piątkowy relaks

Szło chodnikiem dwóch nastolatków. Wyrośnięci i dorodni, w tym wieku, którego nie potrafię określić. 14? 15? Oparte o uda mieli deski. Ten w białej koszulce zapytał kolegę:

  • A co się stało z tym snikersem, którego miałem w kieszeni?
  • Yoł men, zjedliśmy go.

<><>

Miałam dziś szkolenie. Było super. Pewne rzeczy mi się porządkują, wiele zaczyna mnie przerażać, ale chyba cieszę się, że ubieram się w tę wiedzę. Odbyło się to w Starostwie Powiatowym, więc zgarnęłam na przerwie bezpłatną lokalną gazetkę. Przyniosłam ją do domu, zwolniłam Lutkę, która dziś towarzystwo ogarniała i zaczęłam czytać z dziewczynami. Temat numeru to nowo powstały ośrodek do zwalczania anoreksji i bulimii. Niezłe, ale co lepsze była tam cała masa wywiadów z pacjentkami i ich zdjęć. 12 i 13-latkami, które miały już za sobą pobyty w szpitalach psychiatrycznych, gdzie to jedzenie w nie wmuszano. Nowe miejsca leczenia zaburzeń pokarmowych to jest rzeczywiście przełom. Panny bardzo się tematem przejęły, wytłumaczyłam im czym jest BMI i jakie zagrożenie powstaje, gdy się chudnie. Ale tak szczerze, to dramatu nie ma. Obie jedzą mało, Łucja mniej, ale po niej akurat tego nie widać. A wymiotowanie uważają za najgorszą rzecz jaka może człowieka spotkać. Mam zresztą wrażenie, że nadejdzie ten nastoletni moment, kiedy zaczną jeść. Wszystko.