Wiedział, że ma jeden ważny atut – bohaterowie zawsze sobie jakoś radzą.

-Pozłacane Wilki

Wylądowałyśmy w Polsce późno… Małe było zamieszanie z parkingiem bo okazało się, że sposób naliczania stawek był od południa do południa, czyli teoretycznie powinnyśmy były dopłacić. Byłam na to gotowa, LECZ właścicielka powiedziała, że nie ma sprawy. Okej, podziękowałam i obiecałam, że kolejny raz TEŻ u nich zaparkujemy. Potem śmiałyśmy się z Lilianą, że tak się napatrzyłyśmy na rzymskich mistrzów koperty, że JAK ja TERAZ ruszę, to powycinam wszystkie lusterka na parkingu, ALE też jakoś wyjechałyśmy. No a potem, zeszły jakieś esemesy i przypomnienia. Napisała np. moja opiekunka stażu, że RANO przyjdzie do mnie na lekcje. Buff. A ja głową w wakacjach i BEZ żadnego konspektu… Ocknęłam się jednak, że w poniedziałek to ja zaczynam od 3 lekcji i JEJ nie pasowało. Przełożyłyśmy to na piątek, za to ja BYŁAM już na lekcji u niej.

Po włączeniu meili okazało się TEŻ, że od TEGO tygodnia zaczynam lekcje z dziećmi z orzeczeniami, mam jakieś papiery w kadrach do podpisania, a jak jechałyśmy z lotniska to Liliana przyznała się, że na poniedziałek (WCZORAJSZY) miała przeczytać Pana Tadeusza. Droga minęła więc nam w milczeniu, na PRZESŁUCHANIU pierwszego fragmentu audiobooka Pana Tadka, pobranego na szybkości z netu… Plus i bonus ostatnich dni, to że Łucja przygotowała z Mieszkiem prezentację o hobby na godzinę wychowawczą i wyszło to bardzo ładnie. Łucja z Mieszkiem byli w tym czasie TROCHĘ sami (bo Mieszko szedł w piątek do szkoły), trochę z dziadkami, a w sobotę rano przejął ich tato. Są więc ciut na nas nabzdyczeni i tak kombinuję JAK tu ich rozpogodzić… Także wpadłyśmy zrelaksowane, a rzeczywistość od razu nas przyspieszyła!