
Wyrwałam dziś Mieszka na przepustkę, żeby wyrobić mu paszport. I bardzo sie cieszę, że o ile NIE zgubi, jest to ostatnie wspólne wyrabianie. Nie dlatego, że coś poszło nie tak, ale TO, że przy wyrabianiu TEGO dokumentu potrzeba obojga rodziców zawsze jest skomplikowane. I nawet gdybyśmy oboje byli w Polsce też by to była większa kombinacja. BA, jak spotkaliśmy się pod urzędem, to okazało się, że dziś zamknięte, bo urzędnicy odbierają wolne za 15-go! Pojechaliśmy w inne miejsce i TAKŻE było zamknięte!!! Więc zaczęliśmy dzwonić, bo pojawiła się w nas obawa, że to WSZYSCY dziś zrobili sobie długi weekend i znaleźliśmy JEDEN paszportowy, który był otwarty! Pół dnia nam to zajęło!
Ale złożone i mam nadzieję, że wkrótce go odbiorę! Paszport teoretycznie Mieszko miał jeszcze ważny, ale jak wiecie, poza Unię ważność dokumentu musi wynosić co najmniej pół roku do przodu. Młody na przepustce, zanim go odstawiłam z powrotem do sanato, dostał kubełek z kurczakami z fast foodu. Jedząc przyznał się, że bardzo tęskni za obiadami Lilusi (nie dziwne), pogadaliśmy też o jego kolegach i o tym gdzie chciałby pojechać. On NIE jest taki jak Łucja, która ma zaplanowany plan co-paro-miesięcznych wypraw do połowy 2028 roku, ale z niecierpliwością czeka na pełnoletniość by jeździć sam.
🏅🏅🏅
A ja tak przyziemnie pochwalę się Wam, że chociaż projekt dom tego lata leży, uruchomiłam trzy sprzęty AGD, co to myślałam, że potrzebuję nowe. Średnia to może radość, bo to bardziej odroczenie niż nowa jakość, lecz po mikserze, blenderze kielichowym reaktywowałam RÓWNIEŻ odkurzacz. Tu po prostu, zamiast próbując oczyścić szczotkę, co w żaden sposób nie działała (bo były w niej jakieś wirujące elementy), wymieniłam ją na inną, którą MIAŁAM. Jest zdecydowanie mniej fikuśna, ale działa nawet lepiej niż tamta!
