–Lilka dłubiąc sobie pędzelkiem w buzi podczas e-lekcji (to był txt do mnie, a nie do klasy- na pytanie: co TY, LILIANA, robisz???)
Mamy termin sanatorium! Właśnie zadzwoniła pani, że 1-go grudnia Łucja ma przyjechać do zrobienia testu i jeśli będzie ok, to 3-go zaczyna turnus. Wypuszczą ją 23-go i do tego czasu, JA nie będę się z nią widzieć. DOBRZE. DAMY RADĘ. Fajnie, że to przyspieszyło! Pytałam się jej tylko, czy jeśli Mikołaj coś jej przyniesie to mam dostarczyć podczas wymiany brudów na czyste (system jest taki, że przekazują to panie pielęgniarki) czy po powrocie?
Zrobiłam dziś TE WSZYSTKIE zaległe rzeczy: oceny uczniów i samoewaluację moich zoom-wych lekcji. W tym luzie rzeczy wykonanych zaprosiłam nawet Lilkę do wybierania kalendarza adwentowego. Mieszko ma woreczki, Łucja chce extra ciuch, a Lilka chce box z niespodziankami. W planie a) były to mini kosmetyki do ciała (i naprawdę trudno znaleźć jest coś dla nastolatek, a nie takich starych bab, jak ja), ale w chwili obecnej rozdarta wybiera RÓWNIEŻ pomiędzy takimi z czipsami albo jelly beansami… 😀
Mam GÓRĘ prasowania, więc siadam przed telewizor i odpalam kolejny film z Żydowskiego Festiwalu. W najbliższej puli filmów wybrałam Samotną Żołnierkę (to podobno częste, że kobiety z Europy wstępują to Armii Izraela) i Projekt Kadyas, o kobietach łamiących bariery kulturowo-religijne.

