Singiel unfriendly day

Dziś Międzynarodowy Dzień Przytulania więc mam dla Was ciasteczko. Ciasteczko nazywa się Reeve Carney i w necie pisze się o nim: Without a shadow of a doubt the most beautiful man i have ever seen in my life …sorry brad ,sorry Johnny, your crowns have just been removed…”. Taylor Swift śpiewa dla niego: devil with angel’s face i właściwie dla NIEGO warto obejrzeć Penny Dreadful, choć do czwartego odcinka pierwszego sezonu będzie Was ten film nużył. Dla odmiany trzeci wchodzący w maju wydaje mi się już za mroczny… Wkleję Wam filmik z nim. Irytujące są te napisy, ale dokładnie TEN fragment chciałam Wam pokazać. Jak Dorian mówi do Miss Ives, że to, że jako jedyna nie ma rękawiczek oznacza, że jest spragniona dotyku i jaki jest prawdziwy powód jej wyczuwalnego poirytowania… 😉

Realizacja planów z listy idzie mi za szybko (3,4,7,8,10 załatwione, a z 6 ruszam za chwilę), wiec muszę coś kolejnego wymyślić 😉

Pojechali!

Inaczej niż rok temu, w tym pierwszą turę ferii obstawia Diabli. Polskie góry przez najbliższy tydzień. W przyszłą sobotę jadę w ich kierunku, przejmuję dzieciaki, zamieniamy się autami i on sobie wraca, a górską kanikułę z dziećmi kontynuuję ja z Lutką. Bagażu wyszło jakoś kosmicznie dużo, ale na dwa tygodnie dla trójki dzieciaków potrzebna jest cała szafa. Rajstopy, majtki, na wymianę: czapki, szaliki, swetry i bluzy. Doszły do tego łyżwy, sanki, zapasowe buty, wyjazdowa siatka z książeczkami i kolorowankami, duże ręczniki oraz zestaw klapkowo-kostiumowy na basen (a nóż-widelec?).

Co ja będę robiła przez tyle dni sama? Nie wiem 🙂 Podobnie jak Piper z Orange is the New Black przytłacza mnie ilość możliwości i przymus by ten czas wykorzystać dobrze. 

Gdy instruktor dziewczyn zapytał się mnie: czy będziemy robić zajęcia na ferie odpowiedziałam: nie, bo panny jadą w góry, więc jedyna osoba (ależ jestem ZABAWNA) którą może uczyć się w tym czasie pływania to ja. Wyjątkowo śmieszne, nie? :/ I wydaje mi się, że Radek był przerażony tą moją ZABAWNOŚCIĄ, więc NIE, randek nie planuję :)) Ale zaplanowałam sobie dziesięć innych rzeczy…

  1. Siłownia. Nie ma co prawda mojej instruktorki, ale ponieważ nie mam dzieci mogę chodzić na zajęcia w innych niż zwykle godzinach. Wynotowałam sobie harmonogram zumb i cyklicznych ćwiczeń na brzuch od poniedziałku do piątku. Chciałabym pójść 4x w tym okresie.
  2. Tańce odpuszczam. W mojej akademii tańca jest przerwa, szukałam gdzieś szybkiego kursu salsy, albo tańców orientalnych, ale w sumie to nic nie znalazłam. By podtrzymać nurt kobiecości zrobię sobie za to ze dwa beauty wieczory (peelingi, maseczki i te sprawy).
  3. Chcę zlikwidować jelonka sprzed domu i pozbierać folie, które latają po ogródku. W środę będą wywozić choinki i trzeba będzie ją wystawić na widok wozu zbierającego drzewka.
  4. Muszę naprawić pasek do aparatu fotograficznego.
  5. Kupić i zapakować prezenty walentynkowe dla dzieciaków. Właściwie to fanty już mam (spóźnione Chińczyki i ciastolina, bo mamy kilka pudełek z foremkami: auta, dinozaury i dentysta, a skończyły nam się masy), ale marzy mi się kupienie im jeszcze… równoważni.
  6. Czeka na mnie sporo fajnych filmów i przy jednym z nich muszę zrobić sobie sesję pielęgnacyjną stóp. Dostałam bon kosmetyczny do pewnego sklepu, chcę podjechać i sprawić sobie skarpety złuszczające, potem pomalować paznokcie, opiłować i wsadzić w jakąś sól (wszystko oczywiście w odpowiedniej kolejności). Przy okazji powinnam zrobić sobie paznokcie u rąk (wiem, że większość z kobiet robi to jakoś „przy okazji”, ale mi się nie udaje).
  7. Zakupów nie planuję. Mam kilka kawałków mięsa w zamrażarce, dużo kasz, jajka, mąka, dam sobie radę… W ten weekend kończą się wyprzedaże, dzielna byłam i nie uległam, lecz może tak na koniec, w nagrodę 😉 zajrzę do mojego ulubionego sklepu ze skarpetkami i kupię SOBIE jakiś pięciopak.
  8. Chciałabym zapisać się na jakiś bieg (tradycyjnie 5). Siedzę właśnie i przeglądam harmonogram biegowy i może coś wynajdę. Bieg oczywiście będzie wiosną, ale skoro są już otwarte listy zapisów to chcę to zaplanować.
  9. Niezły by był jakiś warsztat, albo szkolenie, albo chociaż wyprawa w miejsce kulturalne, ale nie wiem gdzie i na co, więc tu nie obiecuję.
  10. Nudy i banały jak porządki i obiecany psu dłuuugi spacer.

<>><<>

Mam dla Was czadową fotę wyjazdowego Gyzia. 🙂 Lilka doszyła mu czapkę (zabraną innej zabawce) i doczepiła szalik. Łucja wpięła w szalik przypinkę z ptakami. No, tak to można na ferie jechać! 🙂

20 godzin później

Mieszko zdobył ZŁOTY medal za tańce na parkiecie. Złoto dla wymiatacza 🙂 To jego PIERWSZY medal. Inna sprawa, że to naprawdę urocze, że drugi rok na bal przebierańców obstawiamy w TYM SAMYM stroju Spidermana. Tym razem był trochę brudny, bo od dwóch dni młody go nie ściągał, ale jak widać w zabawie mu to nie przeszkodziło.

Panny z balu też zadowolone, chociaż NIKT nie wierzył, że Lila JEST przebrana i podejrzewano, że PRAWDZIWE przebranie ma w plecaku i NIE chce się przebrać 🙂

A do auta z balonami się zmieściliśmy 🙂 Po prostu mam NAJLEPSZE auto na świecie 🙂

Karnawał

Szalonym torem toczy się reforma edukacji. Wczoraj na zebraniu w szkole okazało się, że szkoła dostała pismo z ministerstwa, że klasa Lilki MOŻE zostać na drugi rok w tej samej DRUGIEJ klasie. I po burzy mózgów chyba zostaną (decyzja zapadnie do końca marca). Większość chce zostawić, wychowawczyni też zostaje, więc pewnie MY zrobimy tak jak większość. Tym bardziej, że Lilka idzie nowym programem, który się ucina i idąc wyżej ona po prostu wskoczy na program Łucji, który jest inny. Nie mówiąc już o tym, że pewnych rzeczy ona się JESZCZE nie uczyła. Kosmos. Karnawał.

<><>

Szykujemy się na bale. Jutro w przedszkolu Mieszko ma bal -> będzie przebrany jak rok temu, czyli za Spidermana i będzie to strój WIĘKSZOŚCI chłopców 🙂 JUTRO bal mają również dziewczyny. Łucja ma być kosmo-girl (?), a Lilka ma być sobą (wiecie, 1000 twarzy Lilki 😉

Jakby nie było ja zapewniłam balony. Temat balu to Folklor, a ludowość moich girland zapewniają bibułowe wstążki 😉 Miałam resztę kryształowych balonów, które „nadziałam” paskami bibuły, spomiędzy balonów wystają bibułowe wstęgi, a w girlandę Łucji wpięłam długie balony, na końcu których przywiązałam kępki bibuły. Teraz tylko pytanie, jak my to mamy dostarczyć do szkoły? Chyba autem podjadę, tylko czy obie girlandy zmieszczą mi się naraz do bagażnika? Iść nie ma co, bo mży i bibuła przepadnie…

Nie tylko masaże i bąbelki rzeźbią TO ciało ;)

Moja instruktorka TBC jedzie na ferie na Karaiby. Jej mąż jest marynarzem, akurat tam będzie, więc ona bierze dzieciaki i lotem przez Paryż dociera do Miami. Tam spotyka się z ukochanym i dalej już razem płyną rejsem z Florydy na Karaiby. Wraca za dwa tygodnie z lotniska na Portoryko.Super, nie? 🙂

Na odchodne, żebyśmy przez ten czas nie zapomniały jaki to ćwiczenia są WAŻNE urządziła nam 40 minutowy interwał, czyli takie coś typu pajacyki przeplatane z pompkami w szybkim tempie bez przerw. Wykańczające to było, na dodatek wrednie wbijała palec w moją pupę, że PRAWY POŚLADEK w ogóle nie pracuje :DD Baa, nawet zdarzyło się (po raz pierwszy), że jedna osoba wyszła po kwadransie, bo nie dawała rady… A te pozostały mają obiecane, że mięśnie po takim treningu będą pracować przez dobę. Chociaż zdaje mi się, że u mnie to będzie kilka dób…

<><>

Popcorn karmelowy zrobiłam. Pycha! 🙂

śniło mi się, że spadłam z krzesła na poduszkę i znowu zasnęłam

– Liliana

I leci kolejny dzień ze smarkającymi maluchami w domu. W planie a)chciałam dziś wysłać Mieszka, a zrobić mu wolne w środę, ale doszłam do wniosku, że chodzenie w kratkę sensu nie ma, tym bardziej, że Lilka mnie prosiła by mogła być razem z Mieszkiem bo wtedy się nie nudzi. Wyślę oboje jutro… Dziś znowu bawią się klockami, chodzą, gadają, ale zrobiły też obrazki. Lilki jest ciekawy, bo NAJPIERW wykleiła, a potem narysowała postać 🙂

Mieszko nazwał swój obrazek „Śpiewający Pingwin”.  Jest więc i zwierzak, i śnieżki i NUTKA 🙂

<><>

Pamiętacie jak Łucja dwa lata temu zrobiła ozdobę dziewczyńskiego łóżka? Koronkową taśmę ozdobioną przyczepionymi zawieszkami? Wisiała tak sobie na stałe, ściągana tylko na okres kalendarzów adwentowych i raz po raz któraś jakaś zawieszka się rozsypywała. Wczoraj jak przyszła ze szkoły i zobaczyła, że Lilka zrobiła wianek, poszła na strych i dołożyła kolejne zawieszki. Są trochę inne, jest ich więcej, ale tym razem zabezpieczyłyśmy je kroplą kleju na końcu (przedtem były zamknięte styropianową kulką), czyli powinny się trzymać lepiej 🙂

Mieć syna to tak samo jak mieć córkę, tylko więcej bąków i bekania

– Anna i Androidy, serial, który oglądają dzieciaki, ośmiolatka tłumacząca ojcu koleżanki jak to jest 😉

Podsłuchałam WCZORAJ jak Lilka mówi do Mieszka: Nie! Źle wciągnąłeś! Połknąłeś ślinę! I podejrzałam, że coś piją jedną słomką… Aha! Jutro oboje będą zagileni. I true. Jak to miło zawsze mieć rację 🙂 Lilka zaczyna z kaszlu wychodzić, ale dziś dołączył do niej brat. Oboje mam więc w domu, do szkoły poszła tylko Łucja. Ta dwójka to dobry zabawowy zestaw, czyli właściwie mam spokój. Zagoniłam tylko na chwilę by zrobiły nowy wianek na drzwi dla babci. Babcia cały czas ma świąteczny, a chciałam by wymieniła sobie na karnawałowy. Z wiankami to jak z ratowaniem kogoś. Jak już raz go wkopiesz w ten haczyk na drzwiach to potem jesteś za niego odpowiedzialny 😉

Mieszko już w pełnej wakacyjnej gotowości 😉

<><>

Wrzucę Wam jeszcze Łuczę. Panna miała, zamykający semestr nauki, pokaz taneczny. Z akademii tańca, z którą ma zajęcia w szkole. Show oglądał również Diabli i ma podobne wrażenia. Hip-hop, funky – ok. Tak naprawdę nie są to tańce ładne. Łucja wypada dobrze – poprawnie. Za to tańce klasyczne wychodzą jej wybitnie. Tańczyli pasodoble i panna jest do takich tańców stworzona. Pewnie to wpływ baletu, ale wie jak układać ręce, łatwo łapie rytm i dynamikę.

Btw. w grupie klas I-III jest dość dużo chłopców (1/4 składu) i bardzo mnie to cieszy. Pokaz oglądał Mieszko i też chce jak pójdzie do szkoły dołączyć do sekcji tanecznej 🙂

Kolorowy lodo-wiec

Barwników spożywczych miałam jakieś nielogicznie duże ilości. Kupiłam je dawno temu, żeby zrobić tęczowe ciasto, ale kolorowy biszkopt to jednak nie jest mój żywioł. Użyłam je do babeczek do przedszkola, ale co dalej z nimi pomysłu nie miałam… Wydawało mi się, że dobrym połączeniem będzie dla nich śnieg. Kombinowałam, że wymieszam je z piaskiem i będzie można pisać po śniegu. Tylko nie miałam pomysłu na podajniki, a rozsypywanie ich rękawiczkami jest dość ryzykowne, bo strasznie brudzą.

Kilka dni temu trafiłam na stronie jednego centrum naukowego na to zdjęcie:

TAK!!! Ja też chciałam takie kule! Dodatkowo w szkole u dziewczyn jest konkurs na bałwana i dzieciaki przynoszą zdjęcia ulepionych śnieżnych ludzi. Śnieg klei się słabo, bo jest za duży mróz, ale przecież mogliśmy zrobić lodowe bałwany! 🙂 Leżały najpierw przez kilka dni w balonach (woda z barwnikiem), a wczoraj je wyjęliśmy. Dużego bałwana nie da się zrobić, bo kule są śliskie i się zsuwają. Tzn. pewnie się da, bo jak je podlewaliśmy, to kule mocniej się ze sobą łączyły. Ale zdecydowaliśmy się na wariant trzech dwukulowych bałwanów. Czapeczki to posylwestrowe resztki i przed nałożeniem zmoczyliśmy je. I przykleiły się :)) Bardzo ładnie wyszedł zielony: jest głęboki i niemalże szmaragdowy, a słabo fioletowy barwnik: to ta szarawa kula. Przydały się też waciki kosmetyczne i czirleaderskie pompony Łucji.

Same kule są natomiast bardzo dekoracyjne i spokojnie może ustawić z nich kolorową aleję. Przed domem, na tarasie, albo nawet na balkonie.

Czy muszę mówić, że TAKICH bałwanów NIKT nie ma? :DDD

A tak wyglądało tworzenie:

Mrozić ma do końca stycznia, więc zabierajcie się do roboty 😉

znaczki 9

Zimno, Liliana trochę kaszląca, a ferie coraz bliżej. Dzień spędziliśmy na zajęciach wewnątrz, żeby towarzystwa nie wychładzać bardziej niż to konieczne… Tam gdzie już kiedyś byliśmy, ale tym razem na zajęciach o znakach firmowych i logach. Ciekawym było dla mnie to, że dzieci nie łączą symboli z nazwą i profilem firmy. Widzą znak orlena (czy wiecie, że on powstał dopiero w 2000 roku?) i nie kojarzą, że to stacja benzynowa. Mak-a rozpoznają, ale znaczki z opakowań na kosmetykach, którymi się bawią przy kąpieli nie kojarzą.

Coraz trudniej znaleźć mi zajęcia na które może pójść cała trójka (najłatwiej gdzieś wybrać się z 5-6 latkiem), ale tym razem się udało. Jeszcze Lilkę i Mieszka razem wcisnę, ale problem jest z Łucją, która potrzebuje już jednak wyższego poziomu…

Najpierw uczyły się kopiować i przy okazji upraszczać wzór. Znak towarowy jak wiadomo nie może być skomplikowany, bo często jest znacząco zmniejszany by zmieścił się na opakowaniu.

Potem miały wycieczkę-zapoznanie się z polskimi symbolami (lata ’70 to było mistrzostwo świata jeśli chodzi o grafikę). Chodziły z poduszkami, bo czasem przy jakimś symbolu siadali 🙂

Na koniec dzieciaki miały stworzyć własny wzór dla samodzielnie wymyślonej firmy. Musieli go narysować, zrobić szablon, który potem przy pomocy sprayów był przeniesiony na papier. I powtórzę coś mówię często: to tłuczenie z nimi technik i możliwości plastycznych i skojarzeniowych daje oszałamiające efekty. Wszystkie trzy prace są genialne. Łucja wymyśliła logo dla sklepu, który sprzedaje ubrania wyłącznie w groszki i nazywa się GROSZEK. Lilka zrobiła logo dla hotelu dla kotów MIAU, a Mieszko pizzerię o wpadającej w ucho nazwie: SZYNKA :DDDD

znaczki

Zimno, Liliana trochę kaszląca, a ferie coraz bliżej. Dzień spędziliśmy na zajęciach wewnątrz, żeby towarzystwa nie wychładzać bardziej niż to konieczne… Tam gdzie już kiedyś byliśmy, ale tym razem na zajęciach o znakach firmowych i logach. Ciekawym było dla mnie to, że dzieci nie łączą symboli z nazwą i profilem firmy. Widzą znak orlena (czy wiecie, że on powstał dopiero w 2000 roku?) i nie kojarzą, że to stacja benzynowa. Mak-a rozpoznają, ale znaczki z opakowań na kosmetykach, którymi się bawią przy kąpieli nie kojarzą.

Coraz trudniej znaleźć mi zajęcia na które może pójść cała trójka (najłatwiej gdzieś wybrać się z 5-6 latkiem), ale tym razem się udało. Jeszcze Lilkę i Mieszka razem wcisnę, ale problem jest z Łucją, która potrzebuje już jednak wyższego poziomu…

Najpierw uczyły się kopiować i przy okazji upraszczać wzór. Znak towarowy jak wiadomo nie może być skomplikowany, bo często jest znacząco zmniejszany by zmieścił się na opakowaniu.

Potem miały wycieczkę-zapoznanie się z polskimi symbolami (lata ’70 to było mistrzostwo świata jeśli chodzi o grafikę). Chodziły z poduszkami, bo czasem przy jakimś symbolu siadali 🙂

Na koniec dzieciaki miały stworzyć własny wzór dla samodzielnie wymyślonej firmy. Musieli go narysować, zrobić szablon, który potem przy pomocy sprayów był przeniesiony na papier. I powtórzę coś mówię często: to tłuczenie z nimi technik i możliwości plastycznych i skojarzeniowych daje oszałamiające efekty. Wszystkie trzy prace są genialne. Łucja wymyśliła logo dla sklepu, który sprzedaje ubrania wyłącznie w groszki i nazywa się GROSZEK. Lilka zrobiła logo dla hotelu dla kotów MIAU, a Mieszko pizzerię o wpadającej w ucho nazwie: SZYNKA :DDDD