Bloody Monday

Leżałam sobie w wannie i robiłam tetrisa moich problemów i planów. Też tak robicie, bo TO popularna rozrywka, gdy człowiek się rozpręży. TO dam radę, pod warunkiem, że TO przesunę TU, a TO zrobimy, ale nie teraz, a dokładnie za rok. Itd, itd. Dość czasochłonne, lecz wciągające. Słyszałam przed drzwi, że Bibi coś tam się śni, bo ona przez sen warczy i piszczy, a młody był cicho. Wstałam z wanny, zaczęłam się wycierać, a wtedy drzwi od łazienki się otworzyły i ujrzałam zalanego krwią Mieszka…

  • CO się stało?!? –Pierwsze co mi przyszło do głowy, że krew pojawiła się SAMA, co było przerażające.
  • BIBI. Ale nie wiem co mi zrobiła.
  • W JAKI sposób? To ślady po zębach?
  • NIE wiem. Ale bardzo boli!

Dawno nie było krwiście, nie? Przy dochodzeniu wyszło na to, że to chyba PAZURY. Tak zakładam, bo takie są ślady. Młody musiał się do niej przytulić, a ona przez ten sen, wybudzona, machnęła łapą i zrobiła mu TRZY dziurki w czole. Nie głębokie, ale skóry na czole mało i od razu go zalało. Szwów na to nie założysz, ma dziś tylko trzy okrągłe strupy, które zabroniłam mu zdrapywać. Nie wiem czy będzie blizna, czy nie, ale wyjaśni się to z czasem.

I powiem Wam, że najbardziej w tym moim życiu denerwuje brak możliwości przesunięcia czegokolwiek. O tej 22-giej ja nawet nie mam jak powiadomić, że mnie JUTRO nie będzie. Technicznie wiem, że można, ale sztywność mojego grafiku, jest fatalna. A dziś od siódmej do 15-stej byłam poza domem. Kazałam więc młodemu do szkoły IŚĆ, bo tam przynajmniej nie będzie sam. Poza tym wtorek. Straszą, że wrócą zdalne, zapisałam dziś w okienku mnie i Łucję do fryzjera i ustawiłam się z gościem od naprawy komórek na wymianę szybki u Mieszka! I te dwie rzeczy, to fajnie, że się udały!