Odliczanie!

Obudziłam się w nocy, żeby pójść do łazienki. Znowu śnili mi się muszkieterzy, ale tak mi się chciało sikać, że wstawiłam w to w fabułę snu i się obudziłam. Poszłam, siadłam i buch: zapalenie pęcherza :/ I to takie na maxa… No tak, wąskie spodnie, odsłonięte duże części ciała i taki efekt. Ach, i jeszcze zazdrosne spojrzenie, zupełnie zgrabnej sąsiadki: Justynka, jakie TY masz pośladki! Odpowiedziałam: Wiem, z różnych stron to słyszę. Dosłownie i w przenośni. 🙂 I zostawiłam ją zamyśloną na sensem tego co powiedziałam… Dobrze tak czasem ludziom jakąś myśl podrzucić 😉

Zeszłam do kuchni, otworzyłam szafkę z lekami, łyknęłam przeciwbólowy i taki na TAKIE właśnie wydarzenia i wróciłam do łóżka. Chwilę się jeszcze zwijałam, ale po pół godzinie zasnęłam i rano obudziłam się zdrowa. Tabletki jeszcze będę chwilę brała, ale przyszło mi do głowy, że w naprawdę wspaniałych czasach żyjemy, że tak łatwo możemy się pozbyć takiego problemu. Po prostu wzięłam tabletkę i 4 godziny później byłam już sprawna.

A potrzebne mi to, bo plan zajęć jest rozbudowany. Byłam dziś na badaniu technicznym (miałam nadzieję, że to po komunii załatwię, ale w ubiegłym tygodniu przyszedł esemes przypominający i okazało się, że badanie miałam do 19-go), teraz rozmrażam lodówkę (żeby można było wstawić tort, bez ryzyka nasączenia go zapachem cebuli i kiełbasy), równolegle zawinę się (uda) w kawę i spróbuję przerzucić ubranka dziecięce (zimowe do kufra, letnie do szafek), bo rano okazało się, ze nie mają żadnych T-shirtów na wierzchu.