Jesienna mokrość

W „Czułej Przewodniczce” jest fajny rozdział o płaczu. Że warto przypomnieć sobie tę pierwszą zduszoną rozpacz, bo ona gdzieś tam w nas jest. Cały czas zduszona i stłamszona czekająca na uwolnienie…. I traf chciał, że na niedzielnym obiedzie u dziadków, Lutka takie coś we mnie przypomniała. Ja to gdzieś w sobie zakopałam, ale jak ona to powiedziała, to wszystko mi się przypomniało. Miałam wtedy 15-ście lat i wróciliśmy z egzotycznych wakacji do zimowej scenerii. Cały tamten wyjazd kojarzyłam jako trudny. To TAM wyszło na jaw, że nie mogę zaburzać rytmu snu i że w gruncie jestem (byłam, bo dzieciach to zrobiłam się twardsza) słaba. A okazuje się, że nie to było w tamtym wyjeździe najważniejsze!!! Bo mama przypomniała, że GDY wylądowaliśmy, wsiedliśmy do auta i jechaliśmy do domu, to ja płakałam. Jak bóbr. Bo ja NIE chciałam być w tym szarym zwykłym życiu. I ja to TERAZ pamiętam. I jak babcia to powiedziała, to znowu mi zachciało się płakać i wyszłam do kuchni, bo to było za mocne i NIE chciałam by oni mnie TERAZ taką płaczącą zobaczyli. PAMIĘTAM TEŻ, jaka byłam na NICH wściekła, że się na mnie nastoletnią gapią i że śmieją, że to zabawne i że jeszcze tam kiedyś pojedziemy.

„Czuła Przewodniczka” to teraz moja książka poczekalniana, no i tak się zamyśliłam, jaką mi TO wydarzenie, daje wiedzę o mnie? BO daje mi dużą. Rzeczywiście lubię jak się coś dzieje i chyba nawet wolę jak mam kocioł i gonitwę, niż gdy czuję, że utknęłam w powtarzalności tego samego. I sama sobie wszystko w życiu komplikuję, ale wydaje mi się, że funkcjonuję wtedy lepiej!!!

<>

Piątek. Pierwszy dzień października. Orzechów na spacerze coraz mniej, góra prasowania czeka na weekend i muszę wyszykować Łucję na wyjazd. Dzieci będą od jutra z tatą, a ja DALEJ szkolne zaległości oporządzam. Kolega Mieszka zrobił mu dziś „coming-out” i wyznał, że podobają mu dziewczyny i chłopcy jednakowo, ale uspokoiłam Mieszka, że 10-latki po prostu WOLĄ towarzystwo własnej płci, bo zainteresowania są wspólne. I NIE przejmowałabym się tym OŚWIADCZENIEM. Inna sprawa, że Mieszko się NIE przejął. Ach, no i przyniosłam mu górę kart Pokemon, które przehandlowałam z moimi uczniami za naklejki. Nie było to moim zamiarem, ale oni się chcieli ze mną wymienić i okazuje się, że NIEKTÓRE z kart są całkiem cenne. Młody nie miał jeszcze żadnej, więc jest BARDZO zadowolony 🙂