zwinięty mokry liść przypominał wędzoną makrelę

-tak sobie rano na spacerze z Bibs pomyślałam

Trawa skoszona, a gałęzie przycięte. Te szaleństwa z sekatorem zawsze trwają do pierwszego odcisku i TAK też było tym razem. Mam dwa worki zielonego i chciałabym powiedzieć, że to koniec prac ogrodowych w tym roku, ale przed nami jeszcze liściopad i pewnie coś tam jeszcze będę przycinać. Wiem, wiem, że liście to siedziba żyjątek różnych i tam gdzie się da, to je zgrabiam, LECZ te wielkie liście magnolii muszę zawsze usunąć, bo pod nimi gnije mi trawa i na wiosnę TRAWNIKA po prostu nie ma. Do dziadków wywiozłam kolejny rower (w ich garażu są już dwa, a w domu zostały wyłącznie MÓJ i Mieszka), suszą się kolejne porcje prania i znowu przeleciał weekend. Lilce wypadł ząb, byłyśmy obie przerażone, ale to chyba MLECZAK, a potem panna zapalając świeczkę podpaliła sobie włosy :/ Spłonęło kilka kosmyków, śmierdziało bardzo i łez też polało się sporo, lecz głównie z przerażenia, a nie bo COŚ się stało. ZA to obejrzałyśmy wczoraj we dwie Alladyna i doszłyśmy do wniosku, że na taki musical CHĘTNIE poszłybyśmy do teatru i była by to chyba lepsza sztuka niż film!

Dziś cała Polska protestuje. Źle mi z tym, że nie ma mnie tam gdzie powinnam teraz być, ale cały czas gonię w czasową piętkę (FOMO). Ale zdecydowanie tak. Ja CHCĘ być w Unii. Znajomi uruchamiają światełka w telefonach na placach i wiecach, a mi przypomniało się jak Łucja opowiadała o pasowaniu u nich w szkole. Dwie panny z drugiej klasy miały coś zaśpiewać. Pierwsza strasznie się zestresowała i głos zaczął się jej łamać. Wtedy druga się włączyła i TEŻ zafałszowała, żeby tamtą rozładować. A potem już śpiewały we dwie, a dzieciaki w auli wyjęły komórki, włączyły latarki i podniosły je do góry. Takie wsparcie. Obie kończyły śpiewać ten hymn szkolny z łzami w oczach. Ładne.