Po ponad miesiącu panny wróciły. Ćwiczyły, rozciągały się, powinnam spojrzeć na kartę z wypisu, ale za bardzo mi się nie chce. Pierwsze co zrobiłyśmy PO wyjściu, to pojechałyśmy kupić miesięczny bilet na komunikację dla Łucji… Nie będzie oczywiście CAŁY miesiąc jeździła, bo i ferie i zdalne, ale ma tak napięty grafik SPOTKAŃ, że bilet się i tak zwróci. Panna JUŻ pojechała na spotkanie z koleżankami! Miały iść na kebeba (Mieszko nie mógł się nadziwić, co też przyszło do głowy tej wegetariańskiej siostrze), ale w końcu wygrały nowości w Mac-u. Niezła była akcja bo na dworcu była laska, która jest jakimś internetowym fame-m, a zasłynęła z tego, że rozwaliła lamborghini i jak widać musi teraz jeździć podmiejskimi kolejkami! Także cały świat wita Łucję wrażeniami. Lilkę natomiast przejął Mieszko, który zadręcza ją nowymi grami. A JA? No a ja DALEJ piorę…
Miesiąc: Styczeń 2022
WOŚP
- Synu, JESTEM! Wróciłam ze spaceru!
- Fajnie.
- NIE FAJNIE. Twarz mi zamarzła! Grad walił mi prosto w twarz!
- Ale mówić możesz.
- MOGĘ, ale wiesz jak bolało!? Zasłoniłam sobie rękami oczy i policzki myślałam, że nie dojdę!
Pogoda pod psem, ale z psem wyjść trzeba było… Nie wiem czy dotrzemy w jakieś LUDNE miejsce, więc na Wośp przeleję na jedną ze skrzynek, do których zbierają dzieci znajomych. Nas dziś czeka tylko wyprawa do dziadków, skąd przywieziemy zupę, ale NIE wiozę ją do panien. Mam dosyć tych termosów i słoików – podgrzeję im jutro, jak przywiozę je do domu! Ja tu i tak zresztą jestem urąbana w pranie ich ubrań, co to mi ostatnio większość wydały.
Wczorajsze bieganko:


Pokażę Wam też Mieszkowego Pana Kleksa, bo na fali porządków go wynalazłam. Robił go do szkoły na język polski. Mieli w grupach zbudować akademię i on robił klockowe figurki. Super. Włosy wziął chyba z jakiejś wodnej chimery?

Smoki
- Mieszko, chcesz iść na: warsztaty robienia biżuterii z muszelek, lekcje garncarstwa czy zajęcia z malowania???
- Na pewno NIE na muszelki.
- Ale to będzie fajne! Będzie wykład o Polinezji, a potem zrobisz bransoletki powitalne dla sióstr.
- A co to jest to garncarstwo?
- Lepienie z gliny.
- To nie. Najchętniej bym sobie pomalował… Mogę opowiedzieć Ci fabułę Genshin?
- To ta nowa gra? NIE.
- TO Ci opowiem. Jest takie rodzeństwo, które może podróżować między światami. I pewnego razu zły Bóg zamyka drogę do ich świata i nie mogą wrócić. I wybierasz postać -ja wybrałem chłopaka. I on najpierw ucieka przed smokiem, którego potem przy pomocy zaklinacza smoka zamienia w dobrego smoka, ale od razu traci swoje własne moce…
Dziś poszliśmy na ostatnie samodzielne zajęcia Mieszka. Wybrał malarstwo i tak też było. Strasznie dużo fajnych rzeczy wynalazłam, no ale to kolejnym razem jeśli jeszcze kiedyś będziemy BEZ dziewczyn. Był więc wykład o kompozycji, cieniach i technikach. Otrzymaliśmy płótna i sztalugi, a prowadzący ułożył… martwą naturę z owoców. I TU odeszliśmy od lekcji, bo postanowiliśmy z Mieszkiem narysować smoki z jego najnowszej gry. Tak naprawdę, JA nie znam się na malowaniu i bałam się, że mój obraz to będzie drzewo na łące. I tylko mnie sfrustruje ta słabość mojego warsztatu, chyba że namaluję zapętlony kolorowy wir… Lecz, w sumie nie miałam RÓWNIEŻ ochoty na kolory… Wybór niebieskości był optymalny i zasłaniając się WSPARCIEM dla syna namalowałam to co on. Było przyjemnie, jak wiecie malowanie to rodzaj terapii i ZAWSZE łapiesz taki moment zapomnienia, kiedy po prostu tworzysz. Wyżej to co miało być, niżej TO co wyszło 😀

Laba!
Dziś – DZIŚ – to nie tylko piątek, bo to TEŻ początek ferii! W sposób fizjologiczny i naturalny moje myśli są AKTUALNIE zupełnie poza rzeczami NIEWAŻNYMI, bo myślę o TYLKO o sprawach MEGA WAŻNYCH, czyli najbliższych nastu dniach! Chciałam wyciągnąć panny wcześniej – nie w poniedziałek, a jutro – LECZ mi się NIE udało… Usłyszałam, że pani doktor jest chora, a to, że są już ponad 4 tygodnie to NIE ma znaczenia, bo mogą być nawet sześć! Pokornie więc przytaknęłam, że będę w poniedziałek, choć NATYCHMIAST uprzedzono mnie, że NIE rano, a dopiero po ich ćwiczeniach, czyli PO 13-stej… Plus taki, że wielogodzinnymi ćwiczeniami udało się zmniejszyć rotację kręgosłupa u Lilki, a i u Łucji pewnie jest ciut lepiej niż było.
MAM plan z Mieszkiem na sobotę, bo zależy mi na tym, żeby ON ten czas SAMOTNY, wykorzystał maksymalnie na aktywnościach, które go ostatnio omijają… Jak dziewczyny były w jego wieku na okrągło gdzieś chodziliśmy. Na wystawy, na warsztaty i na przeróżne wydarzenia. W pandemii wszystko się zatrzymało, ale normalność JEDNAK wraca i pewne tematy CHCĘ reaktywować.
<><>
Mieszko miał w szkolę ankietę co chciałby zmienić: -> W swoich rówieśnikach? By byli mądrzejsi. W swoich przyjaciołach? Nic. W szkole? By w piątki było mięso na obiad! WIĘC robię mu TERAZ makaron z parówką… A Wam wrzucę coś co mnie pochłania od tygodnia i wszelkie rolki i podpowiedzi wyszukiwań mam już TYM zawalone… Shuffle Dance &Jumpstyle 🙂 Niby proste, a jednak NIE wychodzi…
Luty – miesiąc z DATAMI
Zadzwoniła wczoraj do mnie Lila, żeby pogadać. Bo akurat NIE było Łucji w pokoju (poszła się kąpać) a razem z nią zniknęła świta JEJ wielbicieli siedzących u nich w pokoju od siódmej rano do 20-stej??!? Btw. Łucja umówiła się na randkę ze swoim szkolnym crushem na 2.02.2022, co jest jakąś niezwykłą datą. Mignęła mi ostatnio dyskusja na rosyjskim twitterze, że ten drugi oraz 22-gi lutego to daty wyjątkowo oblegane w Urzędach Stanu Cywilnego i terminy na TEN dzień można kupić za astronomiczne pieniądze. No jakby nie było Lila poprosiła o PIZZĘ, a jako, że nie ma tam ŁATWO, przy takiej siostrze, to dziś zawieźliśmy im z Mieszkiem karton z margharitą!
Pojechaliśmy do naszej ulubionej pizzerii, która znajduje się przy prestiżowym obiekcie sportowym, Mieszko zamówił sobie małą pepperoni (potem kawałek przełożył dla Lilki do ich kartonu) i siedliśmy na kanapach czekając aż nam zrobią. No i tak siedziałam i cykałam fotki, które wysyłam dziewczynom i odkryłam, że siadłam w niezłym kadrze! Kazałam więc przesiąść się Mieszkowi i oto ON ma również zdjęcie NA tle, żeby nie powiedzieć POMIĘDZY, niezłymi nogami! 🙂


Człowiek to istota skazana na przebaczenie, a przebaczenie stanowi wielkość, której czasem nie może udźwignąć…
-Trufle, Jan Grzegorczyk – mój nowy audiobook w aucie.
Z listy do załatwienia zanim wrócą panny odfajkowałam ostatnią. Jeszcze tak nie do końca, ale odwiozłam Mieszka telefon do naprawy! W październiku miał wymienianą szybkę, bo aparat wylał, ale zanim zdążyłam nakleić folię ochronną szybkę zbił ponownie. Faktem jest, że ja zapomniałam o tej ochronie, a on w którymś momencie przestał mi przypominać. Normalnie wystarczyło by wymienić samą szybkę, a nie cały wyświetlacz, ale na tej jesieni ja wymieniłam mu na zamiennik, a nie szybkę oryginalną. I to jest jakiś tam problem… Gość będzie kombinował i da mi znać jak to możemy zrobić. Bardzo się cieszę, że namierzyłam osobę, która takie rzeczy ogarnia, bo z tymi telefonami ciągle się coś działo.
Zachód słońca (ze spaceru z psem):

Bloody Monday
Leżałam sobie w wannie i robiłam tetrisa moich problemów i planów. Też tak robicie, bo TO popularna rozrywka, gdy człowiek się rozpręży. TO dam radę, pod warunkiem, że TO przesunę TU, a TO zrobimy, ale nie teraz, a dokładnie za rok. Itd, itd. Dość czasochłonne, lecz wciągające. Słyszałam przed drzwi, że Bibi coś tam się śni, bo ona przez sen warczy i piszczy, a młody był cicho. Wstałam z wanny, zaczęłam się wycierać, a wtedy drzwi od łazienki się otworzyły i ujrzałam zalanego krwią Mieszka…
- CO się stało?!? –Pierwsze co mi przyszło do głowy, że krew pojawiła się SAMA, co było przerażające.
- BIBI. Ale nie wiem co mi zrobiła.
- W JAKI sposób? To ślady po zębach?
- NIE wiem. Ale bardzo boli!
Dawno nie było krwiście, nie? Przy dochodzeniu wyszło na to, że to chyba PAZURY. Tak zakładam, bo takie są ślady. Młody musiał się do niej przytulić, a ona przez ten sen, wybudzona, machnęła łapą i zrobiła mu TRZY dziurki w czole. Nie głębokie, ale skóry na czole mało i od razu go zalało. Szwów na to nie założysz, ma dziś tylko trzy okrągłe strupy, które zabroniłam mu zdrapywać. Nie wiem czy będzie blizna, czy nie, ale wyjaśni się to z czasem.
I powiem Wam, że najbardziej w tym moim życiu denerwuje brak możliwości przesunięcia czegokolwiek. O tej 22-giej ja nawet nie mam jak powiadomić, że mnie JUTRO nie będzie. Technicznie wiem, że można, ale sztywność mojego grafiku, jest fatalna. A dziś od siódmej do 15-stej byłam poza domem. Kazałam więc młodemu do szkoły IŚĆ, bo tam przynajmniej nie będzie sam. Poza tym wtorek. Straszą, że wrócą zdalne, zapisałam dziś w okienku mnie i Łucję do fryzjera i ustawiłam się z gościem od naprawy komórek na wymianę szybki u Mieszka! I te dwie rzeczy, to fajnie, że się udały!

stycznia powoli zbliża się koniec
Poniedziałek! Zaczynamy od zebrań. Na pierwszy ogień to u Łucji i na szczęście spotkanie przebiega na Teamsach, więc gdzieś mi teraz leci na drugim oknie. Ale chyba i TAK odpalę komórkę i idę z psem. PSA robi mi tu dzikie i kuszące figury, a koniec semestru u Łucji jest raczej NIE emocjonujący.
Ach, pamiętacie wczorajsze zbieranie drewna? Akurat w poniedziałki pies jest w domu sam dłużej… No i uznał, że te PATYCZKI, to dla niej, żeby się nie nudziła gdy jest sama! Jakbym więc przez przypadek UZNAŁA, że mam dużo czasu, to mogę się zabrać za zbieranie ZAPAŁEK co to mi Bibi wystrugała zębami w DUŻYCH ilościach…

Po drewno… do LASU!
Biegłam sobie wczoraj na tym parkrunie przez las i pomyślałam: Ile tu luzem drewna leży! Potem miałam migawkę bajkowo-literacką o babulach zbierających po lesie CHRUST i pomyślałam, że to nie jest zły pomysł. W domu zimno, a takie kilka gałązek to by na chwilę ciepło zrobiło. Tyle, że głupio tak na metę z naręczem gałęzi wbiegać, więc wykombinowałam, że po CHRUST wybiorę się w niedzielę z Mieszkiem!
I zawieźliśmy dziś dziewczynom zupę od babci (panny mają tam dynamicznie, bo jakieś chłopaki doszły w ich wieku i na okrągło u nich w pokoju siedzą), a potem pojechaliśmy na spacer do lasu połączony ze swobodnym zbieraniem patyczków. Przyjemne, właściwie to powiązane z jakimś elementem historii ORAZ niewątpliwie pożyteczne! 😉



Dziadkom i babciom!



Jednego mają moje dzieci dziadka i dwie babcie. Babcie są obie energiczne i pełne planów. Z dziadkiem mamy problem, bo bardzo źle widzi i każda wyprawa jest dla niego dużym problemem. I różni są ludzie, ale Krzycho i ja zawsze byliśmy podobni i czuję jak bardzo mu to ograniczenie przeszkadza. Łucja zrobiła cudną prezentację o dziadkach, którą Mieszko miał zanieść do szkoły i wypunktowała tam, CO w tych ich dziadkach Mieszko lubi najbardziej. Pisała oczywiście o Mieszku, ale przemyślenia mają wspólne. Cenią więc ZUPY, oraz rozmowy i możliwość kontaktu… A ja zawsze gdy zaczynam o tym myśleć, to mnie ten gnający czas frustruje. Nie ma kiedy pogłębić tych relacji, a wszystko wokół coraz bardziej przyspiesza…
Dziś pojechaliśmy z dziadkami na obiad! W miejsce, gdzie serwują ulubionego kurczaka Mieszka i ogólnie jest klimatycznie oraz smacznie. Pasuje nam formuła food courtów, bo każdy wybiera to co lubi najbardziej, a nieformalny klimat jest całkowicie niestresujący. Dziadki dostały od nas fanty z muzeum w którym byliśmy z Mieszkiem przed tym spotkaniem!
<><>
Bo RANO pojechaliśmy z Mieszkiem do muzeum. Byliśmy już tam KIEDYŚ, ale założyłam, że można powtórzyć i na miejscu okazało się, że młody NIC stamtąd nie pamięta. Ale ja już TU byłem? Muzeum było związane Historią Żydów w Polsce i jest to jedna z tych placówek, gdzie ZAWSZE jak wchodzisz, to inną atrakcję odkrywasz. Tym razem np. znaleźliśmy atrapę kasy biletowej, gdzie można było urwać bilet, pieczątką wytłoczyć PIECZĘĆ i potem przeczytać losowy fragment z powieści, który był z tyłu biletu. Młodemu się podobało, ja akurat czytam „Córkę Rzeźnika”, która jest tłumaczona z hebrajskiego, jego królewski imiennik sporo uczynił w temacie Żydów w Polsce, więc wyprawa była niezwykle udana!










