Październik, czyli ZERO komarów!

Dużo się rzeczy dzieje w ten weekend, a ja ciągle gonię w piętkę… ALE zarejestrowałam w głowie fajne warsztaty i KOLEJNYM razem gdy będą, idę z pannami. Albo z Mieszkiem. I zmieniamy formułę warsztatową, że nie będę ciągać całej ekipy, bo trudno jest trafić w gusta WSZYSTKICH, LECZ będę zabierać dzieci pojedynczo. Pomysł skonsultowałam z pannami i BARDZO się spodobał. Jest już nawet RYWALIZACJA, z kim TERAZ powinnam pójść, ale będzie to zależeć od TEGO co za warsztat nam się pojawi!

Poza tym byłam pobiegać, prasowałam, podjechałam do jednego sklepu po zamówienie Łucji (ona chciała odbierać TO po drodze ze szkoły -> ale na trasie do DOMU, miała odbiory w DWÓCH różnych galeriach handlowych… ->powiedziałam jej więc, że JA tę drugą paczkę JEJ odbiorę). A teraz siedzę, wycinam metki, jem prażone jabłka i oglądam Templariuszy. Bardzo bym chciała DZIŚ jeszcze zeskanować znalezioną kartę KDR Łucji, bo WTEDY, na jutro, zostanie mi tylko przygotowanie do zajęć. Miałam bardzo sprytny plan ominięcia konieczności robienia awansu zawodowego (wypatrzyłam w ustawia lukę), cały wrzesień jeździłam po moich ex pracodawcach, po różne zaświadczenia, LECZ się nie udało. Muszę to więc niestety robić, lecz ponieważ nie mam jeszcze opiekuna awansu to ten plan rozwoju będę pisała na tygodniu. A NIE w TEN weekend jak to sobie wykombinowałam.. Btw gdy zapisywałam fotkę z dzisiejszego biegu odkryłam, że NIE założyłam we wrześniu folderu na zdjęcia, co oznacza, że ANI razu nie użyłam aparatu! Tymczasem sprzątam, piorę dywaniki i zgrałam sobie na pen-drive kolejne audiobooki z biblioteki. Są to dwa thrillery, czyli coś co mi się najlepiej słucha!