Dzień wolny

Za mną ortopeda dziewczyn. Zmian wielkich w kręgosłupach obu panien NIE ma. Łucja skrzywienie mocniejsze o kolejny procent i musimy się wpisać na kolejkę do szpitala, gdzie jakby co będą ją już mieli w grafiku operacji. Kolejna wizyta w kwietniu i wtedy może zapadnie jakaś decyzja… ZA TO, po lekarzu Łucja pognała do szkoły!!!???! Co tam, że po rentgenie, skoro TYLE się dzieje. Wyobraźcie sobie, że jej wycieczkowy crush zerwał się wczoraj ze dwóch lekcji z „Basią z biolchemu”. :DD Strasznie mnie to ubawiło, no ale mamy właśnie w domu kolejną law-dramę. Z Lilką wróciłam do domu zahaczając tylko o jeden sklep, gdzie miałyśmy zwrócić kupione przez pannę spodnie (za małe). Też taka ciekawostka, bo podbiłyśmy do jednej galerii handlowej, a ona zlikwidowana. Cała sekcja odzieżowa została usunięta. Zostały tylko knajpy i usługi. SZOK. (->pojechałyśmy więc do kolejnej).

WCZEŚNIE rano byłam również na rynku! Za dużo NIE kupowałam, ale są orzechy, bakłażany, jesienne truskawki, żółte kremowe ziemniaki a w piekarniku piecze się dynia, której upieczoną pulpę będę zamrażać. Trochę mamy zimno w domu, pranie słabo schnie, ale na razie ogarniamy temat ciepłymi bluzami i puchatymi skarpetami.

I DZIEŃ zleciał. Gapa jestem straszna, bo właśnie się ocknęłam, że nie wzięłam zwolnienia na dziewczyny od lekarza. Trudno. Za to właśnie przyszedł plik, gdzie mamy oznaczać, w który z dni wolnych chcemy mieć dyżur. Takich dni jest w roku szkolnym 15-ście i cały czas jestem pod ogromnym wrażeniem jak to wszystko jest świetnie rozwiązane (być może tak jest wszędzie, ale system jest mega). Jakby nie było zgłosiłam się na dyżury w okolicach Wielkanocy. Jesienne i letnie „okienka” chcę mieć wolne! 🙂