No i czemu takie krótkie te weekendy??

Jakby nie było, dom wypucowany, prasowanie zrobione, a zaległe meile i sprawy poleciały w świat. Skończyłam robić pigwę, rozlałam ją do słoików i zawekowałam. Sąsiedzi mieli wczoraj ekipę w ogrodzie, która im wszystko przearanżowała, nabrałam więc ochoty przynajmniej skosić trawę, no ale… nie dało rady… Za to idąc rano na spacer z Bibs, zabrałam jedną znajomą, co to się z nią nie widziałam ponad miesiąc! Ona poleciała na górę się ubrać, a ja zajrzałam do jej kuchni, zobaczyć jej nową lodówkę. Dwuskrzydłową jak poprzednia, ale z taką wielką osobną mrożącą chłodnią. Sprawdziłam jak to się otwiera (wow) i zajrzałam do spiżarni po chrupki dla jej psa, który mnie obskakiwał. I odkryłam, że poprzednią lodówkę ma w spiżarni. TEŻ pełną! Natchnęło mnie to do czystek w mojej lodówce i po wywaleniu wszystkich przeterminowanych majonezów i jogurtów ZNÓW mam pusto.

Zszedł ze mnie wczorajszy bunt i gniew na to, że muszę robić awans zawodowy… Jakoś to będzie! Na fali dobrego humoru domówiłam jeszcze atlas dla Łucji i ćwiczenia do EDB (nie były obowiązkowe, ale jak je wypełni to będzie szóstka) i pokażę Wam, jakie mam widoki na wieczornym spacerze z moim pięknym kundlakiem!