Jabłkobranie!

Tak mi się marzył spacer po lesie, że na DZIŚ taki WŁAŚNIE zaplanowałam! Aby się odbył wczoraj sprzątałam, ogarniałam i robiłam rzeczy do szkoły. Jedna rzecz nieoczekiwana wyszła, gdy zamknęłam porządkowo dół i weszłam na górę… Rano ubieram się po ciemku, bo jak zapalam światło, robi się jasno w pokojach dzieci, a ja zanim je obudzę lecę jeszcze z Bibi na spacer… Wiem co nałożyć, bo myślę o tym przez chwilę przed snem i rano muszę to tylko znaleźć. Spódnice łatwo, bluzki są na wieszaku, ale bajzel powstaje mi przy szukaniu sweterków. Albo górę łatwo, a akurat spodnie są ciemne i nie bardzo widzę. Wywalam wtedy wszystko na podłogę i po strukturze znajduję. Tyle, że ta GÓRKA to tak cały tydzień rośnie. I otóż mój porządny kot KLARENS raczył na tę górkę nasikać… I odkryłam to wczoraj wieczorem i choć przez chwilę myślałam, że jestem na bieżąco z praniem, to jednak NIE jestem. Btw. NIE piorę wszystkiego, przez najbliższe tygodnie będzie się za mną ciągnąć koci fluid, ale TAK musi być.

LECZ spacer! Upatrzyłam sobie na gugiel mapie LAS! Jechaliśmy tam ponad pół godziny, ale miał być piękny. NIE był, za to wokół były sady z jabłkami. Jechał nawet wóz z robotnikami i zła byłam na siebie chwilę później, że nie zagadałam, czy możemy sobie takich jabłek nazbierać (odpłatnie). I tak chodziliśmy po tych pustych sadach i nabieraliśmy smaka na jabłka… I odkryłam, że za płotami sadów jabłka spadają w POKRZYWY 🙂 Przecież z tych pokrzyw ich nie wyzbierają! I to na dodatek ZA płotem! Wyzbieraliśmy je więc MY i mamy jabłka! Miejscówka jest wspaniała, za rok jedziemy znowu, tyle że tym razem zagadam do jakiegoś rolnika, żeby nas wpuścił do sadu 🙂

Fotki takie w kolorach sepii, bo cały czas ćwiczę ten wyjazdowy aparat, którego nie używałam przez dwa lata, żeby go jakoś reanimować :/ Aczkolwiek on takie specyficzne zdjęcia robi. Już się dokopałam, że muszę podłubać w balansie bieli… Cokolwiek to znaczy.