dzień z kolejną zapiekanką

Myślę sobie, że dobrze to wszystko rozgrywamy. Wymaga to pewnych starań, ale ponieważ dzieci są najważniejsze, gra warta jest świeczki. Łucja wie. Nigdy w żadnej rozmowie nie padły ciężkie słowa typu: rozwód, separacja, sąd, rozprawa, alimenty czy prawa rodzicielskie. Gdy jest konieczność użycia któregoś zwrotu, a one są w pobliżu (tak jak wczoraj w nocy gdy je odbierałam) mówię ogólnikowo: Przelej mi kawałek w tym miesiącu wcześniej, jak możesz. Bo muszę organizować imprezę Liliany.

Lubią tę małą dziewczynkę z którą się czasem bawią, dostrzegają (cała trójka), że jest do nich podobna i robi takie same miny. Z Łucją, która swoje wyczytała w sms-ach, rozmawiałam poważniej. Że jesteśmy osobno, ale nic się nie zmienia w ICH relacji do każdego z NAS. I że owszem, byłam na początku zła na tatę, ale teraz myślę, że dobrze się stało i nikt na tym nie straci. A na pewno nie oni. Natomiast zaczął sobie w głowie kombinować Mieszko… Raz po raz włączała mu się dociekliwość, ale w aucie, w niedzielę rozgadał się na dobre… Zadawał pytania, a panny zaciekawione słuchały…

  • Mamo, ja tego nie rozumiem! Jak to jest, że tata ma i żonę, i dziewczynę?
  • Wiecie, że nie jesteśmy razem. Nic to nie zmienia dla Was. Tata jest tatą, ja jestem mamą. Ale nie mieszkamy razem. Tata ma kogoś kto o niego dba i bardzo mnie to cieszy. Może weźmie kiedyś ślub i wtedy ja też będę mogła wziąć ślub.
  • A z kim?
  • Nie wiem. Będziecie musieli mi pomóc wybrać. To musi być ktoś kogo też będziecie lubić.

Młody się zasępił i rozmarzył… Myślał i myślał, i ciąg dalszy rozmowy odbył dzień później z ojcem na plaży…

  • Myślę tato, że powinieneś wziąć ślub.
  • Dlaczego?
  • Bo wtedy mama będzie mogła wziąć ślub.
  • A z kim mama weźmie ślub?
  • Z Radkiem.

Tadaaaam!!! I w ten sposób 20-letni instruktor pływania został ubrany w radosną przyszłość :))))

<><>

Nie chcą dzieciaki końca tych świąt. Mieszko dziś rano uparł się, że zbuduje gniazdko, bo może zając znowu przyjdzie?? Zbudował, ale tłumaczyłam mu, że już PO świętach, więc całą drogę do przedszkola WYŁ, że DLACZEGO były takie krótkie??? 🙂

Męczyźni mają słabszą wyobraźnię, dlatego są gorszymi kłamcami

-Kroniki Shannary, s01

Przeczytałam sobie w wannie artykuł o Taylor Swift. Osobę kojarzyłam, ale bez szczegółów. Ale w stercie zaległej prasy od Krzycha trafiłam na magazyn, gdzie nie zainteresowało mnie absolutnie nic, oprócz tego. Czytać oczywiście nie musicie, ale zaskoczyła mnie trafnością oceny damsko-męskich relacji. „Nie mogłam pojąć, że mężczyzna odchodzi wtedy, kiedy chce, a obwinianie o to kogokolwiek jest niesprawiedliwe” albo „Silne kobiety nie muszą zachowywać się po męsku, albo zaczepnie, żeby coś osiągnąć. Mogą być przytulaśne, nazywać swojego psa Owieczka i wić wianki w wolnym czasie”. Bardzo dojrzałe jak na osobę 27-letnią, nie?

Na kolejny dzień bezdzieciowej laby zaplanowałam sobie mycie okien. Jak na złość teraz pada, ale  gotowa czekam na chwilowe przejaśnienie 😉 Na obiad zjem sobie zapiekankę z świąteczną szynką i mogę Wam też wrzucić dwie fotki z nad morza. Pogodę mają, a wczoraj odbyła się kolejna tura urodzinowa Liliany!

lany, podlany

Wymyślił Diabli, że poleci z dziećmi samolotem nad morze. Bo i pogoda ładna, i bilety super tanie, a Mieszko to nie pamięta jak kiedyś już leciał. Lot miał być o 21-szej, ale nie odlecieli. Jakiś baran porzucił na lotnisku bagaż i trzeba było uruchomić procedury i protokoły bezpieczeństwa. Do drugiej w nocy siedziałam przed kompem we wszelkich możliwych miejscach gdzie były okruchy informacji. Oni w tym czasie siedzieli w samolocie, byli w jakimś nieogrzewanym hangarze, albo na płycie lotniska. Noc z bani. Jak po drugiej wszystko się wyciszyło to nie mogłam z tego pobudzenia zasnąć (TAM BYŁY MOJE DZIECI!!!!!).

Lany poniedziałek pewnie rozpoczął się im dopiero w południe.

Aleee słuchajcie, piszę o tym, bo lotnisko zostało zalane falą hejtu. No i błąd. Tydzień temu była Bruksela, a gdyby tak się cofnąć do 11 września to wszystko wydarzyło się, bo ktoś zignorował zagrożenie. Inna sprawa, że za kara za porzucony bagaż jest jakaś śmiesznie niska. Brawa dla lotniska za przeprowadzenie tej akcji!

 

Stres wydaje mi się, że będzie już wieczną składową mojego życia, ale za to poranne 4,18 km przebiegłam w rekordowym dla mnie czasie 28 minut 🙂 Do końca dnia planuję więc tylko relaksacyjnie wyciągać strupy z futerka mojego kociego wojownika 😉

Były sobie święta krótsze o godzinę (zmiana czasu)

Mówią, że jednym z cudów świąt, jest to, że w dwa dni przybierasz pięć kilo. True 🙂 Stołówka u mamusi zawsze kończy się tak samo… :)) Byli goście, było bieganie z talerzami, była dwuletnia kuzynka dzieciaków, która jak wszystkie małe dzieci uwielbia Łucję. Mamy zaproszenie do Wrocławia i może latem skorzystamy. Było dzielenie się jajkiem i była pyszna biała kiełbasa (czasem kupuję sobie hot doga na stacji benzynowej właśnie z białą kiełbaską, ale to jednak zdecydowanie nie to ;). Były rozmowy o reformie edukacji i rozgrzewał nas plotkarski temat jednego mojego wujka. Ciotka Ula upiekła ptysie, a Lutka zrobiła wspaniały żurek. Lubię święta.

Nie nasiedzieliśmy się za stołem jednak długo, bo wieczorem miałam przekazać dzieci ojcu i właściwie zaraz po śniadaniu ruszyliśmy w drogę powrotną. Kidsy docierają gdzieś teraz na drugi koniec Polski, a ja dostanę je z powrotem we wtorek wieczorem. No i jak już świetnie wiecie, tradycyjnie mam niezłego zgryza jak tu wypełnić sobie czas :/ Na mnie pod domem czekał wytęskniony Klarens, który dłuższą chwilę się zastanawiał czy on nie woli być jednak dzikim kotem, następnie patrząc mi w oczy obsikał iglaka, po czym dał się podnieść i zanieść na łóżko Liliany. Śpi. Odsypia.

Oraz AKCJA ZAJĄC 😉 Na pierwszym foto Mieszko snuje się po ogródku ze swoją zieloną trawą w poszukiwaniu miejsca idealnego…

Niżej macie gotowe gniazdko Liliany 🙂 Pod drzewem.

Oraz gniazdko idealne Łucji z przygotowaną już marchewką dla zająca 🙂

Wielkanoc to święto narodzenia?

– Liliana

Miała Lilka dziś piękny sen. Śniło się jej, że do ich pokoju, w którym śpią u dziadków, przyszła w nocy KURA. Weszła na środek materaca na którym leżeli i zniosła jajko. Potem zeszła i poszła do kolejnego pokoju i następnych, i w każdym zniosła jajko. Ale nie było to zwykłe jajko, tylko PISANKA 🙂

Opowiadała nam moja instruktorka fitballa, jak u nich na Ukrainie obchodzą Wielkanoc. Że pocierają jajkiem o siebie (u nas też to gdzieniegdzie jest: przerzuca się jajka przez dom, albo pociera się bydło), a nawet uderzają się tym jajkami by sprawdzić KTO ma najtwardsze. I zawsze najtwardsze ma jej mama 🙂 Też bardzo ładna jajeczna historia 🙂

 

Wesołych Świąt! Wesołych jajek, dużo chrzanu i zielonych spacerów! Szłam dziś z dzieciakami święcić i pomyślałam sobie, że to miłe, że żyjemy w kraju gdzie najwięksi twardziele w tym jednym dniu śmigają z takim małym ozdobnym koszyczkiem. Ci wyrośnięci wielkanocni drwale to mistrzostwo świata! 😀 Bo to, że małe dzieci przejęte dźwigają te święconki to oczywiste, chociaż duża w tym zasługa rodziców. Lubię też to, że na trasie do/z kościoła spotykają się rodziny i każdy z dumą pokazuje swój koszyk i niby obojętnie rzuca: Idziemy święcić. A potem mijają się i słyszę: Mamy ładniejszy koszyk 🙂 Albo: mogłam też włożyć jakiegoś kwiatka. Wspaniała koszyczkowa atmosfera 🙂

Pisanki mamy bardzo banalne. Cebula i plastikowe koszulki. Ale za rok obiecuję spróbujemy coś ambitniej.! 🙂 A niżej powrót z kościoła. Mieszko oddał swój koszyk Łucji i pognał przodem sprawdzić czy ZAJĄC już coś przyniósł…

Kanapkę z pasztetem bym zjadła…

A tu post i Lutka na obiad śledzie z ziemniakami szykuje… Btw. słuchałam dziś w radiu o tym skąd się wziął post i podobno wprowadzono go, bo i tak na przednówku jedzenia zawsze było mało i było marne 😉

 

Dała nam Lutka sekator i kazała jechać nad San po bazie. Ale nie było. W sumie to były, ale już przekwitły… Z gałęzi zwisały długie zielone gluty… Więc zerwaliśmy jej inne gałązki. Takie z różowymi pączkami na końcu… Nie wiem co z tego wyrośnie, ale wygląda ładnie!

A nad rzeką pięknie! Łucja powiedziała: Te drzewa… Gdyby nie śmieci to wyglądało by jak bajkowa kraina. A gdy ruszyliśmy wzdłuż brzegu, to „cywilizacja” zniknęła i było rzeczywiście idealnie!

po drodze

  • Mamo, a dlaczego radio czasem robi się głośno, a czasem cicho?
  • Bo zasięg jest słaby, Łucja. Jak wpadamy w jakąś dolinę to gubimy sygnał, a jak wyjeżdżamy w górę to słychać lepiej. Fale rozchodzą się w powietrzu. Rozumiesz?
  • Tak.
  • Spróbuję coś mniej trzeszczącego złapać. O!!!!! I am a woman in love! And I’d do anything!!!…
  • NIE!!! CO to za straszna piosenka???!!!!
  • TO lata ’80-te! And hold you withiiiiiiiiiiin!!!!!
  • NIE ŚPIEWAJ!!!!!!
  • What do I do???!!!

Olać bociany. Widzieliśmy pod drodze dwa szybowce oraz (razem z wczorajszym) to w sumie trzy kabriolety. Rano Klarens przyniósł mi wielką mysz (może nie nocuje w domu, ale o poranku wraca z prezentem). Idzie wiosna idzie!

Zaczynamy Wielkanoc u dziadków. Btw. Lilka wczoraj wystąpiła. 2x! Pani przysłała wieczorem meila, że gratuluje wszystkim rodzicom dzieci, że pięknie wystąpiły za pierwszym razem, a za drugim jeszcze lepiej. I gratulowała KAŻDEMU z osobna pani dyrektor :)

W kolorze RÓŻ

Jestem takim fuksiarzem, że na urodziny Liliany RÓWNIEŻ dostałam prezent 🙂 Wielki kubełek do transportu babeczek… Jak dziewczyny go zobaczyły to od razu wiedziały CO zabiorą na urodziny do szkoły. Był z tym problem, bo od tygodnia wałkowałam z Lilianą, co DO szkoły. Rzucałam różne propozycje, ale wciąż nie było decyzji na TAK…

Kubełek jest na 24 babeczki, czyli dokładnie tyle ile jest dzieci w klasie. Wiadomo, powinna być poczęstowana także wychowawczyni, ale wtedy częstujący by nie zjadł… Więc Lilka już w poniedziałek sprawdziła, że w środę nie będzie Amelki Bączyńskiej i wtedy MOŻEMY zanieść kubełek. Ustaliłyśmy menu, Lilka wybrała dwa rodzaje babeczek: z białą czekoladą i z ciemną czekoladą oraz dobrałyśmy krem – najbardziej pasował nam krem pomarańczowy. Z nakładaniem kremu przez szprycę był pewien problem, bo utarte kawałki pomarańczy zapychały dyszę, ale krem i tak nie mógł być wysoki, bo by się warstwy nie pomieściły. Wczoraj piekłam, a dziś rano od szóstej robiłam krem. Od 6:30 asystowała mi Łucja 🙂

Łucja zresztą realizowała swój plan, czyli doprowadziła do tego, że spóźniłyśmy się do szkoły, bo ona NIE chciała, żeby dziewczyny z jej klasy zobaczyły kubełek, bo jak przyjdzie z nim w czerwcu nie było by takiego Wow!!! Btw. jej letnie babeczki mają być zwieńczone maliną ;0

A Mieszko obudził się ze słowami: śniło mi się, że dostałem babeczkę, więc dziś piekę kolejną partię, tym razem dla NAS :))

Lilka ma dziś podwójnie WIELKI dzień. Klasy drugie przygotowały świąteczny występ dla klas I i III. I żeby było lepiej, występ jest 2x! Dla uczniów z I-szej zmiany i dla uczniów z II-giej zmiany. Jej rola to: Jestem kraszanka, występuję na Pomorzu aż po Odrę. Moja nazwa pochodzi od słowa KRASA, czyli czerwona. :)) Bardzo jestem ciekawa jak jej pójdzie i czy odważy się wystąpić przed taką dużą publicznością :))

marcowanie

Pewne rzeczy wprowadzają większy zamęt niż inne. Mężczyźni wprowadzają zamęt, dzieci jadące na kolonie wprowadzają zamęt, a następujące po sobie święta ten zamęt powiększają. Ale w sumie lubię ten stan, chociaż czasem gdy w tym biegu spojrzę do lustra to widzę, że ZNOWU muszę wyregulować brwi 🙂 Dzieciaki w szkole i przedszkolu topiły Marzannę, rozmarcowany Klarens odkrył strzykawę pod ogonem i całą noc tak intensywnie oznaczał okoliczne pola, że nabawił się zapalenie kociego interesu 🙂 Biedny, mały kotek 🙂

Surowo spojrzałam na rozstawione ozdoby świąteczne i kilka z całą pewnością wyleci po tych świętach. Bezmyślnie co roku wyciągam z coraz to większej torby dekoracje i w ogóle nie przejmuję się ich stanem. A co niektóre nie nadają się już do niczego.

<><>

Mieszko jest w uroczym absolutnie-NIE-homofobicznym momencie rozwoju. Skomplikowane intrygi przedszkolne kto z kim  i ile będą mieć dzieci w żaden sposób nie łączą się ani z płcią, ani z ilością partnerów. Po ostatnim razie kiedy pocałował się z Julką, a obrażona (dotychczasowa żona) Wiktoria pocałowała się z Emilką, a Miłka z jego najlepszym kumplem Oskarem dziś usłyszałam:

  • Dziś Wiktoria przesłała mi buziaczka, a Miłka pocałowała się z Olkiem, więc ja pocałowałem się z Oskarem. :DD