pora w jakiej chodzimy po domu w rajstopach

Jutro 1 grudnia! Towarzystwo jak na szpilkach, bo RANO otwierają kalendarze 🙂 Mieszko ma KLOCKOWY. Łucja ma CZEKOLADKOWY, a Lila ma KOSMETYCZNY. Bardzo mnie ciekawi ten Lilki 🙂 LiczyMY na błyszczyki, które dziewczyny AUTENTYCZNIE zużywają, babeczki do kąpieli i dużo ładnych zapachów. Już teraz to pudełko pachnie kusząco.

<>

Klasa Lili zakończyła Alcybiadesa. Nie powinnam tego mówić, ale Lilka NIE zmęczyła lektury. Był moment, kiedy miała w domu stworzyć plan książki i posiłkowałyśmy się Internetem. Kolejne będzie Magiczne Drzewo. Powinno pójść łatwiej.

Smile

  • Mieszeczku, pobudka!
  • Już?
  • Już. Ale gdzie Twoje ubranka na dziś? DLACZEGO ich sobie nie przygotowałeś??
  • Miałem napięty grafik.

<>

Z tym zakładaniem firmy to jest duże zawracanie głowy… Najpierw poszło szybko. Kilka kliknięć i ZROBIONE. Ale za to teraz na okrągło kursuję między urzędem pracy, urzędem skarbowym i bankiem. Mam fajnego gościa, który mi zrobił ulotki (jak dotrą to pokażę) i jest nieprzeciętnym szczególarzem. To dobrze. Moim życiem rządzi chaos i KTOŚ kto prosi by przejrzeć JESZCZE raz, bo było kilka PODWÓJNYCH spacji, jest niezastąpiony.  Dziś Liliana prosiła mnie by ją odwieźć do szkoły, a ja akurat skanowałam dowód. I nie odwiozłam. I płacz był, i krzyki, że przecież ZAWSZE mówiłam, że ONA jest najważniejsza. No, ale jeżdżę gdzieś cały dzień. Na szczęście zawsze jak wpadam do banku to mój uroczy pilot (Adaś) zasypuje mnie komplementami. I miłe to jest bardzo jak ktoś Cię tak emabluje 🙂

<>

Mam dla Was filmik. Archiwalny. Czasem jak gdzieś siedzę i czekam, roluję zdjęcia w komórce. I znalazłam filmik z listopada 2015. Jest cudowny :)) Lilka z Mieszkiem go nakręcili.

Wigilia Andrzejek

  1. Liliana miała dziś w szkole mecz i na w-fie ZAMIAST grać, kibicowali. Przyjechała drużyna z innej miejscowości i klasa Lili skandowała: NASI gola! Goście do przedszkola! 🙂

  2. Musimy przejrzeć łyżwy, bo od przyszłego tygodnia podwójne wuefy będą na lodowisku. Nasze, gminne, postanowiło w tym roku pójść JESZCZE dalej i zrobiło dwie płyty, czyli wypas pełen. Tu macie linka do 10-sekundowego filmiku (który już widzieliście), jak ten ich w-f wygląda.

  3. No i przybyły „ruchem” kalendarze. Dla dziadka, bo to jak wiadomo rusofil, zamówiłam okładkę z cyrylicą 😉

<>

Jutro Andrzejki. Panny mają w szkole disco z wróżbami. Qrcze, może i ja sobie jakiś wosk wyleję? Z całą pewnością postawię sobie pasjansa… Przy świeczkach!

Żyjemy w społeczeństwie stalkerów

 – „13 powodów”. Łucja zaczęła to oglądać. Mnie trochę nuży, ale ten serial jest mocno polecany młodzieży jako doskonały przykład jak błahe powody mogą kierować nastolatkami. Dużo jest o treściach, które wysyłasz innym i owczym toku myślenia.


Podpisałam umowę z siłownią na trzy miesiące. Ostatnie pół roku snułam się z jednej na drugą, tam gdzie akurat była promocja. TO ta sama, do której chodziłam na wiosnę. Trening zrobiony i czuję, że DZIŚ mam przestrzeń na szarlotkę (będzie wieczorem robiona! 🙂

 

Macie DYWAN 🙂 I wieczorną Lilkę odrabiającą lekcje:

<><>

  • Co było w szkole na obiad Liliana?
  • Spaghetti. Nie lubię jak używa się nieprawidłowego makaronu do potraw.
  • Jaki powinien być?
  • Długie nitki. Tak jak do rosołu krótkie nitki, a nie gwiazdki.
  • Niektórzy uważają, że dzieci lubią gwiazdki.
  • POPRZEDNI kucharz był lepszy.

:)

Trójkąt piekar-mucki

Poniedziałek to dzień glutenu. W weekend dojadane jest absolutnie wszystko i już w sobotę wieczorem sucha bułka jest odległym wspomnieniem. A w weekendy do sklepów nie chodzę. Nie ideologicznie, lecz „BO nie lubię tłumów”.

Za to rano, w pierwszy dzień tygodnia, jadę do mojej strefy piekarni… Obok siebie mam trzy ulubione… Właściwie to cztery, bo jeszcze gruzińska, ale tam zaglądam wracając z porannego sobotniego biegania, bo te gruzińskie placki najlepsze są na ciepło. Natomiast te trzy GŁÓWNE są wspaniałe. W jednej kupuję chleb z oliwkami, chałkę i groszek ptysiowy, który dzieciaki dostają do śniadaniówek. W drugiej półksiężyce rogali i drożdżówki ze śliwkami, no a do trzeciej nie zaglądam regularnie, ale jak już tam wejdę to po chleb i bułkę tartą 🙂

Potem podrzucam to jeszcze do szkół i mam luz 🙂 Dziś odebrałam również dywan dziewczyn. Musiał przejść dwa cykle pralnicze, dlatego zajęło to aż dwa tygodnie. Jest NIESAMOWITY. Białe dywany do pokoi dziecięcych to strasznie niepraktyczny pomysł, za to efekt CZYSTYCH jest powalający. Nie spodziewałam się, że sobie poradzą… Były w niego wklepane slajmy (nienawidzę) i kawałki plasteliny, wbita jeszcze psia sierść, a na na środku rozlany barwnik do tkanin. Wyczyścili wszystko! Muszę zrobić to samo z dywanem Mieszka.

<>

A propo soboty. Mam fotki z porannego biegania. Tak, wiem, muszę pofarbować włosy :/



Żółwik!

Zrobione!!! Wczoraj (w sumie to DZISIAJ)- spać się położyłam po trzeciej. Tym razem nie walczyłam sama, bo nie dałabym sobie rady. Odsunięcie szafek związane było z odpięciem zlewu i zmywarki. Wszystko się tak zastało, że trzeba było odkręcić i ściągnąć blaty i powoli wysuwać. Działką wyłącznie MOJĄ było opróżnienie, wyczyszenie szafek i ścian, oraz późniejsze załadowanie.

Bardzo dużą szczelinę pomiędzy ścianą a podłogą wypełniłam specjalną termiczną pianką. Powinno być ciut cieplej, no i nie powinno żadne zwierzę tamtędy śmigać. Bo mysią dziurę też znalazłam. Oczywiście karton gips to żadna blokada, więc chociaż naładowałam tam trutki muszę znaleźć w fasadzie domu miejsce wejścia. Jutro!

 

Stage 1– odsunięcie lodówek, opróżnianie szafek. Widzicie Miaustrę w szafce narożnej? Ona wie, że TAM coś jest!

Stage 2– zawalanie dużego pokoju. Kiedy ja tyle skorup nagromadziłam??

Stage 3 – pianką w szczelinę!

Stage 4 – pora obiadowa na stojąco…

A to już jest FINAŁ. Wszystko stoi tak jak było. No dobra, sporo przy tej okazji tradycyjnie wyleciało. Nie przejrzałam szuflad, wkładałam jak było, ale też powinnam do nich zajrzeć.

<><>

A dziś zabrałam dzieci na ZŁOMOWISKO :)) I tu kolejny smuteczek, bo na Żelaznym Tronie Łucja prezentuje się LEPIE niż ja!!! Btw. ja mam afro, bo jak się w końcu w nocy wykąpałam to nie miałam siły potem rozczesać włosów… No i to jest wersja poranna :/

I ŻÓŁWIK! 😀



„Kronika życia głowy rodziny”

Prace remontowe w pełni (manana rezultaty), urąbana jestem niesłychanie, ALE udało mi się na chwilę wyrwać na Festiwal Opowiadaczy. To taka impreza, którą odwiedzam co roku i jest tam absolutnie cudownie. Bilety zaklepuję miesiąc wcześniej i w tym roku wybrałam opowiadaczkę z Kenii. Trochę dzonk, bo okazało się, że wszystko jest po angielsku, ale wielkie zdumienie, bo wszystko zrozumiałam. Oprócz zawodu ojca jednej z bohaterek, który robił jakieś rurki (pipes?). Historia dotyczyła czterech żon bogatego mężczyzny. Miał z nimi siódemkę dzieci, ale nie był ojcem żadnego (o czym nie wiedział).

Opowiadaczka to była taka wspaniała energetyczna kobieta. Weszła wachlując pędzelkiem do sprzątania kurzu i rozwiewając orientalny zapach uwięziony w małym kubeczku. I opowiadała. A ja się i śmiałam, i zastygałam, a przy losach czwartej żony zrobiło mi się nawet strasznie, strasznie smutno. Lutce obiecałam, że za rok ją zabiorę 🙂

Tu mnie kawałek widać. Jeśli jej głowa jest środkiem zegara, to ja jestem na godzinie pierwszej. Mam biały sweter i odgarniam sobie włosy:

A to ten symboliczny patriarcha w rodzie z czterema żonami:

Tutaj też siebie widzę, jak wychodzę.

<><>

Wracam do kuchni. Ależ mi się nie chce… :/

Black piątek

Czekałam na ten dzień 🙂 Promo w sklepach są naprawdę przyjazne (uzupełniłam zestawy od Mikołaja), ale co ważne okazje są w WIELU branżach. Dziś zamawiam kalendarze dla dziadków! Tradycyjnie najbardziej przydają się fotki z lata… Najlepsze światło i największy wybór. Lutka swój zawiesi w kuchni, a Krzycho w gabinecie.

<><>

Przede mną weekend bez dzieci, więc zaskakująco, ZNOWU, mam plany REMONTOWE. Wiem, sorry 🙂 Chcę odsunąć szafki w kuchni (nie wiem czy mi się to uda) i uszczelnić szparę między ścianami a podłogą. Naładuję tam pianki i całej masy rzeczy, oraz wyrównam to szpachlą. Tej jesieni stałam się prawdziwym specjalistą od gryzoni. Wiem, jakich zapachów nie lubią (mięta i cytryna) i którędy mogą włazić do domu. Btw. nareszcie zrozumiałam dlaczego babcia miała dom obsiany miętą, chociaż z niej nie korzystała. A ja szukałam w tym korzeni słowiańskiego kultu… A poza tym nie rozumiem dlaczego ten zwierzyniec tak do mnie lezie. Lisy, jeże i myszy… Dobrze, że nie mieszkam w dżungli, bo pewnie bym się siłowała z małpami zrywającymi dachówki :/

Wester Plate

  • Mamo, a co to takiego Łesterplejt?
  •  Łesterplejt? Nie wiem Lilka. Kolejna rzecz, której nie wiem. Daj mi kontekst.
  • To miejsce, które będziemy zwiedzać na Zielonej Szkole.
  • Pokaż… WESTERPLATTE! Nie jakiś Westerplate!

<>><<>

Mieszka klasa ma fantastycznych rodziców. Wczoraj rozpracowaliśmy plan wycieczek na cały rok i zapowiada się to wspaniale! Będą np.na farmie, gdzie nauczą się jak powstaje nabiał (wydoją sztuczną krowę i coś tam będą robić z serwatki); będą mieć wizyty przedstawicieli różnych grup zawodowych; przyjedzie do nich przewoźne planetarium, a na Mikołajki lekcje z eksperymentami przeprowadzi CHEMIK 🙂

<><>

W mojej ulubionej piekarni mają nowy chleb. Z oliwkami. Jest pyszny. Nie lubiłam nigdy chleba z CZYMŚ, ale ten z oliwkami jest wybitny. Kiedyś w serialu Rome widziałam taką scenę, że żona mówi do męża: Dziś kupiłam ten droższy chleb. Zupełnie inaczej smakuje niż tamten. I jedzą go na obiad maczając w oliwie. No więc od tygodnia ja TEŻ odżywiam się jak gladiatorzy 🙂 Chleb z oliwkami, do tego suszone pomidory, czasem ser feta i jest RZYMSKA uczta!

środa

Mam w domu pełnoprawną nastolatkę. To NIE jest łatwy moment w życiu. Pamiętam, że u mnie dojrzewanie przebiegało trudno. A jak przychodziły TE dni to wszystko mnie bolało. Spać nie mogłam, cały czas się stresowałam, a cera się sypała. Właściwie to do momentu zajścia w ciążę z Łucją okresy były koszmarne.

Mam znajomą, która jest sex-coachem. Lecz NIE od wygibasów w łóżku, ale od świadomości płciowej. Kiedyś z nią rozmawiałam o najtrudniejszym momencie w życiu kobiety i ona powiedziała: Początek – pierwszy okres- pierwsze fazy dojrzewania. To robi tornado w mózgu. A później dodała: Równie ważnym momentem jest późne przebudzenie potrzeb. Dzieci mają po naście lat, małżeństwo straciło rozpęd i nagle pojawia się myśl: Czy to już wszystko? Czy ja jeszcze coś mogę? Ale to jest słabsze. I rzeczywiście jak zmienia się to nasze ciało, to można tę zmianę odebrać jak chorobę. Czy ja już do końca życia będę co miesiąc do niczego? To 60 dni w roku!!! I to jest bardzo ważne, żeby SZYBKO znaleźć idealny sposób na przechodzenie tego uciążliwego okresu.

Dużym rozczarowaniem była dla wizyta w sklepie przy półkach z akcesoriami higienicznymi. Ja od pięciu ponad lat jestem na kubeczkach i w ogóle WIEKI nie wchodziłam w TEN dział. A on się nie tylko NIE rozwinął, a wręcz cofnął. Byłam i w drogerii i w supermarkecie i spodziewałam się WIĘCEJ. Szukam więc dalej, bo trzeba fizjologię uprościć jak najbardziej się da. Ja swoją metodę znalazłam, ale to nie dla niej.

<><>

Dziś mam zebranie w szkole u Mieszka. Będziemy wałkować Mikołajki, kiermasz świąteczny  rodzinne warsztaty. Chyba sobie włączę na ten czas what’s upa, to mnie trochę rozerwie 🙂 Btw. dzieciom odpalę na ten czas film. Łucji podobała się Sierra Burgess jest przegrywem  (polecam, świetne teksty), a dziś może im wybiorę Opiekunkę? Albo Sabrinę lub Daredavila?