Połowa zwycięstwa to wyglądać jak zwycięzca.

-„Pozłacane Wilki” – moja lektura do łóżka, którą BARDZO dobrze mi się czyta. Dużo ozdobników, trzeba być skupionym, ale to taka książka, która czytana przed snem, bardzo ładnie nam przetwarza nocne WIZJE (ci co im się śni szkoła, docenią 😉

Poniedziałek. Z przytupem jak tu u nas. Dziś miałam odczulanie i RANO nie mogłam znaleźć mojej „książeczki odczulania”. Czas leciał, wszystko było ponapinane, więc w końcu odpuściłam… A u lekarza okazało się, że muszę to mieć. I na dodatek gdzieś im zginęłam w systemie i wychodzi, że we wrześniu byłam na wizycie NIE mając ubezpieczenia. A akurat we wrześniu JUŻ je miałam. Próbowaliśmy dojść KIEDY to ja byłam (bez książeczki), LECZ inne miejsce gdzie to miałam pozapisywane wcześniejsze wizyty to TELEFON, który przecież zgubiłam (czkawką będzie mi się to odbijać jeszcze przez pół roku). Koniec końców udało mi się podać kolejną dawkę odczulania, ale na kolejną wizytę zaniosę chyba jakiś wyciąg z Zusu.. Btw. książeczka już się znalazła. Ponadto okazało się, że jest zamieszanie z zastępstwami w szkole, bo na jutro wypisałam zwolnienie (bo mam wizytę z pannami u ortopedy), a tu w dzienniku mam cztery zastępstwa z innymi klasami.

Dziś Lilka miała wycieczkę, na którą NIE pojechała. Bo nie chciała. Ona ma kosę z większością swojej klasy, na dodatek jechali z „a”, których to akurat nienawidzi, bo gdy grają w dwa ognie to oni rzucają piłką w jej twarz, itd, itd. Nie upierałam się, że MUSI jechać, panna więc dziś się setnie w domu wynudziła. Za to Mieszko był u kolegi i piekli ciasteczka ze „Squid Games”. Przepis był z dużą ilością sody, a wyroby smażone były na patelni. Młody na szczęście TEGO nie jadł, za to mama kolegi gdy się dowiedziała, że SYN znowu będzie coś robił w kuchni powiedziała: O, nie… Wczoraj sprzątałam. Poniedziałek to dzień trudny GLOBALNIE!