Wieczorem sprawdziłam ćwiczenia, które przesłał mi któryś nadgorliwy ojciec (to bzdura, wg mnie NIKT nie wraca do własnych ćwiczeń, żeby sprawdzić, że w trzecim ze strony piątej źle wypełnił punkt c) i pomyślałam JESTEM WIELKA. Zarządziłam kąpiele i łupnęło…
- Mamo, ale nie ma ciepłej wody!!! – oznajmiła Łucja.
Wlazłam do pomieszczenia z termą i doszłam do wniosku, że MOŻE (proszę, proszę) to czas-ownik, czyli zegar pilnujący, kiedy ma płynąć prąd. Wkładam takie coś w kontakt i dzięki temu terma nie grzeje się non-stop tylko w określonych godzinach. Bo wymiana termy to by była katastrofa… Lecz by sprawdzić czy teoria jest prawdziwa musiałam te 2-3 h odczekać. Położyłam więc towarzystwo spać (Łucja poszła do łóżka w gorsecie, chyba żeby POPROSIĆ los o łaskę dla nas 😉 a i ja nie mogąc się doczekać wyniku testu TEŻ zasnęłam. RANO okazało się, że działa! Cytując sucharki z ostatnich stron dziwnych gazet: śmiechom i radości nie było końca! W okienku pojechałyśmy tylko z Łucją do marketu budowlanego po nowe czasowniki i wróciłyśmy do domu z pizzą!
Piąteczek, piątunio… Jutro rano na pewno biegam, a co potem zobaczymy! 🙂 Niżej fotka z ubiegłego tygodnia, a tu wrzucę (WAM i sobie) linka do strony o Gruzji. Na którejś grupie ktoś podlinkował Wardzię i niezły jest to klimat! 🙂

