Łabądek

Łucja dostała na urodziny od koleżanek ŁABĘDZIA. Marzyła o flamingu, lecz akurat flamingi ze sklepów wywiało i dostała łabędzia. Ja to myślę, że nawet lepiej, bo na tych naszych akwenach, to tak jakby mniej RAZIŁ :))

Zabraliśmy go na wakacje i jest to super zabawka, o której musicie pomyśleć! Przewalają się na niej bez końca i chyba pomyślimy o jeszcze jednym takim wielkim materacu. Ja mam ochotę na GIANT muszelkę, Lilka marzy o donacie, a Łucja chciała by ośmioosobową pizzę…

<>

Włączyłam dzieciakom wieczorem telewizję. Ja finiszowałam „Córkę Rabina” i chciałam by chwilę jeszcze paliło się światło. I w tej pustyni kanałów znaleźliśmy „Kuchenne rewolucje”… I dzieciaki zamarły, że właśnie TO chcą. Scenariusz taki jak zawsze. Najpierw zrycie właścicieli, potem inspiracyjna wycieczka i nowe menu. No i ta inspiracyjna wycieczka była do kółka gospodyń wiejskich, które zaprezentowały swoje wersje kaczki. I któraś tam mówi: Ta ma NADZIEŃ z pęczaka. I Lilka wykrzyknęła:

  • Ha! Czyli jest słowo NADZIEŃ!!!

Chcesz mieć córkę, albo syna – przyślij żonę do…

Połczyn Zdrój mijaliśmy… I Łucja, która jest naprawdę niesamowitym nawigo wykrzyknęła: Musimy się tu zatrzymać! To uzdrowisko! Bo mamy taką tradycję, że jak widzimy uzdrowisko, to od razu wbijamy się do Parku Zdrojowego i siorbiemy te zdrowotne wody… Zawsze są obrzydliwe, trochę byliśmy głodni, ale nawet Liliana powiedziała: Nie idziemy NIC jeść dopóki nie wypijemy po szklance WODY z SIARCZANAMI.

Zleźliśmy cały park i kurków nie znaleźliśmy… A uchachana pani w kiosku z pamiątkami poinformowała nas, że Połczyn WÓD nie ma. Że tu są sole i borowiny, a kąpielami leczy się choroby kobiece, więc byliśmy jak żywa reklama dobroczynnego klimatu… Kupilśmy za to po POŁCZYŃSKI miód z borówek, który z bułkami został JUŻ zjedzony do połowy, oraz lody 🙂 Do uzdrowisk nas to zniechęciło, będziemy polować na kolejne!

<><>

Łucja odkryła COŚ na swoim nosie. COŚ nastoletniego…

  • Mamo, czy TO…??
  • Tak, Łucja. I zdradzę Ci małego tipa. Jeżeli cokolwiek z tym zrobisz, to jutro będzie DWA razy większe 🙂

Mewy, fale… NIE wzięliśmy PARAWANU!!!

Nie jesteśmy nad morzem, ale mamy je na tyle blisko, że dziś zrobiliśmy sobie NAŃ wycieczkę. Jest cudownie. Wieki temu gościłam na naszym wybrzeżu i jest naprawdę wspaniale. Cała ta histeria parawanowa to lipa, spokojnie można znaleźć wolną miejscówkę, a jedzenie jest pyszne. Byliśmy na pizzy w pizzerii z widokiem na korty tenisowe, gdzie pizza była wybitna. Sos pomidorowy ze świeżych pomidorów, cienkie i chrupiące ciasto, a do tego doskonała sałatka z buraków i koziego sera.

Wrzucę Wam kilka migawek, bo na nich widać że nie kłamię 🙂 Ach i do latarni nie dotarliśmy, bo Kołobrzeg ma dłuuugą plażę i nam się nie chciało. Podobno sezon jeszcze nie ruszył i nie wszystko jest otwarte, ale nie ma problemu z parkingiem, kolejkami w lodziarniach czy wolnymi miejscami w knajpach. No i dużo tu Niemców, którzy ze zdumieniem patrzą, że można mieć TYLE dzieci 🙂 Poważnie. Łucja mówi, że czuje się jakbyśmy jakimiś „fejmami” byli… 😀

Ach i jeszcze 😉

Szedł plażą sprzedawca kukurydzy. Potem szedł lodów, a następnie pop-cornu (ten kupiliśmy, z piachem-delicja ;). Każdy z własnym zestawem rymowanek i okrzyków. A potem szedł sprzedawca piwa i krzyczał: Zimne piwo, w dzień upalny wzmaga popęd seksualny! Łucja na to się oburzyła:

  • Jak on tak może?! Przy dzieciach!

🙂

Tura I

Jutro rano zaczynamy 1-szą wakacyjną turę! Z dziadkami. Wracamy w przyszłą niedzielę, lecz biorę kompa, więc może jak się przyczepię do netu, to po drodze jakiś wpis będzie. W weekend miałam szkolenie o tym jak nauczyć młodzież radzić sobie z chaosem informacyjnym w mediach. Jak nie poddać się manipulacjom, a jednocześnie jak być manipulantem 😉 Bardzo to było fajne, teraz muszę to sobie tylko poukładać w głowie.

Na drogę mamy audiobooki z biblioteki, a ja mam kilka książek. Niestety wszystko co sobie kupiłam już przeczytałam, więc też pożyczone. Średniej wielkości górka z praniem czeka na prasowanie i zajmę się tym przy „Obsesja Eve” – nowym, zaskakująco dobrym serialu. Muszę zorganizować sąsiedzkie dyżury przy kotach, ale zrobię to już jutro telefonicznie.

I jeszcze Mieszeczek. Dziś zakończył półtora miesięczny kurs deskorolkowy i za rok zapiszę go znowu. I wtedy być może dostanie deskę. Miał wspaniałego instruktora, który miał mnóstwo cierpliwości i spokoju, co zawsze mnie u młodych mężczyzn dziwi. I polubili się.



Gdy zaczyna się lato, a z latem wakacje

No to się zaczęły! Ja tradycyjnie, jak co roku, powtórzę, że NIE lubię wakacji. Planów właściwie nie mam żadnych, a wizja dwóch miesięcy, kiedy trzeba będzie te atrakcje ogarniać jest wyzwaniem… No i nie lubię upałów (za to kocham JESIEŃ!).

Dziś wszędzie wianki, dzieci są z tatą i z pewnością jakieś przygotują. Ja mam kolejne szkolenie, z którego właśnie wróciłam. Jutro dzień drugi, będziemy dalej się uczyć o kierowaniu ludźmi (młodzieżą), asertywności i manipulowaniu. Podoba mi się, jest fajnie.

Mam dla Was wakacyjne musicali Mieszka, gdzie występuje do piosenki z Fineasza i Ferba. I ruszam z ogarnianiem domu i walizki, bo w poniedziałek zaczynamy turę pierwszą.

Podwójny CZERWONY

Pochwalę się bo na tym przecież polega Internet! 🙂

Jednak tak do końca łatwo nie było. Ostatnie półtora miesiąca to było duuużo pracy. Pamiętam taki wieczór, kiedy Liliana wyliczyła sobie średnią i jej NIE wychodziło. I pamiętam jak to przeżywała. Że nie chciała iść spać, a potem nie mogła zasnąć. I pamiętam też szalony pomysł Łucji, która w którymś momencie pomyślała: Idę dalej. Po stypendium! i ja powiedziałam: Wyluzuj. Nie ma to sensu. Niemniej jednak DUMNA jestem bardzo.

Środa. Łucja, mnie poinformowała, że wczoraj była na wagarach, a dziś na wagary poszła Lilka (takie kwiatki też były). Gdy Lilka wróciła mówię do niej:

  • Zorientowałam się, że nie wzięłaś wody do szkoły i pojechałam Ci zawieźć.
  • No i?
  • No i nie mogłam Cię znaleźć.
  • Może słabo szukałaś?
  • A Ty byłaś w szkole?
  • Tak.
  • A obiad zjadłaś?
  • Tak. Był niedobry.
  • Lilka, ja WIEM, że Cię nie było!!!

<><>

Mam kilka fotek z zakończenia roku. Panny, ponieważ są paskowe, świadectwa odebrały przed całą szkołą, a Mieszko rozstał się ze szkolną zerówką (teraz ich przetasują, ale może ktoś tam z klasy się powtórzy). Btw. ostała nam się jedna bombonierka, którą Lilka miała dać panu od religii, który był nauczycielem wspomagającym w jej klasie i bardzo go lubiliśmy. No więc teraz ją jemy 🙂

<><>

Wrzucę Wam też drugi z prezentów, który Lilka dała swojemu wychowawcy. Zestaw nazwaliśmy „Zbuduj pana Adriana”. Pan Adrian to oczywiście imię wychowawcy :))



gadżetowy hit roku szkolnego

Zdecydowanie najlepszym około-szkolnym wynalazkiem mijającego roku szkolnego były pojemniczki do dipów. Odkryłam je w pobliskiej hurtowni, gdzie kupuję wody mineralne do szkoły (tygodniowo potrzebuje 15 sztuk 🙂

Użytkowanie ich zaczęło się od tego, że Łucja miała zrobić czerwony owocowy koktajl i nie wiedziałyśmy do czego ma to koleżankom i kolegom rozlać. Plastikowe kubki były za duże, ale takie mniejsze były w sam raz. Kupiłam tubę 100 sztuk, a kolejną tubę dokupowałam na wiosnę. Były w tym galaretki na Wigilię klasową, galaretki urodzinowe (tu i tu), no a teraz Mieszko zabrał je na piknik. Wczoraj wieczorem dostałam esemesa od wychowawczyni, że mają DZIŚ piknik, a u nas jak zwykle PUSTO. Aaale mieliśmy niebieskie galaretki, wrzuciliśmy do nich porzeczki, poziomki oraz wydrylowane czereśnie i 12 sztuk kolejnych pojemniczków poszło. W wersji świątecznej ozdabialiśmy je kolorową taśmą, lecz dziś na piknik tylko zawinęłam od góry folią spożywczą i wstawiłam do termo-torby (up).

Archiwizacyjnie wrzucę też ukończoną makietę ruchu drogowego, za którą dostałyŚMY szóstkę 🙂

<>><<>

Pojechałam z Mieszkiem do sklepu z klockami. W założeniach po nowy KATALOG, który pojawia się co pół roku i jest JEGO ulubioną publikacją, no ale wiedziałam, że kupimy też MAŁY zestaw klocków z okazji końca roku. Dokładnie taki kupiliśmy, choć Mieszko od razu podsumował, że to jest zestaw za zakończenie roku karate, a ten WŁAŚCIWY może dostać pod koniec wakacji… I oto wieczorem Lila z Mieszkiem rozmawiają i Mieszko się jej pyta:

  • Lila, a co Ty dostaniesz z okazji końca roku?
  • Ja, Mieszko, miałam naprawiane zęby. Ja dostałam ZĘBY.

No i tak mi się głupio zrobiło. Rzeczywiście z Lilianą u dentysty byłam w tym miesiącu 2x, bo chciałam przed wakacjami wszystko zrobić. Jej się psują, więc jak wyszłyśmy powiedziałam: Liliana, Ty już swój budżet na ten miesiąc wyczerpałaś. Nikt nie był tak kosztowny jak Ty. A jak widać, ona to zapamiętała. Gdy więc powiedziała na głos, wykrzyknęłam:

  • No co Ty, Lila! Też coś dostaniesz, tylko nie powiedziałaś mi co chcesz!

Zaczęło się przeglądanie katalogu i Lila TEŻ wybrała sobie klocki. A potem pobiegli do Łucji i ta też wybrała sobie klocki, lecz wtedy zaoponowałam:

  • A może Łucja chce coś innego?

I okazało się, ku WIELKIEMU zdumieniu Mieszka, że Łucja jednak chce coś innego, bo marzy o sportowym biustonoszu 🙂 Taki też jej obiecałam.

peryferia

  • Lila, co Ty w końcu będziesz mieć z tej matematyki, po tym jak położyłaś sesję z plusem?
  • Jak to co? Piątkę! Co innego mógł dać pan swojej ulubienicy?

Dużymi krokami szykujemy się do końca roku 🙂 Dziewczyny USZYŁY breloczki. Jeden dostanie pan od pianina, drugi wychowawca Liliany 🙂 Chyba jasne, który dla którego. Ten ułamek to METAFORA… Dzieci w klasie jest 23, czyli razem z panem 24. Taki team.

<>

Meczów nie oglądam. Wczoraj na chwilę włączyłam, żeby popatrzeć z Mieszkiem, ale jak zjadł m&m w kolorach naszej flagi, zapytał: Czy może przełączyć… A ponieważ miałam robotę w kuchni odpuściłam. Aaaale, z uwagą śledzę jak tam Moskwa świętuje. Wkleję Wam kilka fotek z ru-netu. Wczoraj miasto oszalało. Na ulicę wyszli wszyscy! 🙂



tematycznie z dala od Polska-Senegal ;)

W marcu zapisałam dzieci na jazz. Pod koniec roku panny miały ostatnie zajęcia z latino, które przestało nam się podobać. Rozbudowała się forma, potrzebne były buty, stroje na turnieje i zajęcia stały się wyczynowe. Dziewczyny miały nerw przed zajęciami, a weekendy zajęte przez zawody zupełnie nam nie pasowały. Jazz był strzałem w 10-tkę. Nie dość, że może na nie chodzić CAŁA trójka, to nie był potrzebny żaden strój. W każdy wieczorny poniedziałek, przed kąpielą i snem dzieciaki miały porcję rytmicznej, tanecznej gimnastyki w GOK-u. Wczoraj były ostatnie zajęcia i na koniec dzieci zatańczyły trzy układy, które opanowały w tym semestrze. Grupa jest 10 osobowa, ale jak już mówiłam sporo osób wyrwało się już na wakacje. Niżej numer ostatni! 🙂

><<>><

Byłam na rynku. Lubię ten duch czystej przedsiębiorczości, jak to mawiał Kondrat w „Pieniądze to nie wszystko”. Dziś znajoma mnie zaczepiła, że jej nie zauważyłam, więc mówię, że podsłuchuję, bo super te targowiskowe rozmowy. Emerytka do krzepkiego sprzedawcy:

  • Jeszcze pan mi buraki nałoży. Tylko dużo, żeby poczuć tego buraka.
  • Jarzynka to najlepsza o tej porze roku! A malin pani nie weźmie? Dziś zrywane.
  • Malinki jak dziewczynki.
  • Wszystkie chce się zjeść!

🙂

<><>

I foto z biegu:

Idźcie do ogródka po poziomki do gofrów

Powiedziałam wczoraj rano do dzieci i sama sobie pozazdrościłam 🙂 Chociaż, gdybym miała narzekać, to nasze poziomki to takie zupełnie drobiny. Dziadki np. mają taką odmianę, że jest co zrywać, bo jak małe truskawki te ich poziomy.

Zaczynamy ostatnią prostą. W piątek zakończenie roku szkolnego, w nadchodzącym tygodniu Lilia z Mieszkiem mają po wycieczce (kino/jakiś pałacyk). Spotkałam sąsiadkę jak ładowała na hak rowery, bo ona już swoje dzieci wyrywa na wakacje. I dużo osób tak robi, także frekwencja w szkole spada. My jednak czekamy na koniec roku, bo chyba będzie niezły splendor przy świadectwach 😉

<><>

Przed wyjazdem na wakacje chciałabym pójść z Łucją i ze sobą do fryzjera, Lilka ma dentystę i muszę skosić trawę. Czyli same cięcia 🙂 Btw. ostatnie zamówienie z Chin to była poziomica do włosów. To taki wynalazek, który nawet pani Gadżet omawiała. No i przy pomocy tego urządzenia (to takie dwa klipsy) ciachnęłam włosy Lilce. Niedużo, ale od razu lepiej. I wydaje mi się, że potrzebny jest trymer, bo nożyczkami idzie to słabo. Regularnego strzyżenia u fryzjera to nie zastąpi, ale raz na jakiś czas można użyć 🙂