Po drewno… do LASU!

Biegłam sobie wczoraj na tym parkrunie przez las i pomyślałam: Ile tu luzem drewna leży! Potem miałam migawkę bajkowo-literacką o babulach zbierających po lesie CHRUST i pomyślałam, że to nie jest zły pomysł. W domu zimno, a takie kilka gałązek to by na chwilę ciepło zrobiło. Tyle, że głupio tak na metę z naręczem gałęzi wbiegać, więc wykombinowałam, że po CHRUST wybiorę się w niedzielę z Mieszkiem!

I zawieźliśmy dziś dziewczynom zupę od babci (panny mają tam dynamicznie, bo jakieś chłopaki doszły w ich wieku i na okrągło u nich w pokoju siedzą), a potem pojechaliśmy na spacer do lasu połączony ze swobodnym zbieraniem patyczków. Przyjemne, właściwie to powiązane z jakimś elementem historii ORAZ niewątpliwie pożyteczne! 😉

nie mieliśmy „profesjonalnej” chusty, do której MOżNA by zbierać, by zarzucić na plecy, więc pozbieraliśmy do niebieskiej plastikowej torby
Bibi akcja się spodobała i TEŻ zbierała!
A potem wstawiliśmy torbę do bagażnika i po prostu chwilę połaziliśmy, bo zima to piękna pora roku!