Wiwat Święta!

  • Mieszko, czekaj! Zanim wyjdziemy z domu, zważmy się!
  • Waga pod kanapą?
  • Tak. Ja wchodzę pierwsza…. Qrde, jakoś dużo. 69? Pewna byłam, że zbiłam do tych 65… Spróbuj Ty.
  • 58.
  • Co?? Jak śmiesz ważyć mniej niż mamusia??? Albo wiem! Zawsze mogę być od Ciebie grubsza! Ha! Wygrałam!
  • Tylko, że mi się wydaje, że ta waga odejmuje. U dziadków ważę zawsze 2-3 kilo więcej.
  • Żartujesz, prawda??

Uszka nam się udały! No dobra, pierwsza partia (ta robiona bez wagi), wyszła trochę jak gruzińskie chinkali, czyli miała za TWARDE ciasto, ale wszyscy zjedli, albo przynajmniej SPRÓBOWALI. My z Lilką jesteśmy zadowolone, tylko chcemy za rok trochę podkręcić farsz dodając sos sojowy i zmieniając kolejność podsmażania składników farszu. Ciast było w sam raz i gdy tam jutro pojedziemy z Lilką, to makowiec JESZCZE będzie. Łucja dotarła z Miłkiem na Pasterkę, a dziś po śniadaniu zrobiliśmy sobie dłuższy spacer po mroźnym lesie. Z prezentów wszyscy są zadowoleni! Najważniejsze, w tym co dzieciaki dostały ode mnie, jest duża kołdra dla Mieszka i kołdra obciążeniowa dla Lilki. Dziadki tradycyjnie bardzo ucieszyły się z kalendarzy z wnukami (dotarły wczoraj rano) i nieoczekiwanego młynka do pieprzu. Była z tym cała wielka teoria spiskowa, bo ich się rozwalił i dziadek uważa, że JA zgubiłam jakiś element i dlatego im kupiłam nowy, LECZ to nieprawda. Mój, który mam od października, uważam po prostu za świetny i uznałam, że to co mają oni się całkowicie nie nadaje. Nie zabrakło także rzeczy najważniejszych, czyli książek, miękkich szalików, ciepłych rajstop i świątecznych skarpetek!

🎅 🎄 🎁 ✨Wesołych Świąt!

Trafiłam w necie na rolkę czepiającą się zwrotu „po świętach”. Bo od połowy grudnia stosujemy strukturę „a, to po świętach”. I przesuwamy co się da, na to PO ŚWIĘTACH. I podobno jest to dla wielu osób irytujące, że nie można się spotkać, umówić i nawet pracowe deadliny, są nazywane „po świętach”. Na spokojnie, „po świętach”. I bardzo jest mi ten zwrot bliski i ja też sporo na tę epokę PO przesuwam.

Już czuję lekkie zwolnienie, bo dotarliśmy do dziadków, prezenty popakowane, kreacje na wieczór wybrane, jedzenie już się robi, a dzieci są zaangażowane w różne świąteczne czynności. Lila, w kuchni, pomaga babci, Mieszko czyta dziadkowi esemesy i odpisuje na nie i tylko Łucja gdzieś się schowała i nie bierze w tych ostatecznych przygotowaniach udziału. Bez obaw, zaraz będę ją szukać i zrobię pogadankę o Christmas spirit, co to ogłosiła w aucie, że go nie czuje 🙂

Ja niezmiennie będę się upierać, że Święta są nam potrzebne. Bez nich grudzień byłby drugim listopadem! Każdy powinien wybrać z nich, to co jest ważne i to celebrować. Kochasz uszka? Zrób je. Uwielbiasz choinkę? Postaw ją sobie! Nie ma obowiązku trzymać się protokołu 13 potraw i oślepiającego czystością domu, ale jeżeli kochamy barszczyk to w ten jeden dzień, niech on będzie najlepszy na świecie. Warto cieszyć się i delektować się tym co jest dla nas kultowe i sentymentalne. Niezmiennie podziwiam i marzą mi się też święta, które jednoczą się nie tylko małżeństwa, pokolenia, ale też różne rodzinne gałęzie.

Nie mam żadnej świątecznej fotki, ale wkleję Wam NASZE ozdoby świąteczne, które będziemy na wieczór wybierać! 🙂

·꙳⋆𖢔𖠰𖢔·꙳⋆btw. jemiołę mamy!

Czasem sobie myślę, że gdyby miał powstać film o mnie, to byłby taka produkcja pokazująca biegnące nogi. Szarości w stylu Bergmana i dźwięk odbijających się podeszw. Bieg po chodniku przy jakimś murze, wbiegnięcie do biura, szum, inne biegające łydki, dużo światła, znowu szarości i biegnięcie przy murze, sklep, wózek sklepowy i baniaki z wodą (krótka migawka na tę postać kobiety z rosyjskiego malarstwa, która nosiła wodę w cebrzykach na pałąku przełożonym nad ramionami), znowu bieg, tym razem z pięciolitrowymi baniakami nad łydkami. Migawka (paro sekundowa) na jakiejś zielonej łące (spokój, pauza, wakacje, lato), znowu bieg, i potem siorbanie zupy u mojej mamy.

I dziś w tym biegu znowu siorbnęłam. Wlałam w siebie wybitną ogórkową i pomyślałam, że wspaniałe to uczucie, kiedy wypełnia Cię taki gorący i kwaskowaty wywar. A miałam ku temu okazję, bo razem z Mieszkiem i Lilą pojechaliśmy lepić uszka do babci! Nie zrobiliśmy ich jakoś bardzo dużo, nie są także specjalnie równe, ale jutro pojedziemy do dziadków rano i do Wigilii, będziemy lepić DALEJ! A czemu nie było z nami Łucji? Łucja kontynuowała szukanie prezentu dla Miłka. Bo WCZORAJ, nie znalazła, za to „po drodze” znalazła fajny strój (DLA SIEBIE) na Sylwestra. Tylko, że nie miała rajstop, które ma w domu. Dzisiaj więc pojechała ponownie w te same miejsce, ubrana już w TE rajstopy. A potem mogła kontynuować szukanie prezentu dla ukochanego…

polityczna rozgrzewka przed Wigilią

Jeszcze w Chinach dostałam alarmującego esemesa, że kończy się mój DOWÓD. TAM wszystko było w strasznym biegu, a oni mi taki bzdet przysłali! Od razu sprawdziłam, że to do LUTEGO, więc po mnie straszyć? Ale, co logowałam się do banku, to wywalało mi baner, że MÓJ dowód się kończy. Pomyślałam, że zajmę się tym PO świętach… LECZ wczoraj doczytałam, że jeżeli dowód się kończy trzeba złożyć wniosek PONAD 30 dni wcześniej! No więc dziś, w tym przedświątecznym wirze pojechałam jeszcze do gminy, żeby zostawić mój odcisk i nowy dokument ma być za miesiąc!

🧣🧸🎀🎄

Łucja pojechała szukać idealnego prezentu dla Miłka, Mieszko przez pierwszą część dnia odsypiał roraty, a z Lilą pojechałyśmy do sklepu po pomarańcze i śmietankę. Nie pieczemy ciast w tym roku, ale chcemy kupić makowca i zrobić tiramisu. Na „coś słodkiego” po śniadaniu w pierwszy dzień świąt planujemy natomiast cesarski omlet. Przepytywałam też Mieszka o czym rozmawiał z kuzynami (dwóch ma prawie dokładnie w takim wieku jak on), podczas tych dwóch dni z ojcem. I z jednym z nich gadali, o CZYM na ogól, kłóci się przy świątecznym stole? I było to dość ciekawe, bo Mieszko powiedział, że u nas NIE rozmawia się o polityce, bo dziadek czasem japinguje na jedną partię, ale nikt nie staje w kontrpozycji, więc temat się szybko kończy. Za to wczoraj u Diabla pojawił się temat imion dla dzieci. Temat zarzuciła przyrodnia siostra moich dzieci, która powiedziała, że jej podoba się Natalia. A męskich nie wie, ale chyba najbardziej Rafał. No i Diabli na to powiedział, że prawnuk Rafał na pewno ucieszy babcię. A na to moje dzieci zapytały: DLACZEGO? I Diabli odpowiedział, że Rafał Bążur. I bardzo to śmieszne.

🧣🧸🎀🎄

Upolowałyśmy z Lilą na zakupach tego wiralowego mysikrólika, który zdobył tytuł Najbrzydszej Tegorocznej Bombki. Cudny jest! 😀

🦌dzwonią dzwonki sań 🦌

Dziś rozsypał mi się grafik. Ruszyłam wczoraj z kopyta, dziś Diabli miał rano przejąć smarki, a ja chciałam zapakować podchoinkowe fanty i ruszyć do dziadków. Aaaale, Diabli z kuzynami ruszyli na śledzika (cieszę się bardzo, że już NIE jestem żoną i nie muszę się tym emocjonować), większość dnia odsypiał i po dzieci przyjechał gdy ja JUŻ pojechałam do dziadków. Prezentów oczywiście NIE zapakowałam, lecz spróbuję to zrobić jutro RANO, gdy Mieszko ruszy na roraty, a panny będą JESZCZE spać. I zaczynamy ten okres, który mnie irytuje równie mocno jak wakacje, gdy ja mam pracę, a towarzystwo mi siedzi na głowie. Dziś Lila miała OGROMNEGO doła, że nie jest ważna dla swojego rodzeństwa, Łucja rozpaczała, że nigdy nie będzie jej stać na własny dom, a Mieszko zgłosił, że chce zajmować się boksem (nie, absolutnie nie, zresztą ortopeda do 16 roku zabronił mu sportów siłowych).

🦌🦌🦌🦌

Z lekkich, około-świątecznych tematów, Łucja potrafi śpiewać jingle bell po persku (w tamtej wersji jest podobno coś o reniferach), zawiozłam Lutce mrożone grzyby i ubieraliśmy dziś u dziadków choinkę. Przeczytałam także tekst o łusce karpia, że tradycja łuski jest starsza niż chrześcijaństwo i to symbol dobrobytu!

🦌🦌🦌🦌🦌

Ekipa z wczoraj, zanim wsiedli do windy, gdzieś na mieście:

Kicz estetyką ludzi szczęśliwych

Mieszko od tego porannego wstawania, morza lekcji i ogólnej pogodowej aury, mi się rozchorował… Wczoraj wieczorem jak dotknęłam „moim czołem jego czoła” (ja jakoś ręką nie potrafię zmierzyć), odkryłam, że jest naprawdę gorący.

  • Czujesz jakie masz gorące czoło przy moim?
  • Czuję.
  • Na noc dam Ci tabletkę, ale może równolegle położysz się ze mną spać? Jak byłeś malutki to tak robiliśmy. Ja w nocy będę Cię przykrywać, jak się rozkopiesz.
  • Nie.
  • Ale jak mama śpi koło dziecka to wyciąga chorobę.
  • Nie.
  • Czy mój już NIGDY nie będziemy razem spać?!
  • Raczej nie.

Buuuu! Z dziewczynami czasem sypiam. Z Lilką całkiem często bo z niewyjaśnionych przyczyn lepiej się OBIE wysypiamy, a i Łucja czasem przyjdzie, położy się obok jak czytam książkę i zanim się zorientuję to ona zasypia. Ale, że z synkiem już się nie da, to STRASZNE!

🎄🎄🎄🎄

Diabli mi zabrał ekipę i DZIŚ przygotowałam świąteczny dom! Osadziłam choinkę, wyjęłam bombki, powiesiłam JE, zmieniłam obrusy, ubrałam małe choineczki w pokojach dzieci i z grubsza ogarnęłam całość. Jutro powinnam jeszcze odkurzyć, umyć łazienki, zamopować podłogi i dom będzie PRAWIE gotowy. Odkryłam także, że NIE mam światełek przed domem, do światełek w pokoju Mieszka brakuje bateryjek, ale jutro handlowa i rano pojadę do sklepu!

I z pewnością, ciekawi jesteście jak wygląda moja choinka, kupiona jak kot w worku? No cóż, TAKIEJ jeszcze nie mieliśmy. Wrzucam before (niżej) &after (u góry), ale na tej górnej fotce NIE widać, że stoi na takiej nóżce Baby Jagi, którą też obwiesiłam bombkami! 😀 Nie mieliśmy jeszcze takiego cuda!

dzień z MGŁĄ

  • Twój brat będzie dopiero w Drugi Dzień Świąt – powiedziała mi wczoraj babcia.
  • To dobrze się składa, bo wtedy będę tylko z Lilą – i pomyślałam, że wprowadzę mamie trochę szczegółów, żeby jej „pamięć krótką” stymulować – Łukasz zaproponował, żeby panny przyjechały do niego między świętami a Nowym Rokiem. Ale Lila nie chciała, za to Mieszko był chętny. I lecą 26-go jakoś rano, więc ich odstawimy i przyjedziemy z Lilą we dwie.
  • Ale na święta będziecie?
  • TAK.
  • A w niedzielę?
  • Tu też jest kombinacja. Jutro, w piątek przyjeżdża Łukasz, bo przyjeżdża Franczo z dziećmi. Pamiętasz? To ten jego kuzyn z Francji?
  • Pamiętam. Bardzo skomplikowane.
  • Nie bardziej niż zwykle. W piątek na chwilę wpadnie, ale dzieci bierze dopiero w sobotę. Bez nocowania, bo tam nie będzie miejsc. I na pewno spotkają się właśnie w sobotę, ale nie wiem jak będzie z niedzielą… Bo z nimi nie rozmawiałam o tym… Najwyżej ja przyjadę sama. Nie wiem kiedy rozkładamy się z pierogami, ale pamiętaj, że ja mam zamrożone świeże grzyby do farszu.
  • Ale na święta będziecie?
  • Tak – i już wiedziałam, że Lutka się wyłączyła, wiec czeka mnie ponowne powtórzenie wszystkich informacji.

Pięć minut później zadzwonił ojciec:

  • Co to znaczy, że dzieci NIE będzie na święta?!?!?
  • Będą.
  • To co mi matka mówi??!
  • Masz kalendarz przed oczami? To Ci wszystko wytłumaczę.
  • MAM w głowie. MÓW.

A ja MAM choinkę. Pojechałyśmy z Lilką, ja miałam GODZINĘ, żeby obrócić, a ponieważ wszyscy chcieli swoje rozpakowywać i oglądać (i to TRWAŁO), zapytałam, czy jeżeli zapłacę z góry, to mogę sobie TAKĄ ZAPAKOWANĄ zabrać. MOGŁAM, więc choinka, która jest wciąż w siatce jest naprawdę WIELKĄ niewiadomą (JUTRO rozpakuję). Btw. widziałam, że jest jakiś tegoroczny trend: „Kup najbrzydszą bombkę w sklepie” i nie chwaląc się TRENDSETTERAMI byliśmy od dawna! 😀

🪴irytacja dnia powszedniego

Muszę założyć sobie dwuetapową weryfikację na laptopie i telefon wymusił na mnie zahasłowanie go. Strasznie jestem z tego powodu nieszczęśliwa i chociaż znam doskonale WSZYSTKIE argumenty dlaczego ma to być mądra decyzja, to mnie to irytuje. To że system zakłada naszą bezwolność i beztroskę jako największe zagrożenia naszego życia, to gigantyczna teoria spiskowa! Z pewnością hakerzy czają się na mój zdebetowany rachunek i SEKRETNE wiadomości do dzieci. A, dobra, są też wyselekcjonowane profile tańczących latynosów na Instagramie, kilka aplikacji stacji benzynowych (uuu, ktoś może wykorzystać moje punkty na kawę – a nie, wróć, nie ma żadnych punktów) i naprawdę oskarowe piosenki na Shazzamie. Przełomowe informacje najwyższej państwowej wagi!

Z pozytywów zapakowałyśmy dziś z Lilką kilka prezentów….Btw. Cudowną kawę kupiłam dla dziadków (afrykańską i świeżo dla nas zmieloną), bo nie wiem czy kalendarze dotrą do świąt. Udały nam się także wyjątkowe naleśniki z serem a Łucja przywiozła przepyszne irańskie orzeszki z uczelnianej Wigilii!

🪴🪴🪴

  • Łucja, a możesz powiedzieć po persku: „Babciu, zrobiłaś bardzo dobry obiad”? – zapytała Lutka wnuczkę w niedzielę.
  • Mmmm… Mogę powiedzieć, że „moja babcia jest bardzo dobrą kucharką”.
  • No to poprosimy!

I Łucja powiedziała. I NIKT przy stole jej NIE zrozumiał i NIKT nie mógł sprawdzić czy powiedziała DOBRZE!

🔔A dziś sobie ponarzekam

Nie byłby taki przytłaczający TEN grudzień, gdyby tego świętowania było MNIEJ. Mikołajki i prezenty? Zryw na 6 grudnia i na 24-go. Ogarniania po drodze kurierów i paczkomatów nie zliczę (czy ktoś w ogóle chodzi jeszcze na zakupy NIE spożywcze w grudniu?) Warsztaty świąteczne? Ja byłam 2x! Po drodze Mikołajki z losowaniem w pracy (i tak jestem asertywna, bo obchodzę TYLKO w jednym zespole, a mogłabym w kilku) i w szkole (Łucja ogarnia sama, Lila nie obchodzi, lecz świętował Mieszko, który nawet chciał podwójnie bo jeszcze z kumplami). A potem cały grudzień te śledziki (może i bezalkoholowe, ale i tak trudno inaczej te spotkania około świąteczne nazwać). Nie znosiłam, gdy Diabli na to chadzał, ale nawet bez niego, TEGO jest dużo. Ja wczoraj, Łucja ma na uczelni dziś (rano byłyśmy w cukierni), Lila także wczoraj i nie poszła (kochane dziecko), ale dla równowagi Mieszko ma jutro i w piątek. Poskarżyłam się wczoraj ich ojcu na tę kumulację i że ja nie mam JAK cokolwiek mu kupić (ma przynieść ciasto i jednorazowe widelczyki), bo dziś od ósmej do 20-stej siedzę przed kompem, ale Diabli powiedział:Niech kupi sobie sam. Ma 15 lat. Przekazałam to młodemu i o dziwo był całkiem zadowolony z takiego rozwiązania. Morał z tego taki, że MOŻNA czasem sobie ten grudzień uprościć i wszyscy są z tego zadowoleni!

🔔🔔🔔

W kategoriach świątecznego cudu historyjka zza okna. Z Lilianą widziałyśmy! Otóż podjechała śmieciarka, a z tyłu gość (ten uwieszony jedną ręką przy kubłach) CZYTAŁ książkę. I nie mówcie, że pęd do słowa w narodzie ginie. OBIE widziałyśmy!

Miaukę Wam pokażę. W jej kalendarzu adwentowym miała na dziś woreczek z kocimiętką. Ależ to było szaleństwo!

Świąteczny ZEW

Miałyśmy z Lilą dziś akcję ratowniczą z czyimś pieskiem. Jechałyśmy autem (na siłownię, bo panna dziś nie szła do szkoły, a ja wychodziłam w drugiej połowie dnia) i środkiem drogi biegła taka biała kulka ciągnąc hałasującą smycz. Zwolniłyśmy (dwupasmówka w dość gęstej dwupiętrowej zabudowie) i jechałyśmy za nią. Z naprzeciwka jechały inne auta i wszystkie, GDY ta kulka gnała, się zatrzymywały. Same dobre auta i WSZYSTKIE stawały. Jeden koleś jakimś dostawczakiem NIE zwolnił i szybko wyminął jakiś takim niedużym łukiem. BURAK. Wszystko w nas wtedy zamarło. Oprócz niego, cały 500 metrowy odcinek, był pełen empatii, współczucia i chęci pomocy zwierzakowi. Pomyślałam, że spróbujemy TO złapać, ale kudłate cudo skręciło na jakieś osiedle i stanąło pod bramą. Zatrzymałyśmy się na awaryjnych i pobiegłyśmy do tej bramy. Była otwarta, wiec tylko pchnęłyśmy ją i piesek pognał do swojego domku.

Bardzo mnie poruszyła ta historia bo pomyślałam, że mieszkam między dobrymi ludźmi. NIKT (oprócz tego jednego pacana) nie chciał tego pieska skrzywdzić. Tak myślę, że chyba jest TAK, że jeżeli jest NAM dobrze, to łatwiej potrafimy dawać.

🤶🤶🤶

A w drugiej połowie dnia pojechałam na pracową Wigilię i chociaż szerokim łukiem omijam wszelkie integracje, to nie żałowałam, że się sprężyłam! I też pomyślałam sobie, że mam dużo szczęścia, że znam tyle cudownych osób, a śpiewane kolędy bardzo ładnie wprowadziły mnie w świąteczny nastrój. Nie mogłam go w tym roku złapać, lecz oto jest! Świąteczny ZEW!

kolędy, warsztaty makramowe i dużo wege jedzonka