
Przy tym przerzucaniu ubrań wydało się, że Liliana nie wie, jak SIĘ pisze (I MÓWI) „tułów”. Wykryła to Łucja, którą strasznie ubawiło, że Liliana wymawia TO inaczej. Ja TEGO nie słyszałam, ale postanowiłam dopytać. I okazało się, że ona myślała, że TUŁÓW, mówi się TŁÓW. Że po T jest Ł i że są to CZTERY litery… I za każdym razem, jak na TAKIM czymś przyłapiemy, trzeba z nią stoczyć bitwę, że JEJ wersja WCALE nie jest bardziej LOGICZNA!
Byliśmy na obiedzie u babci – wywieżliśmy jej nasze siaty (wyszły trzy- j.w) ubrań, bo u niej we wtorek będzie zbiórka odzieży. Zabraliśmy też składniki do gulaszu i nasz wolnowar. Drugie danie ogarnęła więc dziś Lila, podczas kiedy ja z babcią wyskoczyłam na chwilę do dziadka!

🥣🥣🥣🥣
Znajoma była wczoraj na ślubie syna (lat 28) i śmieszną historię opowiedziała. Otóż młody jak był dzieckiem ZAWSZE się jej pytał, gdy wracała od pedikiurzystki, dlaczego NIE ma złotych paznokci. I ona ZAWSZE mu odpowiadała, że złote będą na specjalną okazję, jak np. JEGO ślub. No i TYM tym razem, musiała je zrobić na złoto, bo JEJ przypomniał obietnicę 😀 I ona się śmieje, że dobrze, że mu brylanta w zębie nie obiecywała!





















