a za 2 tygodnie, w czwartek, kolejny powód do świętowania :)

Klarensa nie było przez pięć dni (już jest). Balował, lutował (-ował tak jak marc-ował) i się zapomniał. Ja też nie zawsze jestem, więc wzięłam saszetki i poszłam do sąsiadów. I rozmawiam z sąsiadem:

  • Gdyby mój Klarens przyszedł do Was, to zostawię Wam saszetki… Żeby nie objadał Waszych kotów!
  • Jak Ty go nazywasz?
  • Klarens. Wiesz, ten biało-czarny.
  • My go inaczej nazywamy.
  • Jak?
  • Justynian.

Ha, ha :DD Też pasuje do mojego kociego cesarza 🙂

<>

Łucja jak wczoraj zobaczyła fotkę MOJEJ kawy z serduszkami z różowej czekolady BARDZO pozazdrościła. JA też, w sumie, chciałam im pokazać te serduszkowe szaleństwo w galerii handlowej, więc pojechaliśmy! WIDZIELIŚMY kolejki do każdej możliwej knajpy, czy to pizza hut, sfinks, czy coś lepszego, stanowiska z czerwonymi kwiatami i balonami -> zarejestrowaliśmy mnóstwo par z różami i balonami, szliśmy w tunelu poprzyklejanych wszędzie serc, ale system rozwalił jeden gość… Szedł ze swoją dziewczyną. Taką filigranową, długowłosą szatynką. Ona niosła różę i balony. A on… On niósł jej MISIA. Miś był JEJ wielkości i na łapkach miał naszyte wielkie serca :)) Przy nim każdy inny facet w galerii wypadał słabo. I myślę, że wszyscy, którzy go mijali byli na niego wściekli :)) Widziałam również jak wręczano róże na powitanie i jak jedna babka chciała wciągnąć swoją drugą połowę do sklepu z bielizną, lecz on się wściekł :)))

Żeby było śmieszniej, w kinie (bo dopiero wczoraj dotarliśmy jednak na film o klockach), Lila spotkała swoją ulubioną koleżankę z młodszym bratem! Bo ich tata zabrał. Bez obaw zostawiłam mu do kompletu MOJE maluchy i poszłyśmy we dwie z Łucją oglądać ten Walentynkowy obłęd!

Niżej macie dwie fotki. Łucję, która robi fotkę swojej kawy na swoje insta :)) btw. rekordowa dla niej ilość zdobytych serduszek, oraz nasze wejście do domu. Znalazłam neon LOVE i wspaniale się komponował przed domem tuż obok podsuszonej kolendry 😉