29!

Była sobie zima… Wyjątkowo długa, bo w roku przestępnym… U mnie pada śnieg, nie chce puścić, więc do astronomicznej wiosny pewnie nas tak będzie raz po raz wychładzać. Nie martwcie się jednak bo idzie ten marzec, idzie. Pies na każdym spacerze znajduje jakieś błotko do wytarzania (tak WSPANIALE ;/ Sziwa wita co roku wiosnę), a zwierzęta podobno wiedzą najlepiej.

Ale to była dobra zima. Było zimno i mroźno, ale daliśmy radę. Chorowaliśmy mniej niż rok temu, a ja (czy to za sprawą sauny, czy lepszej kondycji psychicznej) prawie w ogóle. Czy wiecie, że moja instruktorka Burleski jest terapeutą seksualnym?? Przypadkiem się o tym dowiedziałam i stało się jasne skąd ten boom wysokiej samooceny zaraz po zajęciach! Jakiś krótki spadek formy odnotowałam jedynie pod koniec stycznia.

  • Piekłam mniej ciast, ale często robiliśmy gofry.
  • Jadłam też mniej zielonego (tegoroczne awokado mi nie smakowały), ale wróciłam do zielonych herbat.
  • Jeździłam na nartach. Dzieciaki oczywiście też.
  • Koniec końców nie kupiłam sobie nowej szufli do śniegu.
  • Piecyki w dzień już wyłączyłam (tydzień temu). Grzeją tylko w nocy. Zostało sporo drewna, więc podgrzewamy się ŻYWYM ogniem 🙂 Może nawet na jakieś ognisko na wiosnę starczy?
  • Auto parkowałam nie przed samym domem, a pod przeciwległym płotem kostka mi więc NIE wstała (to taki coroczny problem, że się fale robią na chodniku).
  • Strat w ogródku na razie też nie widzę.
  • Został nam wielki worek karmy dla ptaków, o którym zapomniałam :/

Na zakończenie tej udanej pory roku wydarzyła się jedna wspaniała rzecz -> LEO dostał Oscara 🙂 Mam wrażenie, że razem z nim cieszy się cały świat! Ja bardzo go lubię a na ZJAWIE w kinie byłam (może to jest tak, że jak pójdę do kina na jakiś film to będzie dostawał potem Oscara??). Filmowo rozstawiam sobie teraz deskę, zamykam strony z koloniami i odpalam kolejny odcinek Raya Donovana. Na obiad znowu zrobię marchewkową.

kulturalna zakrętka tygodnia

Całkiem KULTURALNY wyszedł nam ten tydzień… W czwartek Mieszko miał przedszkolną wycieczkę do teatru. Było z tym spore zamieszanie, bo STRÓJ przygotował sobie już dwa dni wcześniej i oczywiście chciał zabrać marynarkę, którą nazywa „ślubną”. Żeby było zabawniej nazwę przechrzcił sobie automatycznie i w tym ciągu eksploatacyjnym nie zorientował, że CO JAK CO, ale ślubna to ona NIE jest 😉

DZIŚ Łucja miała szkolną wycieczkę na koncert muzyki hiszpańskiej, co dość skutecznie rozbiło nam dzień. Btw. jak o 17-stej dzieciaki wytaczały się z autokaru to buczały, że było nudno, a Łucja zapytana czy jej się podobało, odpowiedziała, że TAK i że było PASADOBLE 🙂

 

Mając więc do zagospodarowania dwójkę postanowiłam zabrać je na wystawę. Do kompletu wzięliśmy koleżankę Lilki i po raz kolejny pochwalę WŁASNE dzieci, że są TAK oswojone z muzeami i sztuką. Nie czują się źle, Lilka bezbłędnie odnajduje kasy i toalety :), a po przejściu do konkretnej sali nieśmiała-śmiałość od razu wie jak się po niej poruszać. Nie nudzą się, potrafią w sobie wykrzesać jakąś refleksję i opowiedzieć o wrażeniach. Zanim jednak wkleję fotorelację, słów kilka o jednej książce. A właściwie o trzech książkach. Multiboks Tropicieli, podręczników Łucji w klasach 1-3 zawierał w zestawie na każdy rok jedne „Karty plastyczne”. I jest to rewelacyjny poradnik jak poruszać się po świecie sztuki z dziećmi.  Na co zwracać uwagę, jak budować historię wokół obrazu i jak interpretować abstrakcje. Można je kupić na stronie WSiP-u. Wg mnie najlepsze „Karty” są do drugiej klasy, ale skoro jedna część kosztuje 4 PLN, warto mieć wszystkie 🙂

Co namalować na męskiej klacie? Lilka namalowała włosy, a Mieszko serce 🙂

I Pulled the Trigger on The Shotgun

– Ray Donovan, fragment piosenki na koniec s02e03, takie seriale to oczywiście kopalnia dobrej muzyki. Tatiana Owens – Trigger

  • Mamo, a jak ma się pomalowane usta to się zostawia ślady na kimś?
  • Tak, Mieszko.
  • Na policzku?
  • Np.
  • A jeśli się całuje w usta?
  • To na ogół szminkę się zjada.
  • To ją można jeść?
  • Nie jest trująca.
  • A można się wymieniać gilami?
  • Błeee… Samo pytanie jest obrzydliwe!
  • Ja myślę, że nie można. Bo od tego można zachorować.
  • To możliwe 🙂

ru-fresh

Przydatność zmywarki przy wiosennych porządkach zaprezentowała mi kiedyś Lutka. Ściągała z szafek kuchennych WSZYSTKIE postawione pod sufitem wazony i miski i wrzucała do zmywarki. Poszukiwania wazonu na żonkile przypomniały mi jakie to przydatne. To raz… Dwa: wywaliłam stertę folii i pudełek po agd, które doszło w ciągu ostatniego pół roku. I wyhamowujemy 😉 Podniosłyśmy z Łucją materac przy nakładaniu pościeli i ujrzałyśmy kurzowe kłębki pod łóżkiem…

  • Ojej, mamo! Moja ulubiona skarpetka!
  • Wyciągaj i opuszczamy. Za rok podniesiemy.

😉 Podjechałam dziś do zielarskiego sklepu kupić szampon. Łucja może używać tylko takie bio, więc przestawiłam wszystkich. Źle się kupuje w takich miejscach, bo to quazi-apteki, gdzie zawsze jest mało miejsca, nigdy nie jesteś jedynym klientem, a jak nie wiesz co chcesz kupić to wybrać nie jest łatwo, bo towaru za dużo, pochowany, a widoczny ułożony jest wg dziwnego klucza. Aaale jak wiesz co chcesz to na pewno tam to znajdziesz. Zorientowałam się w ubiegłym roku, że dużo pojawiło się bio kosmetyków ze Wschodu. I są b. fajne. To zdaje się taki fenomen jak Ziaja, która na świecie ma mega sprzedaż, a w Polsce budzi umiarkowane emocje… Lecz subiektywnie Natura Siberica ma świetne szampony, Baikal Herbs mają niesamowite mydła a Pervoje Reshenie, czyli babcia Agafia ma wybitne odżywki do włosów. Pieją nad nimi z zachwytu na wizazie i można je spotkać w sklepach zielarskich. Szukać, bo fajne! 🙂

zaczarowywanie

Zabrałam się za konkretne wyganianie zimy 😉 Obrus z jelonkami zastąpiły energetyczne groszki, żonkile na stole, sanki wywiozę w weekend, szufla już schowana, a uschnięte wrzosy z donicy przed domem wywalone. Pod nimi rosły jakieś cebulki, o których zupełnie zapomniałam… Ale taki miałam plan jesienią: wywalę w zimie płytko zasadzone wrzosy, a pod nimi na wiosnę  wyrosną kwiatki…

Pomagała mi Liliana. Jakiś taki wirus nas dopadł już drugi raz tej zimy, że się śpi. Wróciła wczoraj ze szkoły i położyła się spać. Obudziła o 20-stej, wykąpała i znowu zasnęła. W nocy miała wysoką gorączkę, a rano była już zdrowa tylko osłabiona. Więc została w domu, bo nie wiem co to za cudaczne choróbsko (ja to miałam pod koniec stycznia). Zrobiła mi za to panna nowe wianki. Ciemny dla nas, jasny dla dziadków. Minimalistyczne, ale przyroda na przedwiośniu taka jest minimalistyczna.

Całość wczesno-wiosennych dekoracji dopełniają kalosze 😉 Bez nich na spacer z psem ani rusz! A, że brudne, to stoją przed domem! 🙂

<><>

  • Mamo, pytałem się Julki jakie lubi planety, bo ja lubię Ziemię, Marsa i Saturna, a ona powiedziała, że Polskę!
  • No widzisz jaki jesteś mądrala!
  • A jak myślisz mamo, czy jak już zostanę mężem Wiktorii to będziemy mieć same dziewczynki czy też chłopców?
  • Nie wiem. A opowiadałeś jej o swoich planach?
  • Jutro jej opowiem. 🙂

Nie wszystko w życiu jest potrzebne

– Łucja (podejrzałam w jej zeszycie, mieli ułożyć zdania ze słowami – w tym przypadku „wszystko”)

To śmieszne, jak te moje niejadki lubią o jedzeniu mówić. Łucja dziś szła do koleżanki i najbardziej zaprzątało ją co będzie w szkole na obiad, żeby nie była w gościnie głodna. Już wczoraj to sobie zaplanowała, że ponieważ ma być makaron z truskawkami ze śmietaną to weźmie makaron z truskawkami BEZ śmietany 😉 Za to Lila uśmiecha się do jedzenia 🙂 Jak taki grubaśny smakosz, gdy ma michę załadowaną przysmakami. Zanim weźmie sztućce patrzy się w talerz i się uśmiecha. 🙂

<>

Zapętliłam sobie playlistę z hitami z lat ’60. Neil Sedaka, Richie Valens i Paul Anka. Dean Martin i Sinatra. Super. Nie wiem czy zwróciliście uwagę, że ci tańczący to wszyscy wywijają rumbę i inne latino. Tak pojawił się współczesny taniec sceniczny. Wyszedł od karaibskich rytmów. Stoją na scenie, piją whisky i palą cygara. To były niesamowite czasy… Btw. dziewczyny za najbardziej obciachowe uważają ’80. ???? Przecież tam nic niezwykłego się nie działo. No może trochę wariowano z makijażem 😉

sss

-siłka, sauna, swimming (to ostatnie oczywiście z dzieciakami)

<>

Mam nowy dowód. Nie ma takiego pięknego numeru jak poprzedni (tamten miał PIĘĆ jedynek obok siebie!), ale może nie będę tak często musiała podawać jego numeru 🙂 Ma za to całą masą zabezpieczeń jakie wprowadzono do dokumentów.

<>

Dym w przedszkolu przez te zmiany w reformie. To jest tak pokręcone, że aż mi się o tym nie chce pisać 🙂 Jakby nie było we wszystkich trzech grupach będą wymieszane roczniki, a Mieszko pewnie będzie od września w grupie starszaków z dziećmi o rok starszymi i bez swoich kumpli :/

<>

Sprawdziliście sobie link z twittera co było hitem w kinach jak się urodziliście? Jak ja Chinatown, jak mój brat początek twardzielskiej sagi z Charlesem Bronsonem, jak mój tata to „Przygody Don Juana”, a jak mama to „Kopciuszek”. Nie ma co, nieźle mi się rodzice dobrali 😉

<>

Pada. Deszcz i kałuże. Jem zielone. Piorę pościel. Mówiłam Wam, że moja instruktorka burleski ma koszulkę z napisem: „Krągła strona mocy” ? I żeby było JASNE, pod napisem jest rysunek bikini :)

po niedziel-ek

Bawiła się Łucja z siostrą, jakiś był problem, walka o pozycję w stadzie i Lilka wykrzyknęła:

  • Tak? To przeliteruj „debiutant”!
  • D-E-B-I-U-T-A-N-T!

<><>

Dziś młody miał bilans. U lekarzy bywamy rzadko, więc ciągam je na te bilanse, żeby choć raz w roku kompleksowo mi je przebadano. Wszystko ok, wzrostowo w centylach jesteśmy na środku, wagowo w dolnych granicach. Panicz dostał szczepionkę, a młody lekarz strzelił cegłę jak go zapytałam o napletek (chodziło OCZYWIŚCIE o Mieszka). Czerwony odpowiedział:

  • Powinien już się trochę zsuwać.
  • To on sobie zsuwa. Lubi tak sobie pomajstrować.
  • Z wiekiem nam to nie przechodzi.

🙂

przedwiośnie

Zadzwoniła Lutka z pytaniem, co mi kupić na rynku…

  • Nie wiem. O tej porze roku jedzenie przestaje mi smakować…
  • Kupiłam ziemniaki.
  • Ooo, super! Kupiłam ostatnio w sklepie i nawet były żółte, ale takie brzydkie, że aż mi się nie chciało ich obierać.
  • I dużo marchewki.
  • Jeszcze lepiej! Zrobię zupę krem z marchwi i pomarańczy.

I klapki z menu się otworzyły. Czas wykopać kuchnię orientalną 🙂 Nie wiem czy wiecie, ale najlepszą cerę mają japonki, a najgorszą szwedki. A klimat i tu, i tu taki sam. Kolendra, zielone i więcej warzyw. Wiosennie odkurzyłam sobie też auto i wymieniłam żarówkę przed domem. A teraz odpalam Ray Donovana (dostępne na netflixie) i ruszam z moja imbirową zupą 🙂

i co tu robić jak tak dmucha??

  • Mamo, jak nazywa się to kiedy dzieci są małe?
  • Ale co Mieszeczku? Noworodek?
  • Nie. TO co mają wszystkie dzieci, a ja nie miałem.
  • Nie wiem. Ale chodzi o zabawkę, wygląd, wydarzenie?
  • To kiedy mi polewano głowę.
  • Aaaaa… Chrzciny!
  • Jak się nazywał ten kto to robił?
  • Ksiądz!
  • Tak! A gdzie jest moja marynarka?

 

Ten weekend dzieciaki mają z tatą, po drodze jedna koleżanka Lilki ma urodziny, a potem wszyscy mają wybrać się na Zwierzogród. Trailer jest obiecujący, sądzę więc, że film będzie przedni i prześmieszny 🙂 Na okoliczność wyjścia do kina Mieszko zgodził się nawet zdjąć  MARYNARKĘ z chrzcin, w której chodził od wczoraj… rozdając AUTOGRAFY (czyli literę M na fluo karteczkach :))

Pochwalę się zdobyczami z urodzin na jakich panny były w grudniu. To były urodziny w pracowni garncarskiej i z dużym opóźnieniem, bo dopiero wczoraj, mama dziewczynki dostarczyła zrobione przez dzieci wyroby. Już wypalone i pokryte szkliwem. Super!