Trójkąt piekar-mucki

Poniedziałek to dzień glutenu. W weekend dojadane jest absolutnie wszystko i już w sobotę wieczorem sucha bułka jest odległym wspomnieniem. A w weekendy do sklepów nie chodzę. Nie ideologicznie, lecz „BO nie lubię tłumów”.

Za to rano, w pierwszy dzień tygodnia, jadę do mojej strefy piekarni… Obok siebie mam trzy ulubione… Właściwie to cztery, bo jeszcze gruzińska, ale tam zaglądam wracając z porannego sobotniego biegania, bo te gruzińskie placki najlepsze są na ciepło. Natomiast te trzy GŁÓWNE są wspaniałe. W jednej kupuję chleb z oliwkami, chałkę i groszek ptysiowy, który dzieciaki dostają do śniadaniówek. W drugiej półksiężyce rogali i drożdżówki ze śliwkami, no a do trzeciej nie zaglądam regularnie, ale jak już tam wejdę to po chleb i bułkę tartą 🙂

Potem podrzucam to jeszcze do szkół i mam luz 🙂 Dziś odebrałam również dywan dziewczyn. Musiał przejść dwa cykle pralnicze, dlatego zajęło to aż dwa tygodnie. Jest NIESAMOWITY. Białe dywany do pokoi dziecięcych to strasznie niepraktyczny pomysł, za to efekt CZYSTYCH jest powalający. Nie spodziewałam się, że sobie poradzą… Były w niego wklepane slajmy (nienawidzę) i kawałki plasteliny, wbita jeszcze psia sierść, a na na środku rozlany barwnik do tkanin. Wyczyścili wszystko! Muszę zrobić to samo z dywanem Mieszka.

<>

A propo soboty. Mam fotki z porannego biegania. Tak, wiem, muszę pofarbować włosy :/