Na szkolno

Łaziły wczoraj pół nocy i coś się kłóciły o obliczanie procentów. Łucja z Lilką. Zaprzątnął je jakiś problem matematyczny… Ja się wyłączyłam, bo pranie, bo naczynia i bo rano chciałam wstać na bieganie…

A dziś gdy wróciłam ze zdobycznym pieczywem i Lilka dołączyła do mnie do śniadania, to mi coś wyznała. Rozrywałyśmy ciepły gruziński placek, smarowałyśmy go masłem oraz avocado, a Lilka posypywała to ziarenkami i wtedy powiedziała:

  • Wiesz, mamo… Nie wiedziałam, że Łucja jest dobra z matematyki. To bardzo miłe.

Pewno, że tak!!!!

Zima chyba idzie? W Bieszczadach śnieżnie, a my zaraz ruszamy do dziadków! Skończyć Gambita i upiec pierniczki! W przyszłym tygodniu HBO robi maraton ze wszystkimi Bondami i KILKU mam zaległych! Pochwalę się też, że Łucja napisała świetny elaborat o sumieniu. Na religię. Dobrze jest prowadzony ten przedmiot w jej klasie. To bardziej filozofia niż nauka o wierze. Prowadzi ksiądz, ale tematy są raczej świeckie. Po co ludziom religia/dlaczego wiara jest ważna i dla kogo? Co daje szczęście współczesnym nastolatkom? Współczesne wzorce, itd. Brakowało mi w szkolnym programie przedmiotu z retoryki, pop-kultury i zajęć z pisania i paradoksalnie religia w klasie ósmej spełnia tę funkcję. Niżej plakat Lilki. Na Biologię albo Geografię. Coś o ochronie przyrody.