Skwarki/Skrawki wspomnień

Z podróży najchętniej przywożę JEDZENIE. Mam taką obsesję, że i tak mam dom zawalony i chociaż doszła nam miseczka w kształcie mrówkojada kupiona u jakiegoś litewskiego artysty, to NIE kupuję rzeczy, których NIE przerobię! Bagażnik więc miałam pełen puszek i butelek kwasu chlebowego oraz ziołowych herbat. Mówią, że warto też przywieźć chleb, ale nie miałam na niego ochoty, mam za to wielką butlę wody brzozowej i kilka paczek dziwnych słodyczy… W jednym sklepie były dwulitrowe butle syropu klonowego, którego nie kupiłam bo nie chciało mi się nieść. Ale nie wiem, czy Litwini sami go nie produkują? W jednej blinarni, do każdych pancake-ów dawali miseczkę tego syropu. Dostałam i ja do wersji z boczkiem, i dzieci do wersji na słodko… U nas syrop klonowy to jednak produkt premium. Moją ulubioną potrawą, sprzedawaną również na ulicach, były kibiny. Najlepsze jadłam w Trokach, ale Wileńskie też nie były złe. To takie pierożki z ciasta kruchego, w środku których jest wywar (wypijasz go) i mięso (najlepsze jagnięcina). Pyszne były też kartacze (wyżej), które podawano z dzbanuszkiem, na dnie którego była gorąca śmietana, a u góry rozpuszczony boczek.

A kiedy my w tych Trokach byliśmy? Po drodze! Dlatego chciałam wjechać na Litwę rano, bo zależało mi żeby obejść ten najważniejszy litewski zamek. To był dobry pomysł, by być tam wcześnie, bo gdy tam dotarliśmy było pusto, a gdy wsiadaliśmy do auta, na naszym parkingu (gdzie zaparkowaliśmy jako pierwsi!) nie było już ANI jednego miejsca!

Niżej jezioro Galve opływające Troki. To wszystko leży na terenie Parku Narodowego i w planie a) była trasa po jednej z parkowych ścieżek. We wszystkich przewodnikach pisali, że przyroda jest tym co na Litwie najpiękniejsze… Są legendy tym jak to powstały te miejsca (szedł olbrzym i rzucał kamieniami, tam gdzie spadły i robił się dół powstawały jeziora, tam gdzie było ich kilka robiły się góry i pagórki). Jest więc ta część Litwy do powtórki… Bo padało, więc zapakowaliśmy się i ruszyliśmy na Wilno!