Ostatni cieplejszy weekend?

  • Mamo, a czy TERAZ mogę Ci opowiedzieć mój dzień?
  • Możesz. A mogę się koło Ciebie położyć?
  • Tak. Wiesz, moje łóżko śmierdzi Klarensem.
  • Jak to? W którym miejscu?
  • Tutaj. Wczoraj było mokre, ale nie chciałem Ci mówić, bo byłaś zmęczona.
  • Ojej. To śpij dziś ze mną, jutro wszystko wymienię i przewietrzymy!

Miałam kiedyś kota Spodka. Był to wielki, biały KOCUR w ogromne czarne łaty. Z okrągłymi zdumionymi oczami (stąd jego imię). I zawsze gdy brało się go na ręce, ABY wywalić na dwór, PRZYWIERAŁ. Tak całym ciałem, głośno mrucząc. I człowiek za każdym razem się łamał, że może jednak niech zostanie na NOC w domu? A gdy zostawał to nie było szans, żeby czegoś nie zmajstrował. I Klarens jest dokładnie TAKI sam. Też muszę go czasem wywalić, a on wtedy PRZYWIERA. Lecz gdy go zostawiam, to albo wstaje o trzeciej w nocy, albo coś napsoci :/

Łucja wraca za cztery godziny -> z Lilką wybrałyśmy dla niej torcik powitalny, ale w tej sytuacji zjemy go chyba JUTRO na śniadanie? A potem czeka nas JUŻ weekend! Z rzeczy lekkich i przyjemnych chciałabym ogarnąć przed zimą ogródek, bo straszą, że to koniec ciepłych i suchych dni. Skosić trawę (po raz ostatni) i przyciąć krzaczory z przodu. Ostatnio przyjechała Lutka, wyszła z auta i powiedziała: Kolejnym razem przyjadę z sekatorem. No i zawsze jak tak mamusia krytycznie spojrzy, to mam większego kopa do działania 😉 Poza tym sprzątanie, góra prasowania (tak myślę, że rodzinnie zrobię to przy Alladynie) i kilka papierów (ale naprawdę niedużo!).