Zrobiona zmywarka! 🙂 Trzeba było zamówić jakąś część i na wymianę uszkodzonego elementu umówiliśmy się na dziś. Wczoraj w nocy szorowałam okolice zlewu i samo urządzenie, a o 10-tej rano pojawił się „wybawca” (ci od zmywarek to zawsze młode i ładne chłopaki). Gdy zaczął odsuwać klamot to mówię: Miałam na jesieni myszy i tam może być różnie... (myszy miałam DWA lata temu, ale przecież po drodze NIE sprzątałam za szafkami w kuchni). Ale nie było tragedii i gość do mnie mówi: U Pani jest czyściutko. Wczoraj byłem u takiej klientki, gdzie brzydziłem się cokolwiek robić. Pokażę Pani zdjęcie jak wyglądała jej zmywarka. I pokazał mi zdjęcie… A tam TO co ja miałam WCZORAJ :)) Ale konsekwentnie wykrzyknęłam: Straszne! :)) Potem ofiarnie rzuciłam się na kolana z odkurzaczem, żeby wciągnąć te mysie bombki, jego wzrok przepalał dziury w mojej opiętej spódnicy (w części pośladkowej), no a potem z góry zeszła Łucja, która miała na drugą zmianę, spojrzała na mnie zdegustowana i wszystko zepsuła.
ALE takim oto prostym wybiegiem (szorowanie sprzętu w nocy) dorobiłam się komplementu (CZYSTY dom :). Urządzenie już działa, dom wychodzi z chaosu ostatniego tygodnia, chociaż cały czas jest bieg. Lilka robiła na plastyce LUDOWE wycinanki, które wspaniale jej wyszły. Co roku zastanawiam się nad głównym elementem kartek, ale chyba na kolejną WIELKANOC już mamy temat 🙂

Btw. Polecam serial „Młody Sheldon”, który oglądam razem z dziećmi. Cała trójka się zaśmiewa niemalże do łez. Wczoraj przy takim maratonie Lilka z Mieszkiem wrąbali CAŁĄ pizzę… Zrobiłam blachę, zakładałam, że i ja może się najem, ale jak siedli to skrawki objadałam… Dziś lecimy kolejnymi odcinkami, ale wpierw Liliana musi skończyć makietę ruchu drogowego na technikę…
