Nie jesteśmy nad morzem, ale mamy je na tyle blisko, że dziś zrobiliśmy sobie NAŃ wycieczkę. Jest cudownie. Wieki temu gościłam na naszym wybrzeżu i jest naprawdę wspaniale. Cała ta histeria parawanowa to lipa, spokojnie można znaleźć wolną miejscówkę, a jedzenie jest pyszne. Byliśmy na pizzy w pizzerii z widokiem na korty tenisowe, gdzie pizza była wybitna. Sos pomidorowy ze świeżych pomidorów, cienkie i chrupiące ciasto, a do tego doskonała sałatka z buraków i koziego sera.
Wrzucę Wam kilka migawek, bo na nich widać że nie kłamię 🙂 Ach i do latarni nie dotarliśmy, bo Kołobrzeg ma dłuuugą plażę i nam się nie chciało. Podobno sezon jeszcze nie ruszył i nie wszystko jest otwarte, ale nie ma problemu z parkingiem, kolejkami w lodziarniach czy wolnymi miejscami w knajpach. No i dużo tu Niemców, którzy ze zdumieniem patrzą, że można mieć TYLE dzieci 🙂 Poważnie. Łucja mówi, że czuje się jakbyśmy jakimiś „fejmami” byli… 😀











Ach i jeszcze 😉
Szedł plażą sprzedawca kukurydzy. Potem szedł lodów, a następnie pop-cornu (ten kupiliśmy, z piachem-delicja ;). Każdy z własnym zestawem rymowanek i okrzyków. A potem szedł sprzedawca piwa i krzyczał: Zimne piwo, w dzień upalny wzmaga popęd seksualny! Łucja na to się oburzyła:
- Jak on tak może?! Przy dzieciach!
🙂
