zaczarowywanie

Zabrałam się za konkretne wyganianie zimy 😉 Obrus z jelonkami zastąpiły energetyczne groszki, żonkile na stole, sanki wywiozę w weekend, szufla już schowana, a uschnięte wrzosy z donicy przed domem wywalone. Pod nimi rosły jakieś cebulki, o których zupełnie zapomniałam… Ale taki miałam plan jesienią: wywalę w zimie płytko zasadzone wrzosy, a pod nimi na wiosnę  wyrosną kwiatki…

Pomagała mi Liliana. Jakiś taki wirus nas dopadł już drugi raz tej zimy, że się śpi. Wróciła wczoraj ze szkoły i położyła się spać. Obudziła o 20-stej, wykąpała i znowu zasnęła. W nocy miała wysoką gorączkę, a rano była już zdrowa tylko osłabiona. Więc została w domu, bo nie wiem co to za cudaczne choróbsko (ja to miałam pod koniec stycznia). Zrobiła mi za to panna nowe wianki. Ciemny dla nas, jasny dla dziadków. Minimalistyczne, ale przyroda na przedwiośniu taka jest minimalistyczna.

Całość wczesno-wiosennych dekoracji dopełniają kalosze 😉 Bez nich na spacer z psem ani rusz! A, że brudne, to stoją przed domem! 🙂

<><>

  • Mamo, pytałem się Julki jakie lubi planety, bo ja lubię Ziemię, Marsa i Saturna, a ona powiedziała, że Polskę!
  • No widzisz jaki jesteś mądrala!
  • A jak myślisz mamo, czy jak już zostanę mężem Wiktorii to będziemy mieć same dziewczynki czy też chłopców?
  • Nie wiem. A opowiadałeś jej o swoich planach?
  • Jutro jej opowiem. 🙂