#GoHardOrGoHome

2019 ogłaszano jako rok robienia zupełnie NOWYCH rzeczy. Cała masa ludków od fitnessu i influenserów pisała 1-go stycznia, żebyśmy o tym pamiętali. Hitem tegorocznej zimy jest np. morsowanie. Miałam w planach, nawet na dziś…. Ale takiego mam strasznego smarka, że chyba sobie jednak TEJ ZIMY odpuszczę :/ MOŻE w grudniu? Jeden za drugim moi znajomi próbują i dają radę. Pojawia się cała masa artykułów dlaczego to takie zdrowe (bo hartuje, bo poprawia humor i dotlenia), ale podobało mi się to w wersji z lodową pokrywą wokół, no a teraz to już wszędzie błoto i chlapa.

Do zrobienia KOLEJNEJ ZIMY, bo ta chyba się już skończyła. Mam wyczajone dwie fajne miejscówki (te z fotek), które co weekend organizują morsowe spotkania. Jest rozgrzewka, ognisko, można wybrać się rano, albo romantycznie w nocy…. Jedna z sauną a druga z gorącym jazzuzi. Po wszystkim jedzie się później na DOBRY ramen, albo inne rozgrzewające jedzenie.

Wkleję Wam też fragment Wajraka:

„Mam zimową „depresję”. Objawia się ona tym, że ciągle patrzę w prognozy pogody ze strachem, że zaraz się się ociepli, że śnieg się stopi, że zaraz nadejdzie wiosna i najfajniejsza pora roku i tak już rzadka i ginąca zniknie na długie miesiące”

Bo to wcale nie jest taka straszna pora roku!