–A warrior spirit needs a warrior body -> cyt z „Alita”. Wrzuciło HBO przedwczoraj i obejrzałam z dziewczynami. ŚWIETNE! 🙂

Kojarzycie ten mem z góry? 😉 Baardzo prawdziwy! Ja poznałam już z tuzin kotów, królika i chyba ze trzy psy. Mamy wymóg, że kamerki mają być ON, ale już moje dzieci tak nie mają, więc pole manewru mamy spore. Dziś np. w okienku podskoczyłam z Lilką, która na słuchawkach miała polski, na RYNEK. Kupiłyśmy kaszę, bo nam się zjadła, jabłka, kiszoną kapuchę dla Łucji i… maliny! Potem znów miałam lekcje (dziś poszło gładko -> starszym klasom zrobiłam zajęcia o niepodległości), a potem zabrałam Łucję podłączoną do fizyki, do apteki. Skończyła mi się szczepionka na alergię i nigdzie jej nie ma. Moja dok, zarezerwowała w jakiejś odległej aptece ostatni preparat i tam podjechałyśmy. Na razie to leży w domu, szczepienie za miesiąc, ale dobrze, że to mam! Ekipa (w podgrupach) chętnie się ze mną wyrywa, bo to zawsze jakaś odmiana od rutyny, a i czasem w nagrodę za towarzystwo dostanie się jakaś kawa, albo frytki…
W necie zaroiło się od „demonstrujących” AKCJĘ Movember… I przez chwilę myślałam, że przez te maseczki żadnego WĄSA w realu, w TYM roku, NIE zobaczę! Lecz, gdy pojechałam z Mieszkiem do sklepu z płazem, po paysofcarda (bo sobie uzbierał), młody sprzedawca WASA miał! I zsunęła mu się maseczka i to był taki paskudny wąs… 🙂 Zabawne!
