Na szkoleniu na którym ostatnio byłam rozmawialiśmy o motywowaniu. I okazuje się, żeby skutecznie motywować trzeba najpierw określić z jakim typem mamy do czynienia. Ludzie w swojej ogromnej masie dzielą się na dwa. Nagradzający i karzący. To którym jesteśmy jest bardzo ważne. Czy łatwiej dodajemy sobie nowe zadania czy odmawiamy. Czy jeśli marzymy o czymś i chcemy by to się udało to mówimy:
- Jeśli się uda to zrobię coś na co nie miałem ochoty. To zapiszę się na nowy język/siłownię. To przemaluję kuchnię.
- Czy: Nigdy więcej nie pójdę w tamto miejsce. Do końca roku nie kupię sobie lodów. Nie pojadę na wakacje. Itd.
W pierwszej chwili pomyślałam, że być może jestem typem drugim? W trybie „matki” ciągle człowiek sobie czegoś odmawia… Ale jak przemyślałam sprawę to zdecydowanie jestem typem pierwszym. Nie znoszę czegoś sobie odmawiać. Mogę dowalić sobie kolejną rzecz do załatwienia, ale jeśli czegoś nie mam to bardzo mi z tym źle i by się z tym jakoś pogodzić zakładam, że to odroczenie. Nie mam tego teraz, ale będę to mieć za pół roku. Nie lubię NIE mieć 🙂
<>
Poza tym nudy. Luźna refleksja z początku czerwca jest taka, że tabletki na alergię powodują dominującą potrzebę: senność. Przedłużyłam o kolejny miesiąc siłownię i zgłosiłam, że od 1 lipca już nie będę ich klientem (na wakacje i tak będę w kratkę), podsypałam sodę w kuchni bo mam plagę mrówek, wyregulowałam brwi i… może poleżę z książką w ogródku. Może (MOŻE) nie zasnę 😉
