twórczo

Siedziałam w łazience na podłodze, a Łucja się kąpała. Coś tam gadałyśmy, a potem ona wstała i zaczęła się wycierać. No i ja, tak z tej perspektywy żaby, pomyślałam, że ONA jest taka doskonała, a nad NIĄ rozpościera się makabryczny sufit. Jak w melinie jakiejś :/ Jakieś zacieki i cienie… Fakt, dach przecieka, ale na jesieni go prowizorycznie załatałam i trzyma. NIE ma więc potrzeby, żeby TAK to wyglądało. Chwyciłam więc wczoraj za wałeczek i szmatę i zaczęłam działać. ZROBIONE! Umyłam i pomalowałam. Nie jest idealnie, ale całość jest BIAŁA (to NIE było dużo, bo tylko od górnej linii kafelków i sufit) i wyszorowana. Bardzo dobrą robotę odwaliłam! Ale co ważniejsze, postanowiłam później użyć magicznych gąbeczek. To takie cudo, które wszyscy zamawiają z Alika i ja też 3 lub 4 lata temu kupiłam. I nie używałam ich wcześniej i tak leżały w szufladzie. Wyjęłam i rzeczywiście jest to fenomen! Jedna gąbeczka zeszła mi na całą łazienkę. Brakło na podłogę, więc tę już wyszorowałam tradycyjnie i łazienkę mam teraz jak po remoncie! 🙂

<>

Dumna z siebie pojechałam więc wieczorem na spotkanie kolażówek, czyli dziewczyn, które robią kolaże! O kolażach już Wam pisałam – to moja ostatnia zdiagnozowana słabość i o nich JESZCZE będzie. Babka, która to organizowała chodzi po antykwariatach i skupuje stare magazyny. My je tniemy i robimy kolaże. Wzorem są surrealistyczni twórcy jak Beyakhalifa, Virginie Bassemayousse czy Bob May. Linknę sobie jeszcze dwie osoby, żeby mi nie uciekło (Shaun Keenan i Gloria Vilches).

Mój kolaż zrobiłam i ja. I podoba mi się! Znałam kiedyś dziewczynę z dużym artystycznym potencjałem, która na strychu miała stolik do cięcia szkła i robiła witraże. Pokazała mi swój pierwszy mówiąc o nim, że bardzo dużo jej za NIEGO dawano, lecz ona go nigdy nie sprzeda, bo jest dla niej ważny. No i pomyślałam wtedy, że wszystko co potrafię wytworzyć MOIMI rękami jest dla mnie bez wartości. I gdybym chciała być artystą musiałabym mieć dobrego marszanda, bo w życiu bym nic DOBRZE nie sprzedała 🙂 A TEN kolaż mi się podoba. Tak BARDZO, że chyba aż go sobie na ścianę zawieszę!  Btw. one podobnie jak motanki robią się SAME. Obiecałam również Łucji, że kolejnym razem ją zabiorę. Rozmawiałam o tym wczoraj i panna już wiekowo się nada 🙂

Widziecie białowieską różę? Bez łodygi, bo Miaustra ją zjadła… Są też tulipany z sklepu na K. I kolaż. Mi potrzebne są słowa, dlatego ONA trzyma pod pachą napis: Szczęście jest kruche, Zorro mówi: Yes, madame Lucille, a koń myśli: Dolls are such fun…