dzień pracujący – sobota

  • Cieszę się, że nie zarezerwowaliśmy hotelu, bo przełożymy bilety i pojedziemy do Disnaylandu we wrześniu. Może umówimy się na poniedziałek? – pojechałyśmy z Lilą na prestiżowy rynek na zakupy warzywno-owocowe. Na tygodniu nie miałam czasu, a w domu pustki. I stałyśmy chwilę w kolejce do bankomatu słuchając niezwykłych rozmów lokalsów (ta akurat była prowadzona przez dwie matki).
  • Chętnie, ale nie na poniedziałek, bo wtedy mam golfa. Strasznie gorące to lato i we Francji będzie tak samo!

𓆉𓆉𓆉𓆉

Ogarniam zaległości. Pozazdrościłam ostatnio jednej znajomej na psim spacerze, która narzekała, że przy psie musi odkurzać co dwa dni! Ja od dwóch tygodni nie odkurzałam (bo nie mam kiedy), a ogródek to był koszony na początku czerwca. Więc DZIŚ dzień w biegu. Łucja już jest w pracy, a my z Lilą pojechałyśmy uzupełniać domowe zasoby i do Mieszeczka. Po drodze zahaczyłyśmy o hurtownię (jemu zgrzewka wody schodzi w 4 dni), a potem zajęłyśmy się lepieniem pierogów z wiśniami przygotowanymi wcześniej. Młody ma się dobrze, ma już ekipę, więc był mocno zajęty, ale chce, żeby załatwić mu przepustkę, bo w przyszły weekend chce się spotkać z kumplami ze szkoły. Zobaczymy!