Nie wygoniłabym go z łóżka nawet gdyby jadł w nim chrupki

– „Trafny wybór”, J.K.Rowling

W jednej z podhalańskich term była konkretna walentynkowa promocja. Informował o niej duży czerwony plakat przy kasach… Warunkiem jej otrzymania był namiętny pocałunek na oczach kasjerki (14 lutego). Grrrr… Biedne dziewczyny -pomyślałam- Cały dzień będą się patrzeć na oblizujące się z większą lub mniejszą śmiałością pary 16+…

 

Można i tak 😉 Ale można też inaczej. Możliwości jest sporo. Ja rozstawiłam dzieciakom fanty jeszcze w nocy (równoważnia, zaległe chińczyki i coś tam z wyprzedaży), a rano jak już to rozpakowały, zajęliśmy się robieniem Walentynek. Tegoroczne są w wersji 3D, a nie klasycznych kartek. Łatwo było je wykonać Mieszkowi, a to ważne, bo jego życie uczuciowe jest rozbudowane i musiał przygotować KILKA 🙂

Łucja w nowym szlafroku, plus pikery pelikany włożone w słomki z serduszkami i obklejone naklejkami z serduszkami.

Lilka zrobiła głównie dla Sziwy 🙂

Podjęłyśmy też próbę zrobienia galaretek, ale całkowicie nam się porozwalały przy wyciąganiu 🙂

Świętować? Świętować! Te wszystkie serduszka, życzenia i kolacje są wspaniałe. Nawet w wersji solo nie należy sobie tego odmawiać. Obiad walentynkowy zjadłam już wczoraj na trasie (akurat w knajpie, którą nam po drodze wybrałam taki serwowano). Prezent kupiłam sobie jeszcze przed wyjazdem na ferie, a dom mam pełen serduszek. Jest mi miło i Walentynkowo! 🙂