Kolorowy

  • Jakie macie gile? Moje są normalne – zagaiłam w aucie.
  • Ja mam tęczowe, a w drugiej dziurce… brązowe – popłynęła 1-sza odpowiedź.
  • Moje są zielone.
  • A moje brokatowe!

Pobiegliśmy. W Kolorowym, po raz już trzeci. Tym razem tematem był brokat, więc na koniec świeciliśmy się jak bohaterowie Star Tracka :)) Za każdym razem jest strasznie gorąco i tak też było tym razem. Mieliśmy przycięte koszulki, Łucja uparła się na KRÓTKI top i wg mnie trochę przesadziła 🙂 Bardzo dobrym patentem było, że wzięliśmy ubrania na zmianę i MOKRY ręcznik. Potem przy aucie rozebraliśmy się, przetarliśmy ręcznikiem i przebraliśmy w czyste. Rok temu miałam niebieskie włosy po biegu i jak wsiadałam do auta w białej koszulce, to zawsze wychodziłam w błękitnej na karku (z pół roku ten barwnik wytrząsałam).

Fajnie było 🙂 Pobrudziliśmy się, pośmialiśmy i może gdzieś znajdziemy nas na zdjęciach, to jeszcze dokleję.

<><>

Ach, i spotkaliśmy znowu Chucka. Zagaiłam:

  • Wczoraj plaża, dzisiaj bieg… Znowu jakaś superprodukcja?
  • Nie. To inna fucha jest.

🙂 Btw. w tym wczorajszym co wyglądało jak reklama media marktu, ale oburzyli się  gdy się spytałam czy to reklama, fabuła była taka, że Jack ciągnął skrzynię na bezludnej wyspie, a z tej skrzyni wyszła blondynka w jeansowych spodenkach… Nie wiem co robił Chuck, bo panna z piratem objęci wchodzą do wody. Będę śledzić nowinki filmowe, jak zlokalizuje to Wam przypomnę 🙂

Kamera: akcja!

I jedziesz z dzieckiem na urodziny na plażę, a tam CHUCK NORRIS 🙂 I JACK SPARROW… A Ty tylko chciałeś zjeść arbuza z piaskiem 🙂

Impreza się udała. Pierwszą turę 12-stych urodzin Łucji (friend edition) zrobiliśmy na plaży. W bonusie mieliśmy przygodę: tuż obok nas kręcili film! Co to za film będzie NIE WIEM, ale jeżeli obok siebie mają grać CHUCK I JACK to musi być mega :))) Staraliśmy się im nie wchodzić w kadr, ale za to zażądaliśmy fotki z bohaterami. Oczywiście to nie był ani prawdziwy Johny Depp, ani real Chuck, ale i tak było prześmiesznie. Tylko tak z nimi żartowałam, że to chyba film o krokodylach będzie, bo innego mianownika nie widzę.

Atrakcje były trzy. Była fotobudka oraz były malutkie szklane buteleczki, do których dziewczyny miały powrzucać skarby z plaży. Potem zamykało się to koreczkiem. Każda miała po dwie i wrzucały tam węgiel z jakiegoś starego ogniska, piasek, kawałki muszelek i trawki. Bardzo ładnie to wyszło. Kolorowe butelki z różnokolorową wodą posłużyły do utworzenia napisu: LATO 2018. To akurat wyszło średnio, ale latał nad nami dron i on na pewno lepiej to sfilmował.

Tort był arbuzowy. Kilka lat temu dokładnie taki był już na urodziny Łucji. Plus góra czipsów, wody i lemoniady, którą Łucja robiła dziś rano. Niewykorzystanym potencjałem były latawce i wokół nich można zbudować kolejne party. No i bardzo towarzystwo się do wody pchało i trzeba było cały czas je pilnować 🙂 Zrobione, a patent do powtórki! 🙂



Spojlery

Zdradzę Wam kolejne ciekawostki, jakie szykujemy na towarzyskie urodziny Łucji…

 

Primo: czekają już butelki z wlanymi barwnikami spożywczymi:

Są gotowe favour bags dla gości! To bransoletki do stóp (z Alika), zapakowane w „etui do kart kredytowych” (też Alik). Te etui zamówiłam kiedyś, Chińczyk przysłał NIE to co miał przysłać, ale za to w ilościach hurtowych. Nie chroni przed zczytywaniem kart, ale napisał mi, że to, MY friend, GREAT POCKET FOR ID CART! Wystawiłam pozytywa i mam bazylion etui na dowody osobiste (część będzie użyta teraz). Natomiast bransoletki zamawiałyśmy jeszcze w zimie, część oczywiście NIE doszła, ale dla gości wystarczy. Chwilę żeśmy z Łucją myślały co wybrać, bo i notesiki i ołówki były, a panny są takie duże, więc chciałyśmy coś bardziej dziewczęcego.

 

A dziś panna zaniosła do szkoły galaretki. A właściwie GALARETKI! Najpierw z zastygniętej niebieskiej i czerwonej wycięłyśmy GWIAZDKI. Potem ozdobiłyśmy porzeczką i poziomkami, a POTEM zalałyśmy bezbarwną galaretką! HA, a na czubek bitą śmietanę 😉 Bizancjum galaretkowe!

<><>

Lecz, żeby nie było tak idealnie, wczoraj się pokłóciłyśmy. Pani z polskiego poprosiła, by Łucja przyniosła zaległe prace. Wiedziałam, że nie zrobimy charakterystyki pana Tomasza z Katarynki, bo robiłyśmy dwukrotnie i za każdym razem pani zlecała napisanie jej na nowo, pod innym kątem. I Łucja powiedziała, że TRZECI raz nie będzie o NIM pisać. Ale okazało się, że nie oddała prac, które pisałyśmy. Więc się pytam, GDZIE ona to ma???

  • Wywaliłam.
  • Ale DLACZEGO???
  • Bo pani NIE zebrała, więc wywaliłam.
  • Jak mogłaś? I co chcesz teraz zrobić?? Przecież nie będziemy tego pisali na nowo!
  • I tak już mam pasek. A na stypendium nie ma szans.
  • To NIE o to chodzi! YYYyy!!! Masz najgorsze cechy po mnie i po ojcu! Po mnie masz chaos i to upodobanie do bazjlu we wszystkim, a po nim to beztroskie usuwanie wszystkiego co Ci aktualnie nie jest potrzebne! Wyrzucam, pozbywam się, nie będę się tym teraz martwić! Nie można tak! Wszystkie szkolne rzeczy trzymasz do wakacji!

Na to ona wyszła, wsiadła na rower i odjechała. Grrr… Ja wiem, że otacza mnie chaos, ale w tym gromadzeniu ogólnie WIEM gdzie co jest.  Lecz jeśli ona dorzuca do tego czystki, to wszystko się wali. Bo jakoś to będzie. Nieważne. Potem Lilka kazała mi po nią jechać, bo Łucja pojechała na huśtawkę na plac zabaw i że ona włoży Mieszka do wanny. Wzięłam hulajnogę, żeby było szybciej i do niej pojechałam. Złość już jej zeszła, mi zresztą też, więc spokojnie wróciłyśmy do domu. Chyba nam się to słynne dojrzewanie zaczyna :/

Szeldon szelmą

Zrobiona zmywarka! 🙂 Trzeba było zamówić jakąś część i na wymianę uszkodzonego elementu umówiliśmy się na dziś. Wczoraj w nocy szorowałam okolice zlewu i samo urządzenie, a o 10-tej rano pojawił się „wybawca” (ci od zmywarek to zawsze młode i ładne chłopaki). Gdy zaczął odsuwać klamot to mówię: Miałam na jesieni myszy i tam może być różnie... (myszy miałam DWA lata temu, ale przecież po drodze NIE sprzątałam za szafkami w kuchni). Ale nie było tragedii i gość do mnie mówi: U Pani jest czyściutko. Wczoraj byłem u takiej klientki, gdzie brzydziłem się cokolwiek robić. Pokażę Pani zdjęcie jak wyglądała jej zmywarka. I pokazał mi zdjęcie… A tam TO co ja miałam WCZORAJ :)) Ale konsekwentnie wykrzyknęłam: Straszne! :)) Potem ofiarnie rzuciłam się na kolana z odkurzaczem, żeby wciągnąć te mysie bombki, jego wzrok przepalał dziury w mojej opiętej spódnicy (w części pośladkowej), no a potem z góry zeszła Łucja, która miała na drugą zmianę, spojrzała na mnie zdegustowana i wszystko zepsuła.

ALE takim oto prostym wybiegiem (szorowanie sprzętu w nocy) dorobiłam się komplementu (CZYSTY dom :). Urządzenie już działa, dom wychodzi z chaosu ostatniego tygodnia, chociaż cały czas jest bieg. Lilka robiła na plastyce LUDOWE wycinanki, które wspaniale jej wyszły. Co roku zastanawiam się nad głównym elementem kartek, ale chyba na kolejną WIELKANOC już mamy temat 🙂

Btw. Polecam serial „Młody Sheldon”, który oglądam razem z dziećmi. Cała trójka się zaśmiewa niemalże do łez. Wczoraj przy takim maratonie Lilka z Mieszkiem wrąbali CAŁĄ pizzę… Zrobiłam blachę, zakładałam, że i ja może się najem, ale jak siedli to skrawki objadałam… Dziś lecimy kolejnymi odcinkami, ale wpierw Liliana musi skończyć makietę ruchu drogowego na technikę…



Gdy popełnisz błąd, spróbuj jeszcze raz, bo jeśli się poddasz- sama odbierzesz sobie szansę

– mawiała mama Susan Wójcicki (szefowej Youtuba)

Powoli zamykamy rok szkolny. Lilka i Mieszko mają jeszcze po jednej wycieczce, ale zaczynają nam odpadać zajęcia dodatkowe. Dziś był ostatni basen. W piątek zaczyna się jakaś przerwa technologiczna i kolejne pływanie we wrześniu. Pływają. Dziewczyny zupełnie nieźle, Liliana złapała o co chodzi w żabie, a i Mieszko radzi sobie coraz lepiej. Od września będzie pływał tylko on (w sensie  na zajęciach). Dziewczyny doprowadzają instruktora do szału 🙂 więc ja będę z nimi pływała robiąc duże baseny, tam i z powrotem.

<><>

Cd przygotowywań do Łucji imprezy. Panna zrobiła ramkę do fotobudki 🙂

<>

Mieszko do sióstr:

  • Pójdziecie ze mną na lody? Ja stawiam.

🙂 On nie może pójść SAM. A one już nie mają NIC w skarbonkach 🙂

When life gives YOU lemons…

– zrób lemoniadę 🙂

Odeszły w zimne pory moje rozgrzewające herbatki, a kuchnię zajęła Łucja i jej lemoniady. Cukru dodaje bardzo minimalistycznie – maluchy się krzywią, ale piją  🙂

<><>

  • Mamo, a pamiętasz tego native-speakera, którego mieliśmy w ubiegłym semestrze.
  • No, pamiętam. Joshua? On był z Nowej Zelandii?
  • Tak. On jest gejem.
  • A skąd wiesz?
  • Bo dziewczyny go znalazły na Insta. Wklejał zdjęcia ze swoim chłopakiem.

Wystarczy wziąć wolne na wtorek i poniedziałek staje sie piątkiem

– z radia

Zaczynamy przedostatni tydzień szkoły. JEST urwanie głowy. Ta walka o średnią oraz poprawianie sprawdzianów z początku semestru są wykańczające. Dziś Liliana poprawia III dział z historii. To jest 400 lat, od Zamoyskiego, przez Kościuszkę do Traugutta. Potop szwedzki, rozbiory i powstania. Kosynierzy, hymn i Sobieski. DATY. Plus nobliści. Ja nie wiem dlaczego JA to muszę na nowo przechodzić. Tyle wysiłku kosztowało mnie przez całą edukację lawirowanie by nic nie przyswoić, a teraz UCZĘ się tego na nowo…

No a w weekend są urodziny Łucji. W związku z tym podjęłam decyzję, że to ostatnie jej urodziny robione w czerwcu. Panna jest z sierpnia, więc za rok będziemy świętować we wrześniu. Czerwiec to jest miesiąc, kiedy na nic nie ma czasu. Zresztą są problemy z frekwencją gości na imprezach. Nawet na tych urodzinach, na których byliśmy w weekend, gdzie była zaproszona CAŁA klasa, była może 1/4 uczniów. Nie mówiąc już o tym, że przez urodziny Łucji, Mieszko NIE weźmie udziału w gali swojego klubu TAŃCA. TO będzie w parku, w muszli koncertowej, ale goście do Łucji są już zaproszeni i NIE ma innej wolnej daty, gdzie można by te urodziny przesunąć :/

><><

  • Lilka, wyskakuj! Świetnie wyglądasz i bardzo jestem z Ciebie dumna, że poprawiasz historię.
  • A ja jestem z Ciebie dumna, że jedziesz na siłownię bez makijażu!

😀 Babki na siłowni poleciły mi punkt, gdzie robią pierogi dobre i dziś byłam i na próbę kupiłam takie z truskawkami… Degustacja jak degustatorzy wrócą ze szkoły!

kolejny poziom

Gdzieś pomiędzy urodzinami koleżanki Łucji, a deskorolką odbyło się kolejne ważne wydarzenie. Mieszko zdawał egzamin na ŻÓŁTY pas KARATE 🙂 I ZDAŁ!!! Już nie było tak łatwo jak w zimie, trzeba było zaprezentować się w symulowanej walce i były dzieci, które NIE zdały. Przypomniała mi się też historia, którą Wam kiedyś opowiadałam, że 14-letni syn znajomych ma do rodziców żal, że nie zapisali go na deskę jak był dzieckiem… Bo teraz (w epoce nastoletniego wstydu) nie będzie się PRZECIEŻ uczył. Z maluchami. 

No i tak jest. Rzeczywiście dzieci zaczynają wcześnie, rodzice MOCNO pchają i albo wystartujesz, albo przegapisz. Koło Mieszka na egzaminie był rówieśnik Łucji. Zdał, ale  komfortowo się nie czuł (otoczony 7 i 8 latkami). Btw. najlepsze na egzaminie były dwie dziewczynki.

Co oznacza żółty pas? Dla mnie oznaczał deklarację czy idziemy dalej? Kolejne piętra karate są już związane z przynależnością do Federacji Karate i konieczność opłacania np. składek rocznych. Ale stwierdziłam, że jedziemy z tym dalej! MIESZKO to lubi. Uwielbia swojego senseia (z wzajemnością) i jest dobry. Ma problemy ze skupieniem (to była jedyna uwaga egzaminatora), lecz pomimo lateralizacji 😉 układ poszczególnych katów wykonuje dobrze. Podoba mi się, że MUSZĄ krzyczeć i że tyle im trenerzy mówią o czujności na co dzień. O tym, że karateka nie nosi słuchawek na uszach i kaptura, więc nie zderza się np. ze słupem, bo jest skupiony i uważny. Gdyż widzi i rejestruje WSZYSTKO dookoła. Podobało mi się też, że kazano im robić pompki na piąstkach. Bo jeśli nie wytrzymasz 20 pompek na piąstkach, to Twoja pięść nie jest w stanie nikomu wyrządzić krzywdy. Skoro nie utrzymuje ciężaru Twojego ciała.

<><>

W weekend wydarzyła się jeszcze jedna ważna sprawa. Lila nocowała u koleżanki. Po raz PIERWSZY w całym życiu. W czyimś domu. Jakich normalsów. No i mam wrażenie, że trochę idealizowała takie pełne rodziny. A przecież im tyle razy powtarzałam, ze ze mną mają idealne warunki rozwoju, bo nie muszą słuchać małżeńskich starć 🙂

  • Mamo, oni są jeszcze gorsi niż my! Cały czas się kłócą! Jak poszliśmy wieczorem na pizzę, to nie wiedziałam co zrobić.
  • Ty też się czasem kłócisz z Łucją. Emocje w rodzinie są konieczne. A jak się spało?
  • Dobrze, ale na śniadanie wszyscy znowu się pokłócili.
  • Każdy chciał coś innego?
  • Nie. Wszyscy chcieli to samo, a tego było za MAŁO!
  • Bo we wszystkich rodzinach, gdzie jest dużo dzieci są TE same problemy :)

Parada

  • Mamo, mogę pójść po kolejne lody?
  • Łucja, jeśli załatwisz z tym przystojniakiem od lodów, żeby DAŁ Ci kolejny kubełek to nie widzę problemów.

(bo lody rozdawali i dostała kolejny kubełek)

  • Co o nich myślisz, Lilka?
  • To mężczyźni czy kobiety?
  • Fizycznie mężczyźni.
  • Ładne mają sukienki.

(oni tacy bez bioder w złotych lejących się kreacjach, nie mogli się jej NIE spodobać 🙂

  • Mamo, a dlaczego nie pomalowali budynków w tęczę?
  • No właśnie, dobre pytanie, Mieszko.

Podobało się nam. Strasznie mamy zawalony weekend (jak zawsze) i chciałam nawet zrezygnować, ale Łucja chciała iść. No więc poszliśmy. I super było. Właściwie to nawet sobie myślałam, że Manifa jest trudna, bo jest polityczna, a tu była czysta potrzeba zabawy. Transparenty z deklaracjami miłości, wszechobecna tęcza, mnóstwo młodych ludzi, cała masa osób INNYCH i od groma radosnej muzyki (I’m a Barbi Girl ryczałyśmy OBIE z Łucją 🙂 Więc ZA ROK idziemy znowu. Musimy tylko skompletować sobie jakiś tęczowy outfit, bo nasz tęczowy wygląd robiły otrzymane balony, chorągiewki i przypinki 🙂 Z platform rzucali, czapki i t-shirty… Lecz złapałam wyłącznie męski XL (będzie dla Ciasteczkowego 🙂

Niżej jest bardzo fajna akcja, bo włączyła się cała masa różnych firm i marek. Np. telewizja jedna, co puszcza serial o więźniarkach, albo księgarnia. Albo marki odzieżowe. Tłumaczyłam dzieciom, że w tym homofobicznym świecie jaki nas otacza bardzo ważne jest pokazywanie, że nie WSZYSCY są identyczni. Że miłość jest ponad barierami, że mamy do niej prawo, chociaż czasem może komuś wydawać, że jest niewłaściwa. Każdy inny, wszyscy równi.

Dzieciaki stoją na tle wielkiego napisu KOCHAM 🙂 Up jedna z platform.

Poruszone, bo fotografem był Mieszko:

I jeszcze dwie karteczki, które nie mam pojęcia KOMU możemy wręczyć :)))

piątkowy relaks

Szło chodnikiem dwóch nastolatków. Wyrośnięci i dorodni, w tym wieku, którego nie potrafię określić. 14? 15? Oparte o uda mieli deski. Ten w białej koszulce zapytał kolegę:

  • A co się stało z tym snikersem, którego miałem w kieszeni?
  • Yoł men, zjedliśmy go.

<><>

Miałam dziś szkolenie. Było super. Pewne rzeczy mi się porządkują, wiele zaczyna mnie przerażać, ale chyba cieszę się, że ubieram się w tę wiedzę. Odbyło się to w Starostwie Powiatowym, więc zgarnęłam na przerwie bezpłatną lokalną gazetkę. Przyniosłam ją do domu, zwolniłam Lutkę, która dziś towarzystwo ogarniała i zaczęłam czytać z dziewczynami. Temat numeru to nowo powstały ośrodek do zwalczania anoreksji i bulimii. Niezłe, ale co lepsze była tam cała masa wywiadów z pacjentkami i ich zdjęć. 12 i 13-latkami, które miały już za sobą pobyty w szpitalach psychiatrycznych, gdzie to jedzenie w nie wmuszano. Nowe miejsca leczenia zaburzeń pokarmowych to jest rzeczywiście przełom. Panny bardzo się tematem przejęły, wytłumaczyłam im czym jest BMI i jakie zagrożenie powstaje, gdy się chudnie. Ale tak szczerze, to dramatu nie ma. Obie jedzą mało, Łucja mniej, ale po niej akurat tego nie widać. A wymiotowanie uważają za najgorszą rzecz jaka może człowieka spotkać. Mam zresztą wrażenie, że nadejdzie ten nastoletni moment, kiedy zaczną jeść. Wszystko.