Łukasz, a zauważyłeś co się działo w sali głównej jak wychodziliśmy? Tam to dopiero osiemnastka się szykowała! Widziałeś ten wielopiętrowy tort i auta jakie parkowały przed wejściem? I oni po prostu całą knajpę wynajęli, a nie jedną mizerną salę… – zagaiłam do Diabla.
Nie moja wina, że nie masz rozmachu. Trzeba było całą restauracje rezerwować! Ale i tak nasza impreza była najlepsza. Napompować Ci rowery?
TAK.
Wołaj Mieszka, to mi pomoże.
Diabli wraca dopiero we wtorek, wiec dziś wpadł na wyjadanie „resztek” z wczoraj. Bo wszystko nam elegancko popakowano i tylko to porozkładałyśmy z Lilką po pojemnikach żaroodpornych i wstawiłyśmy do piekarnika. Archiwiazacyjnie zaznaczę jeszcze, że wczoraj moim pomocnikiem był Miłek. Nie chciałam angażować gwiazdy wieczoru w te eventowe obowiązki, więc on pomagał mi kroić i rozkładać tort (był czujny i pamiętał, żeby bezowy tort, pokroić innym nożem – gluten), rozstawiać stoły i tym podobne atrakcje! No i marzec szykuje nam miesiącem kwiatów, bo jeszcze nie padły kwiatki z Dnia Kobiet, kiedy doszły nowe kwiatki!
20 marca to tak naprawdę spora dla nas rocznica… Bo słuchajcie, 18 lat temu urodziła się Lilka! Tu możecie sobie przeczytać jak to było, a dziś zabraliśmy się za świętowanie! Pora roku nie sprzyja piknikom, więc rodzinne spotkanie odbyło się w… chińskiej knajpie! Mieliśmy całą salę dla nas i goście stawili się ochoczo! Tort rano odebrał Miłek, po drodze odebraliśmy jeszcze bezową roladę, bo kilka osób jest na diecie bezglutetowej i pół godziny przed imprezą byliśmy na miejscu by dopilnować ustawień.
Wszystko wyszło super, a żarcie było nawet lepsze niż zwykle tam serwują! Lila jest zadowolona, od gości dostała KASĘ, bo panna zbiera. Na co, to jeszcze nie do końca jest jasne, bo z jednej strony chciałaby wyrwać się na solo tripa, a z drugiej, panna jest w cyklu dość kosztownej kosmetycznej terapii, która jest skuteczna i jej buzia zaczyna wyglądać tak jak by chciała. I pomimo problemów z jej rodzeństwem, Lilka jest najtrudniejsza. Nigdy nie wiadomo co do końca zrobi i czy się na czymś nie zablokuje. Ma niską samoocenę i wydaje mi się, że wyprowadzenie na równą jej cery, to game changer (btw. to jedno z jej ulubionych słów).
Mieliśmy też inny ważny moment, bo Lilę i Mieszka poznał MIŁEK. Łucja na rodzinne imprezy zawsze zabiera swoich chłopaków, no a że teraz Miłek pełni tą funkcję, to znajomość została zawiązana. I jest dobrze, porozumienie zostało zawarte i nawet okazało się, że są wspólne tematy, które ich wyjątkowo bawiły. Ach, śmiesznie wyszło z balonami. Kupiliśmy 1 i 8 i kupiliśmy butlę z HELEM. I postanowiłam, że zrobimy to sami, bo jak poprosimy Miłka, to on cały ten hel zje. I zabraliśmy się za to z Mieszkiem i poszło nam TAK nieudolnie, że cały hel wyleciał nam poza balony, ale Miłek potwierdził, że hel w balonach to czysta strata, więc HEL po prostu miał do balonów NIE trafić! 😀
Fotki były by lepsze gdybym zmieniała obiektywy, ale tylko szerokokątnym łapał całą salę, więc jest jak jest!
balony napełnione zwykłym powietrzem z pompki stały po prostu oparte o ramę
taki mieliśmy numer sali. trzy szczęśliwe ósemki! Jak znalazł na 18-stkę!
Miłek, który jest zawodowym specem od gotowania TEŻ wyszynk ocenił bardzo dobrze!
z torcikiem też było zamieszanie… To był ten wybierany na drodze degustacji i dobraliśmy potem do niego świeczki. Aaale, jakoś tak pakowałam, że na miejscu zorientowałam się, że mam TYLKO ósemkę! Więc róg jednorożca, który miał być dodatkową świeczkową dekoracją robił za jedynkę!
btw. pani z obsługi weszła i włączyła telewizor i wtedy Diabli ze swoimi przyrodnimi braćmi ucieszyli się, że będzie kareoke 😀 NIE zamawiałam, więc się trochę wystraszyłam! ALE okazało się, że to będzie śpiewane Sto LAT. Strasznie to było zabawne
A tu widać kawałek INNEJ sytuacji. Na zdmuchiwanie świeczek kelnerka zgasiła nam światło! Qrcze, mogłam kupić te fontanny, to byłby lepszy efekt, ale totalnie mnie to zaskoczyło!
Ominęło nas dziś topienie Marzanny, ale za rok postaramy się nadrobić! 😀
Wiem. Perski Nowy Rok. Święto wiosny. Świętujecie jakoś, Łucz?
Tak. To podobne do naszej Wielkanocy! W każdym domu jest taki kącik, gdzie jest siedem rzeczy na S: Sabbzeh, czyli coś jak nasza rzeżucha, jabłko, książka… I w zależności od tego, jaki to dom, to taka jest książka. Koran w rodzinach wierzących, tomik wierszy w rodzinach inteligenckich…
Macie taki kącik na wydziale?
Tak. Tylko, że u nas zamiast złotej rybki jest złoty klocek z rekinem.
Fajnie.
Mamo, a ile lat Ty studiowałaś?
Sześć, a potem jeszcze rok. A jak znowu zabiorę się za naukę, to wyjdzie jeszcze więcej… Możesz studiować ile chcesz.
Myślisz?
Pewno. Tobie na dodatek udaje się to połączyć z pracą, więc w ogóle nie ma tematu.
Teoretycznie pierwszy dzień wiosny JUTRO, ale szkoły wagarowały DZIŚ. Lila miała ankietę na grupie i podjęto decyzję, że NIKT nie przychodzi (więc towarzyszyła mi, a tę wspólną przygodę odświętowałyśmy wspólną kawusią z ciastkiem), a Mieszko po prostu się zerwał i pojechał do kina z kolegami! Wybrali Projekt Hail Mary, czyli przewrotnie film, gdzie bohaterem jest… nauczyciel. Czyli… wychodzi na to, że z całego domu jedyną pracowitą i odpowiedzialną osobą jest nasza Łucja! Btw. film młodemu się podobał!
A czemu Ty już jesteś? – zapytałam wchodzącego do domu Mieszka. Była 9-ta rano, ja chwilę wcześniej wróciłam z piekarni, Bibi była wyprowadzona i zamierzałam sobie właśnie rozłożyć majhongga przed rozpoczęciem jakichś POWAŻNYCH zadań.
Bo dziś jest wyjazd na Targi SZKÓŁ.
A Ty nie miałeś jechać? To chyba było warunkiem zaliczenia doradztwa zawodowego?
Nie. Dziś są technika i szkoły branżowe. Ja będę jechał na ogólniaki.
Zły ze mnie człowiek, że cenię sobie tę domową samotność, ale matki zrozumieją! Działam dalej z porządkami wiosennymi i tu Wam podpowiem, żebyście JEDNAK tej odzieży jeszcze NIE przerzucali. Owszem, schowanie sweterków zimowych MA sens, ale bliżej im do obecnej pory, niż krótkim spodenkom, których myślę, że przez dwa miesiące (co najmniej!) nie założę. Za to w ogródku mam już uporządkowane! Przypomniało mi sie najbardziej ekstatyczne doznanie z naszych wojaży. Btw. Lilka lubi to wspominać. Rzecz miała miejsce w Albanii, gdy siedzieliśmy na krzesełkach koło namiotu i patrzyliśmy na morze… Bez ruchu. Z tych półek skalnych na spokojnie uderzające fale. I myśmy TAK robili po kilka godzin dziennie 😀 Coś niesamowitego, ale podobne mam wrażenie, gdy siadam i patrzę na mój ogródek. Jest to krótsze i płytsze, bo w warunkach domowych człowiek ma poczucie, że musi wstać i coś zrobić, ale ten kontakt z przyrodą jest BARDZO hipnotyzujący. Zresztą, odkryłam, że ptaki jakieś BEZ lęku się zrobiły, bo GDY ja przewracałam te stare liście, one tuż OBOK mnie sobie kompletowały gałązki do gniazda i raczyły się dżdżownicami. Nawet dziś rano, gdy wychodziłam z Łucja, to tuż obok nas samiczka drozda przekopywała grządkę! Panna też była w szoku na to niesamowite zjawisko!
Łucz no nie wiem. Swetry można by pochować, ale czy już będzie ciepło?
Jeszcze będzie zimno, ale i tak sporo można już pochować.
Plan na dziś to moja szafa! Łucja po wykładach jedzie do pracy, więc będzie późno, więc dziewczyny jeszcze NIE teraz, a Mieszka nie ma co przerzucać, bo on w letniej sekcji ma krótkie spodenki (MOŻE go kusić). Chcę też wsadzić cebulki szczypiorku, bo ostatnio kupiłam na rynku u gościa co ma tylko czosnek i cebulki. Btw. byłam z Lilką i wybierałyśmy sobie z odmian czosnku i bardzo OSTRY „zimowy Harnaś” to czosnek, który WAM polecam!
🧄🧄🧄
Rano jak odwoziłam Łucję pojechałam też na większe zakupy i Bibi dostała preparat na kleszcze, które już SĄ. A w sklepie Wielkanoc w pełni! Są nawet opcje do pozowania w KRÓLIKU i wysłałam to dzieciom, że jak KUCNĄ, to mogę im takie słitaśne zdjęcie zrobić 🙂 Do kartek Wielkanocnych było by jak znalazł!
Wow. Ostatnio Parasite, a teraz Tenet. Ambitnie! I jak?
Niezły. Dziwny.
To bieganie do tyłu?
Je nawet można zrozumieć…
Moim zdaniem, fajnie że akcja jest w Estonii. I oni mówią wspak. Język, którym mówi tak mało ludzi i jeszcze wspak. Miałeś już ten moment, że główny bohater spotyka się tą babką w knajpie i ona mu mówi, o jakichś problemach finansowych?
Było takie.
To najlepszy moment w tym filmie. On się dziwi jej priorytetom finansowym, a ona mówi że ma drogi garnitur, ale to nie on go kupił, bo nic nie wie o pieniądzach. Naprawdę mocny moment. Pieniądze to nie liczby, tylko sposób myślenia. Zejdziesz do nas oglądać Jurassic World? Lila musi napisać recenzję jakiegoś filmu.
Zszedł. Obejrzeliśmy razem, młody shejtował Lilę, że ma tik tok brain i nie łapie dłuższych fabuł niż rolka, ale ostatnio szydził też z Łucji, że ogląda Smallville (akurat rozumiem, bo nie ma to czasem jak porcja nastoletnich kowboi). Fakt, M. rzeczywiście imponująco do kinematografii podchodzi. Ale skończył się ten Jurassic World (z 2025 roku) i platforma automatycznie rozpoczęła odtwarzanie Park Jurajskiego ( z ’93 roku). I NIE da się tego oglądać. Prawie zaraz na początku jest scena z metra i lata ’90 to były JEDNAK strasznie przerysowane. Dzieciaki od razu poszły się kąpać, ja miałam małą górkę prasowania, więc przełączyłam na Copenhagen Test. Tam też, w pierwszych kadrach, jest metro. Współczesne, oczyszczone z elementów i ascetyczne. I lepiej czujemy się właśnie w takim! Nie przestymulowani w przestrzeni, która służy codziennemu transportowi.
🌈💰🍀🍻🌈💰🍀
A dziś św. Patryk! Byłam na mieście i minął mnie koleś w wielkim zielonym kapeluszu! I aż sprawdziłam, który to dziś i TO dziś powinniśmy założyć coś zielonego i rozglądać się za garncem złota! No, ale przyroda na wszelki wypadek jeszcze się NIE zazielenia, chociaż wiewiórki jak szalone pomykają! 😀
Przed posesjami na naszej ulicy, pojawiały się pełne, brązowe worki… Kosiarek jeszcze NIE słyszałam, więc muszą to być wycięte gałązki i stare liście! Chwyciłam za grabie, wystawiłam pełne worki i ja, czyli pierwszy etap pozimowych porządków już za mną! Btw. Jak ściągnęłam tę szarą skorupę pozimowych liści, to widzę, że i krokusy wyłażą i czosnek niedźwiedzi się przebija. Nie mam pojęcia co z oliwką (czy przetrwała?), ale wczoraj ją z Mieszkiem odchochołowaliśmy i do kwietnia mogę tylko obserwować.
🏋️🏋️🏋️
Dziś czeka mnie wyprawa do szkoły do Lilki, a jutro jadę zamówić torcik na jej urodziny. To jest większa kombinacja, bo w dniu imprezy odbierze go Miłek, bo będzie jechał do nas „z miasta”, więc po drodze ma misję. Zresztą bez problemu się na zadanie zgodził!
Mnie tymczasem bolą okolice łopatek (w sensie mięśni co to je w tamtych miejscach powinnam mieć) – to efekt ćwiczeń z ciężarami, które się przyciąga. Wkleję Wam także upolowaną na siłowni Lilkę podczas jej ulubionego ćwiczenia. Panna okazuje się potrafi robić pompki (!!!) i ostatnio jak zaczęła ćwiczyć, to wszyscy faceci, co to brzuchy po zimie zrzucają, przestali ćwiczyć i się na nią patrzyli 😀 Ona oczywiście tego nie widziała, bo by przestała, ale jest niezła! Ach, a w nocy rozdano Oscary! I tak sobie myślę, że Leo di Caprio znowu nie dostał, bo jak to w necie mówią, tak jak z Igą Świątek, wszyscy się przyzwyczaili do jego wielkości i nikogo nie dziwi jak on gra.
Mieszko, czym Ty się tak wyperfumowałeś?!? – wykrzyknęła Łucja.
Jean Paul.
Jaki znowu Jean Paul? Jean Paul THE II? – zdumiało mnie to.
Chyba Jean Paul Ostatni! BO wszyscy się udusimy! -nakręcała się dalej Łucja.
Jaen Paul Gaultier – odpowiedział młody – Próbkę miałem.
Eleganccy udaliśmy się na urodziny… babci! Nie do końca Six-Seven, bo właściwie to Seven-Six ale cyfry są cyfry! Babcia wyraziła chęć odświętowania, więc kupiliśmy jej ulubiony torcik Dacquoise (beza z daktylami) i daliśmy się ugościć obiadem! 😀 Btw. W tort wbiliśmy też świeczki z syrenimi ogonami, bo Lutka w końcu jest zodiakalną rybą!
Jechałam samochodem. Sprzęgło, ściągnięcie stopy, gaz, ściągnięcie stopy, i wtem COŚ zaszeleściło pod stopą. Lekko ją przesunęłam… i zaszeleściło jeszcze BARDZIEJ. Włączyłam awaryjne, zatrzymałam auto i wyskoczyłam z auta niemalże na środku ulicy. O BOSZE! MAM MYSZ w aucie!!! Zajrzałam z duszą na ramieniu pod kierownicę, a tam… folia po CUKIERKU… I był to niewątpliwy znak, że czas na SPRZĄTANIE auta. Zabrałam Mieszka i pojechaliśmy na myjnię. Ze szmatami i kompletem środków, co to mam je w szafce, od ponad dekady.
Myjni w okolicy, mamy tyle co piekarni, znaczy się dużo. Ale kolejki wszędzie były jak przed Wielkanocą! No nic, stanęliśmy, zaczekaliśmy i umyliśmy. Wyciągnęliśmy też wycieczki, wyszorowaliśmy, a auto odkurzyliśmy. Baa, nawet użyłam środków do nabłyszczania plastiku, co to ich przez lata nie zużyłam, bo się złamały te dynksy na górze (aerozole), ale wsadziłam w tę kropkę u góry kawałek metalowego drutu i zrobiłam fontannę z tych substancji i w ten sposób zużyłam je do końca. Takie szorowanie auta było w planach na tę wiosnę, za tydzień będę wieźć gości na imprezę Lilki, więc ZADANIE wykonane!
🌴🌴🌴🌴
A potem pojechałam z pannami na robienie… daktyli! Miałam jechać z całą ekipą, ale Mieszko szedł z kumplami na boisko (??????), a potem poszli coś zjeść. Bardzo to było zdumiewające, lecz skoro miał plan na aktywność Z DALA od komputera, to nie oponowałam. Wzięłam tylko dziewczynki i udałyśmy się na wydarzenie polegające na robieniu „daktyli”. Daktyle były z drewnianych korali i będzie ozdobiona nimi palma. Wpierw zostaną zabejcowane i to co na nich zapisałyśmy to takie nasze sekretne marzenia (zdradzę Wam, że jedno z nich to NOWA KUCHENKA). Daktyle będą umocowane na palmie już w kwietniu, a takie happeningi, czyli tworzenie twórczej tkanki miasta, to coś co bardzo mi leży, więc cieszę się, że panny na to wyciągnęłam i byłyśmy tego częścią! Tu roleczka!
Liliana, CO tu się stało?!? – wybuchnęłam rano, kiedy postanowiłam się rozsiąść z laptopem w mojej samotni, czyli na strychu.
Mówiłam, że nie powinnaś nas zostawiać z drukarką samych.
Ale dlaczego tyle papieru jest pocięte?!
Bo Mieszko wydrukował coś dla całej klasy, a potem doszedł do wniosku, że przytnie, żeby były takie małe eastthetic karteczki… Po drodze jeszcze przyszło mu do głowy, że mógł zmieścić cztery na jednej kartce…
A dlaczego drukarka jest odpięta z kontaktu?!
Bo nie mogliśmy zatrzymać drukowania.
No właśnie… Człowiek się wyrwał, żeby się czegoś dowiedzieć, a tu nastąpił kataklizm. A wyrwałam się wieczorem na wykład. Wykład był o architekturze Singapuru, bo to miasto było zbudowane przez polskiego architekta. To jest w ogóle bardzo pojemny temat, bo po wojnie, jak wiecie, Polska była zrównana z ziemią. I choć zabrzmi to koszmarnie, to były to idealne warunki do planowania, bo zaczynało się od ZERA. I nigdzie w Europie planowanie się tak nie rozwinęło, jak w Polsce. A potem, ci nasi planiści i architekci budowali dalej. Zbudowali Bagdad i zbudowali np. Singapur. Wyszli od zaprojektowania wspólnej komunikacji, bazowali na tzw.planie ateńskim i tworzyli. W Polsce było trudno, bo jak wiecie mieliśmy np. Gomułkę, który sam z ołówkiem sobie projektował wszystko, ale w Azji panowała merytokracja, czyli decyzje podejmowali naukowcy i specjaliści, a politycy je tylko przyklepywali!
𓍙 ⛫ 𓉱 ⾕⟟ ♖ 𓉞 𖤣𖥧𓋼
Łucja tymczasem miała wykład o współczesnych Indiach. Rozmawiałyśmy o tym przez chwilę, a dziś zagadnienie wałkowałam dalej z Lilą:
I Łucja zastanawiała się, gdzie wypadalibyśmy w społeczeństwie kastowym- rozwinęłam temat.
Gdybyśmy były w Indiach, to bylibyśmy wysoko, bo niema degradacji, bo raz zajętą pozycję rodziny utrzymują.
To prawda. Ale w naszej rzeczywistości, gdybyśmy musieli nas jakoś w epokach historycznych umiejscowić to bylibyśmy zubożała szlachta.
Szlachta nie pracuje?
Raczej szlachta, która się nie ogarnęła. Izabela Łęcka i te klimaty. Wykształceni, ale bez środków do życia. Partia idealna, o ile zdecydujemy się na porzucenie własnych aspiracji.