- Dziś na religii, pan Paweł puścił nam film – rozgadała się w wannie Liliana.
- O czym był ten film?
- O Abrahamie…
- Lincolnie?- wtrąciła się Łucja.
- NIE! Abrahamie i Izaaku.
- Izaku Newtonie? – psuła opowieść Łucja…
- NIE!
- Łucza, daj jej skończyć.
- I wiesz on nie miał dzieci…[…]I była niewolnica… […]A potem urodził mu się syn… I Bóg kazał mu go zabić. Ja myślę, że Abraham nie kochał swojego syna.
- Nie do końca tak…
Podoba mi się, że Liliana myśli. Że ogląda te różne rzeczy i coś tam w głowie kombinuje. Nie jest tak, że wpada jednym uchem/okiem i gdzieś ginie. Każdą informację panna przetwarza.
<>
No i zakończony Biały Tydzień! We wtorek się spóźniliśmy na mszę, bo na basenie się przedłużyło (Jerzy był nie do zatrzymania, bo chociaż MIAŁ skrócić, TO „ONA w końcu zaskoczyła!” -> ona czyli Liliana). Przebieraliśmy się w sukienkę w aucie, a do kościoła wpadliśmy z mokrymi włosami. Wianek przetrwał i ma się dobrze. Patent pani kwiaciarki, żeby przechowywać go w mokrym materiale w lodówce sprawdził się doskonale. Wygląda równie dobrze jak pierwszego dnia. Za to Lilka jest bardzo zmachana. To było strasznie dużo emocji, ogrom przygotowań i prób, na które nałożyły się inne rzeczy, takie jak sukces na basenie, nowy materiał na zajęciach z pianina czy fala upałów.
Weekend (wiem, że to jeszcze jutro piątek ;), planuję więc na spokojnie. Niech się towarzystwo w sobotę wyśpi i dopiero wtedy będziemy myśleć co robimy. Wrzucę Wam mój szczypiorek. Jak co roku wsadziłam go do donic przed domem i on ma ciasno, więc nie idzie w cebulki, a zaczyna kwitnąć 🙂 Kwiatki o dziwo nie pachną cebulą i będą się trzymać dość długo 🙂
