ósemka

  • A wiesz synu, jak szłam z Bibs to jakieś chłopaki, pod szkołą, oglądały Twój rower. Chyba się podoba?
  • Wiem. Pytają się mnie czy dam się karnąć.
  • Karnąć? To od car? Czyli przejechać? Zgodziłeś się?
  • Nie.
  • Dlaczego nie?
  • Bo nikomu nie pozwalam. I wszyscy pytają się mnie, gdzie kupiłem. 🙂

Dzisiaj była ostatnia medyczna różnorodność na ten tydzień, czyli mój dentysta. Już jestem po, zabieg mówiąc ogólnie i enigmatycznie był nieprzyjemny, a szczękę mam sztywną. I byłam TAK przerażona, że jakaś końska dawka znieczulenia była potrzebna, bo pompowałam tę adrenalinę w takim tempie, że organizm ignorował mniejsze dawki. Mówią, że TERAZ przestanie mnie tak często boleć głowa, nie będzie bolała szczęka (a bywało ostatnio tak, że w nocy się aż budziłam) i nawet napięcie szyjne co to je mam od dwóch lat powinno puścić. Dziś nigdzie nie wychodzimy, bo chociaż mamy na głowie Matiego, JA się NIE nadaję na lansy. Podałam więc spaghetti oraz upiekliśmy babeczki ze śliwkami!

zaległości

  • Są Państwo naszymi pacjentami? – zapytał dok wczoraj, patrząc na rozebranego Mieszka.
  • Nie. Ortopeda?
  • Tak. Koniecznie. Jedna łopatka jest zdecydowanie na innym poziomie niż druga.
  • Jutro rano mamy wizytę. On ma dwie starsze siostry ze skoliozą, miałam nadzieję, że będzie prosty, ale też widzę, że coś mi się krzywi.
  • Bardzo nawet. To zdecydowanie jest skolioza…

Załatwiliśmy dziś dwie ważne medyczne sprawy! Przede wszystkim ortopeda z Mieszkiem. Kiedyś byliśmy, było okej i miałam się stawić ponownie za jakiś czas. Czas mi się wydłużył, bo byliśmy chyba jeszcze przed pandemią (?) i wizyta była na dziś. Zrobiony został rentgen, dok powiedziała: „Nie ma dramatu – proszę popatrzeć”, ale nawet taki medyczny ignorant jak ja, zauważył na czarno białym zdjęciu, że kręgosłup biegnie bokiem… Mamy już skierowanie do sanatorium – w poniedziałek będę to ogarniać.

Druga sprawa to Lilka. Gdy Mieszko wybierał wczoraj te minifigsy zadzwonił mój telefon, że zwolnił się termin u alergologa na dzisiaj. A ona od dwóch lat czekała na tę wizytę. Zapisałam ją i dziś panna miała robione testy. Alergię na pyłki ma, że hej, dok nawet powiedziała, że dawno takiej reakcji nie widziała i panna nawet od razu dostała lekarstwo w ambulatorium. Muszę teraz kupić preparat i będziemy się zapisywać na odczulanie.

Obie sprawy, choć może nie brzmią pozytywne, to uważam za dobrze załatwione (i bardzo się cieszę, że temat zaczął się toczyć). Lilka to nawet była przeszczęśliwa, że jednak ma alergię, nic sobie nie wymyśliła i będzie się z tym coś działo. Natomiast jeśli chodzi o sanato, to młodemu dobrze zrobi turnus rehabilitacyjny, bo ten chudy szkielet nie jest skażony żadnymi mięśniami.

Szczepienie!

  • Oooo, jak fajnie! Mieszko zaszczepimy Cię na hpv! – powiedziałam do lusterka w aucie, patrząc na tylną kanapę. Chwilę wcześniej w radiu powiedzieli coś co mnie ucieszyło.
  • No mogę. A co to jest?
  • To taka choroba, na którą już szczepiłam dziewczyny. Roznoszona drogą płciową.
  • Uuuuu, Mieszko… Choroba weneryczna…
  • Łucja, weź go NIE nakręcaj. Chodzi o chorobę, na którą chorują kobiety, a nosicielami są mężczyźni. Ciebie też będzie to chroniło, ale korzyść procentowa jest bardziej po stronie kobiet. Twoje siostry są już zaszczepione, a np.w Australii są zaszczepione wszystkie dzieciaki.
  • No okej.
  • Dobra. To ja TO jutro sprawdzę.

Wracaliśmy w niedzielę od dziadków i w radiu usłyszałam o programie bezpłatnych szczepień na HPV. Szczepiłam na to dziewczyny (Gardasilem) i kosztowało to wtedy BARDZO dużo. Planowałam zaszczepić również Mieszka i tak naprawdę ucieszyła mnie informacja, że taka opcja JEST. Rejestrujemy się na e-pacjencie i wybieramy datę (chłopców szczepią Cervarixem). Nie ma zainteresowania tym szczepieniem- nam pasował czwartek od 13:10 i dostaliśmy zestaw wszystkich możliwych godzin. Programem objęte są dzieci z 2011 i 2010 roku, ale starsze RÓWNIEŻ mogą. My, drugą dawkę mamy w marcu!

wjazd do przychodni
szczepienie
odczekanie 20 minut PO!

Po takiej przygodzie pojechaliśmy do sklepu z klockami i młody wybrał sobie mini-figsy. Dwa opakowania. Trick polega na tym, że teraz jest seria z Marvela, opakowania są w kartonikach, lecz każda figurka ma INNĄ wagę. Więc w sklepach można poprosić o mini-wagę i ważyć kartoniki, żeby wybrać tę, którą się chcę. TAK też zrobiliśmy i mamy dokładnie DWIE, o których Mieszko marzył! 🙂

w zeszyciku będzie

Lilianie zepsuł się telefon. I okej. Był najstarszy w domu – miał do tego prawo. I panna postanowiła, że ona go kupi sobie sama, a kasę (potem) jej zwrócimy. Też dobrze, bo [chwilowo] nie ma za co. I z tej okazji po raz kolejny doprowadziła mnie do szału… Model długo był wybierany, oglądałyśmy na miejscu w sklepie inne kolory, radziłyśmy się konsultanta, ale się udało (zamówiono, opłata przy odbiorze)… I panna miała SAMA sobie za niego zapłacić. Do tego momentu wszystko szło w miarę gładko, lecz w przy kasie okazało się, że panna NIE może zapłacić, bo ustawiła sobie limit płatności dziennych na 250 pln. Limit można zdjąć w aplikacji, ale nie było telefonu… Można go też ściągnąć po zalogowaniu się na stronę banku, ale (uwaga) panna nie logowała się do swojego konta NIGDY przez komputer, a wszystkie hasła (absolutnie wszystkie łącznie z librusem i adresami meilowymi) ma zapamiętane w notatniku na KOMÓRCE. Której, jak pamiętamy, nie ma! Co więcej przy aktywacji konta w banku, nowe hasła są przysyłane ESEMESEM. Jakież to było kombinowanie, żeby to wszystko zadziałało! A to NIE jest pierwsza tego typu sytuacja, dawno temu podała NIEPRAWIDŁOWY meil przy egzaminach ośmioklasisty (to RÓWNIEŻ była duża akrobacja, by się dostać do wyników) i NIC ją wtedy to nie nauczyło!!! Niemniej jednak telefon już ma, chciała jeszcze by naprawić stary, żeby odzyskać meile, ale NIE będziemy naprawiać telefonu, który już notabene został rozkręcony przez jej brata… Założymy natomiast ZESZYCIK z hasłami niczym zbliżający się do setki seniorzy.

Wschód słońca. Gdy jechałyśmy rano z Łucją, to nad rzeką były mgły. Dawno temu, gdy mieszkałam na południu Polski i mieliśmy tuż obok rzekę SAN, to też uwielbiałam te jesienne poranki, kiedy mgła wszystko rano owijała.

ŁAD

Łucja przeczytała „Zbrodnie i Karę”. Dobrze! Mam świadomość, że uczniowie czytają głównie bryki i streszczenia- rozumiem to, bo tych rzeczy do przeczytania jest sporo, więc wymagam, że powinni przeczytać 3-4 lektury, by MIEĆ do czego się odwołać na maturze. U Dostojewskiego jest wszystko: relacja rodzic-dziecko, poczucie winy, obowiązek wobec państwa i społeczeństwo. W streszczeniach nie złapałaby beznadziei i zła, a tak jest tym zdruzgotana. Natomiast temat odpowiedzialności karnej często nam się ostatnio przewija w rozmowach. Spotkałam np. na psim spacerze gościa, z którym najpierw gadaliśmy o polityce, a potem o więziennictwie, bo u nich teraz mieszka bratanek żony, który w tej branży pracuje. A jeszcze wcześniej mieliśmy przygodę na lotnisku, której nie znacie… Otóż, gdy wracaliśmy z Rygi, dzieciaki przeszły odprawę przede mną. Ja miałam wszystkie telefony i torbę ze sprzętem (aparat i obiektywy). Z nabożeństwem i ostrożnością wykładałam je do tych plastikowych kuwet i wyprzedziło mnie dwóch gości, którzy byli częścią większej grupy. Grupa była męska, w militarnych strojach i miała bardzo dużo sprzętu. Dronów, laptopów (takich jak gamerskie, bo w mocnych metalowych obudowach) i metalowych walizek. Ja byłam między nimi i to tak wychodziło jakbym była z nimi. I zrobiło się nieprzyjemnie przy tych bramkach. Na jednym laptopie była wielka naklejka z napisem Doniecka Republika/albo Niepodległy Donieck (coś w tym stylu) i była to naklejka w kształcie miasta/regionu w kolorach Flagi Rosyjskiej (Rosja nie zaakceptowała faktu, że Donieck jest Ukraiński), a ci goście wyszarpywali celnikom komórki. W tym wszystkim tkwiłam JA, która RÓWNIEŻ załapałam się na wyjątkowo szczegółową kontrolę (lampy na podczerwień, obszukiwanie przez celniczkę oraz sprawdzanie toreb i butów). Dzieci stały przerażone, ale nawet nie bardzo jak było wytłumaczyć, że ja jestem osobno, bo tam zrobiło się TAKIE napięcie, że przez krótkofalówki wzywano dodatkowych strażników!!! Niemniej jednak WYDOSTAŁAM się, tylko towarzystwu potem tłumaczyłam, że oczy wokół głowy, trzeba mieć zawsze ⭢ by w ZŁEJ kolejce nie stawać… ALE jak nam się to już przydarzy warto taki incydent potraktować jak PRZYGODĘ!

A tymczasem DZIŚ pozbyłam się starego roweru Mieszka i… uprałam CZĘŚĆ kanap! Najpierw uprałam poduchy i siedziska, ale różnica była TAK ogromna (niemalże dwie różne tkaniny), że zdjęłam również oparcie i pierze się właśnie pierwsze (na metce było 40 stopni i tak wrzucam do pralki). Ależ to był wspaniały pomysł te kanapy ze ściąganym obiciem 🙂

BO po niedzieli ZAWSZE jest poniedziałek

  • MOJA skóra wie, że jutro poniedziałek.
  • Skąd taki pomysł, Lila?
  • Bo jest niedziela wieczór i ona JUŻ jest gorsza.
  • Powinnaś się przyzwyczaić, że po niedzieli jest poniedziałek. ZAWSZE. I tak już będzie. 🙂

Mam koleżankę, która kiedyś się oburzała, że co wrzesień to rodzice w pracy rozpaczają ILEŻ to kosztują podręczniki. I mogliby się już przyzwyczaić, a nie co roku ta sama drama 😀 I właściwie to tak! Jeżeli kogoś ten temat nie dotyczy, to taki boomerang zagadnieniowy jest irytujący. Opowiedziałam tę historię Lilianie, bo tu nie ma co dramatyzować i zwyczajnie trzeba się z tematem zaprzyjaźnić.

Poniedziałek. W tym tygodniu mamy dwie wizyty lekarskie, jedno szczepienie i jedno zebranie. Zebranie jest u Łucji i na nie NIE idę. Panna uważa, że nie muszę, bo zebranie ma być o wyjeździe na euroweek, czyli wycieczce po Europie na którą w przyszłym tygodniu jedzie jej klasa. Ł. nie jedzie, bo deklarować się trzeba było na wiosnę, a wtedy BYŁ plan na zmianę szkoły. Mają też być rozdawane jakieś zgody, ale ma je wziąć od wychowawczyni i ja je w domu podpiszę (jutro je zaniesie). A o tej porze, w poniedziałki, jeździmy akurat na rehaba. Mamy już plan lekcji i dwa dni w tygodniu będę pannę najstarszą odwoziła, bo ma lekcje na godzinę zero, która we wcześniejszych latach była zarezerwowana na zajęcia dodatkowe typu religia czy etyka. Godzina zera to siódma i to oznaczałoby bycie na dworcu chwilę po piątej, czyli pobudkę o… czwartej. NIE ma takiej potrzeby – wygląda na to, że w TYM roku będę mogła ją ZAWSZE o tej porze, na te lekcje zawieźć. Lilka ma plan dziwny w taki sposób, że każdego dnia ma po osiem lekcji, oprócz piątku, kiedy ma DWIE. Ze spraw domowych najważniejsze na ten tydzień jest pranie kanap. Zdjęłam już z jednej poduchy i obicia i spróbuję to WYPRAĆ, w pralce… Jeśli przetrwa to TO samo zrobię z drugą kanapą. Jest to natomiast konieczne, bo na kanapach SYPIA pies i one przesiąkają JEGO zapachem. Kanapy lubimy, Mieszko ostatnio po powrocie ze szkoły opadł na nie i powiedział, że je UWIELBIA, więc MUSZĘ je odświeżyć.

Pokażę Wam wielki wycieczkowiec, którymi nam wczoraj spamował Diabli. Był w Hamburgu na wydarzeniu z takimi „statkami” i jest to coś niewiarygodnego. Oni się teraz reklamują, że na takim pływającym mieście jest doskonały Internet i można tam pracować w Home Office. Niektóre rejsy trwają pół roku (i to wcale nie jest jakos strasznie drogie) i w sumie TAK też można żyć.

ciepły miesiąc wrzesień

Zapakowaliśmy jarmarkowe zdobycze i pojechaliśmy na niedzielny obiad do dziadków! Pojedliśmy, pogadaliśmy (tłumaczyłam im kim jest C.Derpieński w kontekście, że moim zdaniem to kolejny, w sumie genialny produkt, który oparł swój sukces na stylizowanej głupocie) i wróciliśmy do domu – wyjątkowo BEZ postoju w lodziarni, bo WSZYSCY mają na JUTRO coś zadane! Czekam teraz tylko, aż Lilka skończy lekcje i będziemy sobie dalej oglądać Małą Syrenkę – jest na Disneyu i doszłyśmy do wniosku, że nie można potępiać BEZ obejrzenia.

  • Mamo, Mieszko się pyta czy może całkowicie rozłożyć mój telefon.
  • Może Lila. I tak już się do niczego nie nadaje. Nie wiem czy to nie jest jakieś toksyczne, ale może uda mu się go na chwilę uruchomić i przynajmniej odzyskamy dostępy do kont.

(chwilę później)

  • Lil, no i jak? Udało się naszemu ELONOWI odpalić ten złom?
  • Ten Elon to taki w stylu Łukasza. Odłączył ekran i powiedział, że NIE może NIC zrobić bez odpowiednich narzędzi.

😀 Rzeczywiście Diabli do sprzętu podchodzi priorytetowo…

Smakowiście!

Zawsze na początku września, w Lublinie, odbywa się Festiwal Smaku! Byliśmy już na tej imprezie w 2016 roku, a wyszło tak, że w stolicy Lubelszczyzny, TEGO lata nie byliśmy. Wtedy tematem była Gruzja, było to przed wojną oraz pandemią i rozmach imprezy był chyba większy. Na każdej ulicy stały gotujące się garkuchnie i cała starówka była spowita zapachami. Teraz tego było zdecydowanie mniej, chociaż temat TEJ edycji jest DOBRY. Renesans i jego kuchnia. Plus było strasznie gorąco, więc najbardziej interesowały nas napoje… Niemniej jednak kupiliśmy gryczaka, jaglaka, mini-cebularze, która Łucja chce zamrozić i podgrzewać sobie przed szkołą, a także kilka arabskich przypraw. Skończył nam się np. kardamon i woda różana, którą dodaję do gofrów. Dzisiaj też odbywa się Narodowe Czytanie, które niezależnie od ekipy sprawującej władzę, jest bardzo fajnym wydarzeniem promującym czytelnictwo. W trzech miejscach Lublina wpadliśmy więc na osoby czytające NAD NIEMNEM, bo taką właśnie lekturę wybrano na ten rok. Wycieczka się udała, Lublin to bardzo ładne miasto i zdecydowanie warto tam zaglądać! 🙂

ja i kwas z kija 🙂
Narodowe Czytanie
portal ciągle stoi i ludzie WCIĄŻ do siebie machają 🙂
Łucja i podpłomyk z humusem
lemoniady

Czarny napój nie wygonił szarości z jej duszy

-Max Czornyj, Ślepiec. Dobrze mi się słucha tego audiobooka. Wątek kryminalny jakoś mnie nie porywa, ale jest dużo takich miłych skojarzeń i porównań. Było np. o torturach hałasem, które to przydarzało się w cesarstwie chińskim, a później podczas przesłuchań żołnierzom amerykańskim i rzeczywiście hałas to to okrutne narzędzie.

Piąteczek! Dzisiaj ważny dzień, bo Mieszko kupił sobie rower. To było JEGO planem na to lato i tak czekaliśmy aż przecenią (jesiennie) rowery i młody sobie kupi. Rok temu, na jesieni, w ten właśnie sposób rower dostała Lilka, no a teraz jego kolej. Dotychczasowy by zdecydowanie za mały, wszyscy kumple mieli już większe i nawet nie lubił na tym poprzednim już jeździć. Nowy wybrał sobie sam i czekaliśmy na niego bardzo! Już pod sklepem ustawił się z kolegami i pojechał się polansować. Tu macie rolkę z PROCESU kupowania… (Giovani&bicicletta).

Samomówienie

Miałam egzamin i nie rozłączyłam się po jego zakończeniu. Procedury są takie, że nagrywane są wszystkie spotkania z uczniami, a po ich zakończeniu musimy się rozłączyć. Odłączył się od tego mojego wirtualnego pokoju uczeń, lecz zeszła do mnie na dół Liliana, zaczęła gadać, o tym jej smutnym życiu dziecka żyjącego wg zasad lat ’80-tych (ale DZIĘKI braku komórki ona BŁYSKAWICZNIE zasnęła!) i przeoczyłam to. W międzyczasie wypełniałam protokół, potem jeszcze coś jej w kalendarzu pokazywałam i ocknęłam się, że włączone jest cały czas nagrywanie. Zimny pot, czy ja CZEGOŚ nie powiedziałam i na wszelki wypadek te PÓŁ godziny live-a OBEJRZAŁAM. Merytorycznie NIC mi się nie wymsknęło, lecz przeżyłam SZOK jak ja wyglądam GDY coś robię. JA cały czas, gdy coś piszę, MÓWIĘ do siebie. Powtarzam te same słowa, czytam ponownie na GŁOS, zapętlam się… DRAMAT. Jakbym coś krzywo pod sufitem miała… Baa.. widzę TERAZ, że nawet TERAZ pisząc mówię. Mocno to nagranie przeżywałam i nawet wylałam też żal do Diabla:

  • Ty wiesz, jak ja koszmarnie dziwna jestem gdy coś robię na kompie??? Ja chyba już nie nadaję się do pracy między ludźmi. NIE miałam pojęcia, że jest tak ŹLE.
  • Ale Ty zawsze mówiłaś sama do siebie. To nic nowego.

??? A jednak szok.

Macie Mieszeczka. Dziś uczyłam go jak zrobić pierś kurczaka z ryżem i z marchewką. Chciałabym, że do końca roku umiał sobie coś SAM zrobić. Marchewka nam się raczej nie uda, bo sobie palce poucina, ale resztę MOŻE opanuje. Btw. gość dziś dostał wyniki z angielskiego z egzaminu dzielącego ich na grupy. Jest najlepszy w klasie, ex aequo z dziewczynką z Wietnamu, która jest dwujęzyczna. I zgłosił się na przewodniczącego klasy. NIE został wybrany, lecz jestem bardzo z niego dumna, że PIERWSZY w domu okazał się takim szkolnym aktywistą!