Po Majówce

Korzystam z wolności bez dzieci 🙂 Tzn. korzystałam, bo jak wróciłam do domu o 12-stej, to kwadrans później pojawiła się Lilka… Aaale, byłam na odczulaniu (kolejne za miesiąc), zatowarowałam się w hurtowni w wodę mineralną, a w herbacianym w sypaną herbatę (bo po majówce nic w domu nie ma), umówiłam się na 15-stą na wymianę opon (nie odbierali, więc do nich pojechałam), zawiozłam skierowanie do okulisty do przychodni (młody był zapisany, ale musiałam jeszcze dostarczyć skierowanie) oraz zapisałam Lilkę na bilans 🙂 Na jutro przechodzi więc wizyta w gminie, odwiezienie prania do pralni i kilka meili. Tygodniu zaczynaj się!

Znajomi się pozjeżdżali i chociaż straszyli niepogodą, to sporo jednak dotarła w te wolne dni nad morze. Jeśli chodzi o miasta to największym hitem był Berlin, który zresztą ja też sprawdzałam. Ale o ile pociągi tam jeżdżą tanio, to już nocleg jest kosztowny. Temat Berlina będzie wracał!

<><>

Mysz Wam pokażę. SOLNĄ MYSZ. Bo były sklepy z pamiątkami i przywieźliśmy duuużo soli. Drobną, kamienną, którą nakładało się małą łopatką z wielkich kadzi i kupiliśmy ją dla babci. Żeby nam małosolnych narobiła! Trochę grubszą, żebyśmy mieli do kąpieli oraz całkiem grube grudy białej soli, żebym mogła robić kiszonki z buraków… No i solną mysz! 🙂