT. Bo on był też KOLOROWY. Ale co najbardziej zdziwiło, jak się zaczęłam rozbierać, to pod STANIKIEM byłam obsypana CZERWONYM proszkiem. Ja się pytam: JAK???? :))

Na twittera wrzucam GIFY! 🙂

Urodzinowe powitanie lata

No dobra 🙂 Sześć lat to Mieszko skończył piątego stycznia, ale baaardzo chciał by jego „Powitanie Lata” czyli coroczne pożegnanie z przyjaciółmi z przedszkola połączone było z urodzinami. Nie było jednego nośnego tematu, rzuciłam trochę wszystko na żywioł, ale się udało. Jednak im większe dzieci, tym łatwiejsze organizowanie wszystkiego.

Atrakcje były TRZY. Przede wszystkim malowanie wielkiego tekturowego szałasu. Kupiłam go ze 4 lata temu na imprezę Łucji, ale nie wykorzystaliśmy go i stał nieużywany w kartonie na strychu. W sumie był to ostatni dzwonek, bo panny są już na zbiorowe malowanie trochę za duże. Mieliśmy dużo plakatówek, które dziewczyny przyniosły ze szkolnych szafek, a wiadomo, że we wrześniu i tak będą chciały NOWE.

Druga atrakcja to były nieśmiertelne balony z wodą. One po prostu są dobre.

A trzecia to robienie zawieszek na samochodową szybę. Idea była taka, że idzie lato, będą dużo jeździć autem z rodzicami i żeby im coś wisiało na ICH szybach. To jest super pomysł. Mogą to robić nawet małe dzieci, bo przedmioty nawlekały na te „wiciorki”. Nawlekały przylepce, potem klucze, dzwoneczki, korale, kulki z naszyjnika i drewniane serduszka. Bardzo proste i bardzo fajne. Zdecydowanie do powtórzenia.

Do favour bagsów wrzuciłam po notesiku, piłeczce i mini-markerze. Za rzut balonem były mini-nagrody dla najlepszego chłopaka i najlepszej dziewczyny.

Domek- szałas, widzicie balon z cyfrą 6 w oknie?

Balony wodne:

Torcik był lodowy. Taki Mieszko chciał. LODOWY.

I robienie przylepców. Wcześniej razem z Lilką wybrałyśmy CO będzie pasować do takiego nawlekania:

I jeszcze harce z giga balonami i pisanie WIELKIMI literami LATO!

Dzisiaj cała Polska świętuje Noc Świętojańską 🙂 Wianki, wianki, wianki. Myśmy też byli na takich Wiankach, ale o tym Wam opowiem kolejnym razem 😉

Dziś oblężenie przeżywają lodziarnie i pizzerie ;)

Ostatni będą pierwszymi. Ubiegłoroczny wielki medalowy przegrany, czyli Lilka, w tym roku jest zwycięzcą. NIKT z rodzeństwa nie zdobył TYLU nagród co ona. A na zakończenie, przed CAŁĄ szkołą recytowała fragment wiersza, o tym jak minęły im te trzy lata. Na zakończeniu pojawiła się też jej ukochana wychowawczyni, pani Kasia, która w styczniu poszła na macierzyński. Zagadałam do niej żeby wzięła klasę Mieszka, gdy wróci za półtora roku. Zgodziła się i wstępnie jesteśmy umówione 😉

Łucji do paska zabrakło niewiele. Ale i tak jak na ilość nauki, który wkłada, to jest wybitnie. Słabo stoi z matmą i mamy wielki plan wakacyjnego nadganiania zaległości.

Mieszko był ostatni dzień w przedszkolu i zabrał wszystkie swoje rzeczy. Panie nas wylewnie żegnały, prosiły byśmy ich odwiedzali, bo CAŁA trójka była wspaniała. Nie powiedziałam tego, ale jeżeli młodzi przeprowadzą się bliżej jak to mają w planach, to na Jasełka młodszej siostry, starsze rodzeństwo CHCE się wybierać. Przynajmniej po to, by ogołacać stół z przekąskami przygotowany przez innych rodziców 😉

A tak wyglądało nasze zakończenie roku w szkole!

<><>

Zadzwonił do mnie mój dostawca telefonu stacjonarnego by przedłużyć umowę i okazało się, że ostatnie dwa lata mój abonament obejmował również telewizję. Gość był naprawdę zaskoczony, że z tego nie korzystam. 🙂 Nie miałam pojęcia. Ale dostałam kody dostępu i  mam teraz HBO. Rewelacja. Grę o Tron obejrzę sobie bez kombinowania 🙂

koniec z przedszkolem?

Na to wygląda 🙂 Dziś było uroczyste zakończenie, jutro jeszcze go wysyłam, żeby mi się nie plątał pod nogami na zakończeniach roku u dziewczyn, ale to już koniec. Po wakacjach Mieszko idzie do szkoły i kończy się  moja wieloletnia przygoda z tą placówką 🙂

Bardzo mieliśmy fajne przedszkole. Cudowni byli rodzice i wspaniałe były panie. Budynek był nowy i czysty, a kuchnia była przepyszna. Dzieci lekko przechodziły okresy adaptacyjne, z przyjemnością wracały po wakacjach i naprawdę lubiły tam chodzić. Przedszkole było malutkie, tylko trzy grupy, bardzo tanie, bo gminne oraz mocno przez gminę datowane (i angielski i korektywę i zajęcia z muzyki mieliśmy za darmo) i z ogromnym rozmachem. Przyjeżdżały do nich teatrzyki i często mieli koncerty. Mieli mnóstwo wycieczek, przyjeżdżali do nich pisarze i poeci związani z literaturą dziecięcą, no i nie bez znaczenia były też częste odwiedziny strażaków. Przyjeżdżali czerwonym wozem i robili im próbę fałszywego alarmu 🙂 Ależ przygoda!

Na zakończenie był występ dla rodziców, były wierszyki i tańce. Mieszko na zdjęciach jest taki osowiały, bo wczoraj późno położył się spać, a dziś panny wstawały za 20-ścia siódma i on wstał razem z nimi. Fotoksiążki się podobały, choć oglądali głównie rodzice, bo dzieci zajęte były wyjadaniem słodyczy (serniczek upiekłam ja 🙂

W przedstawieniu Mieszko był lekarzem. Miał moją koszulę, słuchawki i miksturę „Grzecznolin”, którą zrobiliśmy wczoraj (słoik z pogniecioną bibułą).

<><>

Dziś również ostatnie zajęcia z projektowania i z pianina. Panny zrobiły dla Norberta breloczek 🙂 Zbudowały GO z klocków. Gość był zachwycony 🙂 Największy problem mieliśmy z włosami, ale idealne okazały się Harry Pottera 🙂 Tak wygląda pan od pianina:

Występ taneczny (kolejny)

Bardzo lubię szkołę tańca do której chodzą dziewczyny (taką poza szkołą). Mam poważny niedosyt, jeśli chodzi o MOJĄ organizację ich występów, bo otoczka i profesjonalizm jakim są otaczane jest wyjątkowy. Dziś, tu i teraz, obiecuję sobie więc, że kupię im te gumowe wałeczki do robienia profesjonalnych koków tanecznych i że będą miały lepsze buty do tańca. Do każdej dziewczynki był tłum ludzi je ogarniających, babcie czesały, ktoś fotografował, a widownia była pełna. A te moje: z krzywymi koczkami, niedopasowanymi butami i spocone bo wpadłyśmy z opóźnieniem. W tym ostatnim zawiniła Liliana, która po szkole poszła na rower, pojechała gdzieś daleko i poluzowała się jej kierownica. Szła do domu i prowadziła go płacząc. I wróciła późno. Ale występ finałowy piękny. I nawet Lilka, która na zajęciach się ciągle myliła, wiedziała co i w którym momencie robić. Btw. niesamowity jest Mieszko, który oglądał te wszystkie występy i mówi do mnie w którymś momencie jak tańczyła inna grupa: One tańczą to samo co dziewczyny. Tak samo robią rękami i nogami. Spojrzałam na program i rzeczywiście: starsza grupa też tańczyła dżajfa.

Up: Lilka druga od prawej, Łucja najwyższa, szósta chyba od lewej. Niżej: Łucja na samym końcu po prawej, Lilka ta po środku, też z tyłu.

<><>

Powiedzieli mi dziś w radiu, że na Podkarpaciu schwytany został członek Gomorry. Ukrył się małej miejscowości pod Rzeszowem i żył tam wiele lat. Miał pszenną słowiańską żonę, płowe dzieci o ciemnych oczach i pracował jako przedstawiciel handlowy. Dwie tożsamości 🙂 Niezwykła sprawa :)) Pomyślcie: gość miał takie środki, że mógł kupić sobie wyspę i wynająć najemników do ochrony, a wybrał sielankę północnej Europy. Tak trzeba żyć. Dla mnie to jest historia roku!