niedzielna sjesta

Podobno czasem trzeba odpuścić. Nie ma lepszej lekcji życia niż umiejętność rezygnacji… No więc dziś rano zasłaniając się tym WIELKĄ prawdą, NIE pojechałam na biegowe spotkanie 🙂 Ale wróciłam wczoraj/dzisiaj późno, wstałam też późno, a przed mną kupka prania do prasowania. Chyba wybiorę trzeci sezon Detektywów do towarzystwa. No i potem jadę po dzieci. Męczą lektury. Łucja „W pustyni i w puszczy” i co chwila wykrzykuje: Ta książka jest strasznie rasistowska! I czyta mi fragment: Za arabskimi dziećmi zawsze latały chmary much… Lila cierpi nad „Chłopcami z placu broni”. I tu też refleksji około-czytelniczych jest sporo. Co to takiego był tej grajcar??! Ciastko kosztowało grajcara, a teraz kosztuje dwa grajcary i jest mniejsze. Czyli co? Cały dramat o to, że mu słodycze podrożały?! Najłatwiej ma Mieszko, który czyta książkę o tropieniu Wajraka. Jedyny skutek uboczny, to że rozpoznawał ślady na śniegu w puszczy (wyżej to wilk).

<>

Nie mam jeszcze fotek z wczoraj, więc wrzucę opis kolejnych zajęć, które miałam. TRZECIE z listy to były oczywiście… kolaże. Zawaliłam się tymi kolażami z każdej strony i podobają mi się coraz bardziej. Babki, które to prowadziły mają studio projektowe i robią kolaże do magazynów. Opowiadały o historii kolażu, że pierwsze kolaże były w prasie, gdy rysownik malował np.katastrofę pociągów, a nad nimi w chmurze dodawał Boga. Nasycał też cały obraz symbolami. Niesamowite. Miałyśmy opracowania słynnych kolażystów i mi najbardziej spodobała się współczesna babka, która ze starych playboyów robi manifesty feministyczne.

MY miałyśmy zrobić kolaże na temat DZIEWCZĘCYCH rytuałów. Każda dostała TRZY różne obrazki i trzy różne hasła. Ja miałam ornament, subtelność i linię. W tym tryptyku macie efekt końcowy, to jak wyglądały obrazki PRZED wraz hasłami, które tak sobie dopasowałam oraz prace wszystkich uczestniczek ułożone na stole.

Tu jeszcze ZOOM zrobiony aparatem w domu. Za najlepszy uważam ORNAMENT. Musiałam tę babkę biało-czarną przykleić na różnych poziomach, żeby było widać dłoń kobiety na bazie kolażowej. Bo w ten sposób ona żongluje. A podrzuca kuleczki z podziórkowanego koguta. Et voila! 🙂

I tu jeszcze taka ciekawostka. Brzęczę o tych kolażach od jakiegoś czasu i teraz ogarniając pokoje dzieci znalazłam, że ONE też sobie taki zrobiły :)) Chyba na kolejnych kartkach spróbujemy kolażu 😉