
Kojarzycie tego screena z góry, który śmigał po necie we wtorek? To wcale nie jest fikcyjna sytuacja… Poszłam wieczorem na spacer z Bibs ze znajomą. Ona ogarnia zdalne swoich dzieci w ten sposób, że ze sporej większości przedmiotów mają po prostu extra korki. Z języków, z matematyki i z polskiego. No i mówi do mnie, że moje dzieci pewnie SAME wszystko dopilnowują… Pełna więc obaw przyszłam do domu i zaczęłam pytać. Wiedziałam już, że Mieszko zaspał, że Łucja WCALE nie kładzie się spać o 21, tylko ma telefon w łóżku (wyszło gdy o 23-ciej, zeszła do kuchni, żeby mi powiedzieć, że Biden prowadzi) zaczęłam więc od Lilki.
- Lilciu, jak w ogóle Ci minęły lekcje?
- Dobrze. Byłam prawie na wszystkich.
- Dlaczego prawie?
- Bo przyjechała pizza i ja ją odbierałam. No i pobiegłam pod bramę w klapkach! A potem była ciepła, więc już jedliśmy i na tej lekcji nie byłam.
- Łucja, a u Ciebie, wszystko ok?
- Tak. Tylko okazało się o 9:40, że tę pracę z WOS-u to trzeba było napisać NIE na piątek, a dziś na 10-tą.
- Tę, którą pisałyśmy razem i miałaś SAMA poszerzyć?
- Tak. Ale powiększyłam czcionkę, zwiększyłam odstępy i wyszła strona.
Rzeczywiście miała pracę i do wyboru były trzy tematy. Pierwszy o strajkach kazałam jej odrzucić, bo nie wiemy jakie poglądy ma prowadzący, drugi jakie prawa są obecnie łamane, więc wybrałyśmy trzeci o działalności Unicefu na rzecz dzieci. Tylko, że jej się to źle pisało, więc tylko chwilę rzeźbiłyśmy i skończyć miała sama! A ona po prostu zakombinowała 🙂 A dziś pojechałam z nią do sklepu po minifigsy do woreczków adwentowych dla Mieszka (btw. w sklepie pracownicy nie mieli stresu- powiedzieli, że szykują się na dwudniowe oblężenie i wszystko im zniknie) i PANNA miała lekcję na komórce. Słuchawka w uchu, a gdy musiała się odezwać, po prostu pod tą maseczką mówiła. Tak teraz ta szkoła wygląda!
