Mieszko przed snem buduje… Leży na łóżku z głową dół i po ciemku łączy klocki na podłodze… Aż zaśnie, a rano z tej pozycji podejmuje budowanie na nowo. Zajrzałam do niego wygaszając górę (jeszcze schodziłam na dół prasować) i mówię:
- Zostaw już te klocuszki!
- Już… Jeszcze tylko to połączę… Będę za Wami do rana tęsknił!
<><>
Wyszłam rano odprowadzić dzieci do szkoły, a tam z każdej strony dźwięk skrobania szyb… Grrr… Czy to już po zimie? Chować kozaki? Robić przegląd wiosennych butów??? Łucja już do szkoły poleciała z gołą łydką w adidasach, ale przecież to luty! A za tydzień Tłusty Czwartek. Na zaprzyjaźnionej lokalnej grupie burza smaków i namiarów, gdzie kupować najlepsze. A może wegańskie w tym roku? I z jakim dżemem? Była nauczycielka angielskiego Łucji napisała: Ja już rozpoczęłam próby operacyjno-terenowe przed moim ulubionym świętem. Chyba zacznę i ja!:)
Zabrałam Lilkę do galerii handlowej bo skończyła przed rodzeństwem lekcje, a miałam do odebrania coś tam z wyprzedaży-wyprzedaży. Odebrać odebrałyśmy, weszłyśmy na kawę i zajrzałyśmy do sklepu z klockami. Mówię do niej:
- Wiesz, Mieszko mi powiedział, że nie dostałaś NIC za występ noworoczny na pianinie.
- Tak? Bo chyba nic nie dostałam…
- I powiedział mi, że marzysz o klockach.
- Nieprawda!
- Wiem, ale chodź zrobię Ci zdjęcie przy figurach z klocków to mu JE pokażemy.

