Środa- jogurt z FIGAMI!

  • Mamo, rozwalił mi się telefon. Dlatego nie zadzwoniłam, że już jestem na stacji. -ogłosiła Liliana po wejściu do domu.
  • Nieee…. Jak to się zepsuł? Nie da rady go odpalić?
  • Nie. Bateria 100%, automatycznie się wyłącza zaraz po włączeniu. Ten dzień źle się zaczął i od razu wiedziałam, że coś się wydarzy.
  • Dobra, i tak długo działał. A dzień NIE zaczął się źle. Pyszne śniadanie Wam zdążyłam zrobić. A z Twoim fonkiem to wisiało nad nami, tyle, że miałam nadzieję, że damy radę do października… Mamy jakiś zastępczy w domu?
  • Nie. Zużywamy wszystkie tak, że się rozpadają całkowicie. Moglibyśmy wymieniać je wcześniej to byłby jakiś rezerwowy w domu. Wszystko przemyślałam. Jutro idę do szkoły z zegarkiem Mieszka, bo to straszne nie wiedzieć ile do końca lekcji. Będę jak dziecko w latach ’80-tych
  • A w klasach nie ma zegarów?
  • Nie ma. Znaczy się są, ale nikt ich nie nastawia, bo zakłada się, że wszyscy mają komórki. To nie jest tak jak w Twoich czasach, że w każdej klasie był sprawny zegar.
  • Za moich czasów w każdej klasie było godło, a nie zegar. A od ogólniaka jeszcze krzyż.
  • A portret Stalina?
  • Aż TAK stara nie jestem! 😀

Wtorek- dzień omleta!

Mam nadzieję, że ogólny zarys planu tygodnia JUŻ zostanie, a jeżeli tak, TO we wtorki będę robić pannom duże śniadania. Dla Lilki to dzień, kiedy ma najwięcej lekcji, a Łucja wychodzi na tyle późno, że dam radę i w nią coś wepchnąć. Mam też krótkie okienko, w którym mogę podjechać na rynek i dziś kupiłam jesienne truskawki (zjedzono je z makaronem!), słonecznik, cukinie i pomidory. Strasznie drogie są jabłka i ziemniaki, ale TEŻ je mamy i jutro będzie warzywna uczta. Wczoraj w tym „kreatywnym tworzeniu kolacji z niczego” wykombinowałyśmy z Lilką kaszę jaglaną z kapustą pak-choi i było to bardzo dobre połączenie (kasza jak to kasza, a do do tego na wierzch podsmażona na oleju sezamowym kapusta z imbirem).

Byłam również w bibliotece, bo Łucja ma pierwszą lekturę i dziadek z pewnością ma tę książkę, ale to może być jakieś kolekcjonerskie wydanie (panny powiedziały, że „z autografem Tołstoja i imienną dedykacją dla dziadka” – tak wiemy, że Zbrodnia i Kara to Dostojewski i że OBAJ żyli PRZED dziadkiem), a przy okazji pożyczyłam sobie dwa kolejne audiobooki (Max Cziornyj i Cixin Liu). A ponieważ pod biblioteką NIE ma gdzie zaparkować pojechałam tam na rowerze i przyszło mi do głowy, że dopóki CIEPŁO to raz dziennie muszę się na dwukołowcu przejechać, bo to przyjemne.

Poszli!

Najpierw Lilka, potem Łucja, a na końcu Mieszko. Po tych wszystkich roszadach Łucja powitała nowy rok szkolny w swojej… starej klasie. Nie udało nam się załatwić przeniesienia do innej szkoły, chociaż całe lato jeździłam z tymi papierami. Wyglądało to tak, że Łucja siedziała na spottedach różnych szkół i gdy pojawiało się info, że ktoś zmienia szkołę i w jego klasie ZWOLNIŁO się miejsce, ja tam (z kolejnym podaniem) jechałam. Docierałam na miejsce i witała mnie górka PODAŃ jak przy staraniach o pracę, na szczycie której lądowało kolejne (NASZE). Za każdym razem przygotowywałam ten sam zestaw dokumentów (świadectwo 1 i 2 klasa, świadectwo z ósmej, wyniki egzaminów z ósmej, list polecający od wychowawczyni, certyfikaty językowe jakie panna zdobyła wraz ze spersonalizowanym pod konkretną szkołę podaniem). Czasem patrzyli na egzaminy ośmioklasisty i nawet nie przyjmowali dokumentów. Dziś rano dzwoniłam jeszcze do dwóch szkół, gdzie ta decyzja mogła być inna, lecz TEŻ nie została panna przyjęta. Leszcze. To mógłby być najwspanialszy absolwent w historii ich murów! W piątek Łucja napisała meila do wychowawczyni, że nie chciała rezygnować z rozszerzenia które wybrała dwa lata temu i nie udało jej się znaleźć szkoły, która ma dokładnie taki sam układ. I nowy rok zaczyna z nimi… Ta jej odpisała, że bardzo się cieszy, że Łucja zostaje! Kochana z niej babka! Inna sprawa, że szkoły SĄ przeładowane. Składałam np. podanie do szkoły Lilki (tu miałam dobre argumenty, że w ten sposób DAŁABYM radę być na zebraniach) i tam nie było miejsc (też nawet nie przyjęli). W klasie Liliany jest 34 osoby, powinno być 32 i GDY są wszyscy, ci w ostatnich rzędach siedzą na podłodze, bo nie ma dla nich ławek. A klas pierwszych przyjęto w tym roku u niej DZIEWIĘĆ!!!

Niemniej jednak co w tym wszystkim najważniejsze, Łucja ma dobry humor. Cierpiała gdy uświadomiła sobie, że pan z matematyki, z którym co roku mamy przeboje, będzie triumfował, że do niego wróciła, ale może jakoś to się poukłada?

Dziś, kiedy przez tę krótką chwilę byłam sama zajęłam się MOIMI formalnościami, bo mi się zmienia forma zatrudnienia, więc będzie z tymi większe zamieszanie, ale z tego akurat się cieszę. Jutro czeka mnie drukowanie jakiś arkuszy i może wizyta z ZUS-ie, jeżeli nie uda mi się do nich dodzwonić. Rok szkolny ruszył więc pełną parą, do końca tygodnia mają być jeszcze upały, ale już dziś WYJĘŁAM pierwszy SWETEREK!

14 godzin przed

  • Mieszko, a gdybyś wybierał typ samochodu dla siebie? Jaki rodzaj auta byś wybrał? Bez marek? Jeep? Suv?
  • Zdecydowanie sportowy. Kiedyś jak będę miał rodzinę to jakiś większy, duży, ale najpierw sportowy.
  • Fajnie. A jakie by to było auto? Powiedzmy nie masz ograniczeń?
  • Supra MK4.
  • Wow. Extra. Nieźle, że wybierasz takie auto! Porsche, subaru, lambo? Nissan?
  • Subaru też mi się podobają. Nissany niektóre też.
  • A co z passatami? A może Audi?
  • Passaty to volkswageny.
  • Tak, ale nie chciałam tak mówić, żebyś nie miał skojarzenia golf.
  • Nie. Zupełnie nie.

Podoba mi się to. W sumie to nikt z nim nie odbywał rozmów o autach, a on jakoś w międzyczasie wyrobił sobie własne zdanie 🙂

Kilka godzin przed godziną zero. Wybieramy galowe stroje (Łucja i Mieszko wiedzą co, ale z Lilką to jeszcze CHWILĘ potrwa), a po obiedzie u dziadków wpadliśmy do naszej ulubionej lodziarni. Na żywo grała włoska muza, a w kolejce po lody staliśmy GODZINĘ. Ale tam zawsze się stoi 🙂 Ja wzięłam tym razem czekoladowe z gorzką czekoladą i to miało posmak pomarańczy. Ależ ja lubię to połączenie!

A może by tak ognisko jakieś, tej jesieni?

  • Och, Lila w tyle miejsc chciałabym z Wami pojechać!
  • To jedźmy.
  • Ale za co? Najbardziej bym chciała mieć jakiś stały pasywny dochód. Wtedy by sie to się udało…
  • Musisz to wykombinować. Ja muszę za to zdać maturę.
  • Nie wiem kto ma łatwiej…
  • Chcesz się zamienić i zdawać poszerzoną matmę?
  • NIE. NIGDY!!! 🙂

Tymczasem pobiegałam, a później towarzystwo zabrałam do dożynki. Taką mamy porę roku, że imprez tego typu sporo, więc pojechaliśmy! Tu macie rolkę, bo nareszcie załapałam się na to video 360 stopni, co to jest hitem na weselach. ŻADNE dziecko nie zeszło do mojego poziomu i NIE stanęło na tym podnośniki OBOK, więc jestem sama. I tak zachowywali się lepiej niż Mati, który zaraz gdy tam weszliśmy zapytał: Czy to już ten moment, że można zacząć marudzić, że chcemy już wracać??

No to WRZESIEŃ!

  • Wiesz mamo, w sumie to cieszę się, że już zaczyna się szkoła, bo trochę się nudziłem.
  • Tak mi się właśnie wydawało Mieszeczku.

On to jednak jest podobny do Łucji 🙂 Nudno MU bez innych ludzi! Kupiłam już syneczkowi zeszyty, a właściwie to kupiliśmy, bo on lubi wybierać, a ja po raz kolejny powtórzę, że DOBRZE mają te dzieciaki teraz, że te zeszyty takie różnorodne. Młody lubi graficzne wzory (dolny szereg), Lilka wybiera okładki, na których DUŻO się dzieje (środkowy rząd), a Łucja szuka takich w określonym stylu (najwyższy). Dla każdego coś innego! Plecaków nie kupujemy, buty zmienne to będą któreś z letnich, farbki, kredki, długopisy są z lat poprzednich. Panny potrzebują książki, ale to za tydzień będziemy kompletować. Poniedziałkowe godziny rozpoczęć roku już znamy, a myśląc o kulturalnej jesieni zaplanowałAM nam atrakcje na dwa wrześniowe dni. Skosiłam trawę, przycięłam sobie palucha sekatorem (jakiś taki mam beznadziejny, bo regularnie sobie przycinam), a rano na spacerze z Bibs pogadałam z jedną znajomą. Jej dzieci też są wyjątkowo radosne na myśl o początku roku szkolnego!

Teraz natomiast, siadłam na podłodze z laptopem, bo za chwilę mam ostatni w tym roku (na tych wakacjach) niemiecki. Na wyświetlaczu laptopa powitał mnie widoczek z Kolumbii Brytyjskiej, co to jest regionem, który mocno podglądaliśmy TEGO lata, i przylazła do mnie psa. W ekranie odbijają mi się plakaty, które mam za plecami i naprawdę cieszę się, że nadchodzi kolejny szkolny sezon! 🙂

kołowrotek

  • Synu, ubieraj się. Jedziemy.
  • Gdzie?
  • Do dwóch ogólniaków złożyć podanie dla Łucji, a ja nie mam gugiel map.
  • Ok.
  • Jak zdążymy przed dentystą Lilki to wpadniemy do Biedry po zeszyty dla Ciebie.

Nie zdążyliśmy. Taki mam kocioł przez ten przenosiny do innej szkoły, że szok. NIE ma miejsc nigdzie, a pod koniec lata narobiło się korków, a NIE skończyły się roboty drogowe, więc wszelkie przejazdy trwają długo. Jutro znowu ruszymy, bo jeszcze jeden pomysł nam do głowy przyszedł, ale przy tej szamotaninie doszłam do wniosku, że Lilka, po drugiej klasie, SZKOŁY zmieniać NIE będzie. I zła jestem na tę Łucję bardzo. Tłumaczyłam dziś Diablowi, że nie rzucasz pracy, bo CHYBA wygrałeś w lotto. Jak wygrasz to rzucisz. Do tego czasu siedzisz cicho i się nie wychylasz co to Ty nie zrobisz! A tak mamy napięcie i nerwy, a ja też mam moje obowiązki, że o sprawach domowych nie wspomnę. Na obiad wyrobiłam się tak, że podałam budyń z jeżynami i jabłka w cieście, więc zakładam, że wszyscy podobnie jak ja są już głodni.

Tymczasem panna najstarsza wróciła z Krakowa! Pojechali tam na urodziny Matiego – to był taki wyjazd niespodzianka (miał być na dworcu z plecakiem), bo Łucja zabrała go do VIP kina! Są takie wynalazki w Polsce dwa (Wrocek i Kraków), gdzie nie dość, że oglądasz film w małej sali (wybrali „Gran Turismo”) to jeszcze masz nielimitowane KINOWE jedzenie: pop-corn, nachosy z sosami i napoje. Poszli również tradycyjnie do Mangga Cafe na wystawę, glony oraz ramen i chyba głównie się włóczyli. Nocleg mieli w airbnb, a wrócili zadowoleni oraz PRZEZIĘBIENI.

Lato 2023- edukacyjne!

Drugi dzień pada, lato się chyba z nami żegna, więc czas na podsumowanie! Stylistyczne już wrzuciłam na szafę, a teraz tak ogólnie! Było to kolejne najcieplejsze lato w historii, ale przydarzały się też nawałnice, grady i podtopienia. Dalej trwała wojna na Ukrainie, choć doszły incydenty tajemniczych zniknięć polityków po stronie rosyjskiej. Rodziły się bliźniacze zwierzęta: parę dni temu dziko żyjąca rysica miała ponad ponad przeciętną ilość młodych, a w lipcu to samo wydarzyło się rodzinie czarnych bocianów. Zaczęliśmy się bać sztucznej inteligencji, za to ogłoszono koniec stanu epidemiologicznego związanego z Covidem. Na początku czerwca był marsz w obronie demokracji i w sumie to temat nadchodzących wyborów nieźle nas nakręcał. Regenerowały się dalej Łucji plecy (pozbyliśmy się gorsetów) i lato jest bardzo potrzebnym elementem terapii. Remontowo poprawiałam mój ogródek i podoba mi się osiągnięty efekt. Jeśli chodzi o dom, to duma, że uszczelniłam po raz kolejny strych i elegancko odświeżyłam białe ściany.

Mieszkańcy południa Europy wypoczywali na północy, a Zakopane okazało się odkryciem dla turystów z Dubaju. Brzmiało to wszystko niewiarygodnie, lecz obie informacje miałam potwierdzone z pierwszej ręki. Udało mi zrobić grilla (pierwszy raz od wielu, wielu lat) i pojechałam pierwszą w życiu integrację! Cieszy mnie nasza cykliczna już wyprawa nad morze, bardzo udała się nam wyprawa na Podlasie i zaskakująco miła była Ryga. Podoba mi się, ze dzieci widzą potrzebę realności i cenią takie migawki jak kontakt z przypadkowymi ludźmi. Przejazd trolejbusem, gdzie ktoś śpiewa dziecku kołysankę, zetknięcie z kontrolerem biletów, rozmowę z gburowatą panią w okienku. To wszystko tworzy szerszy obraz danej kultury i to wyjątkowe, że oni nie nakładają słuchawek i nie wyłączają się na to, lecz to chłoną. Z tatą dzieci były w Czechach (Karlove Vary) i w Niemczech (Drezno, Lipsk), a Mieszko dotarł nawet do duńskiego Legolandu (czyli jest ich wynik max w ilości odwiedzonych na wakacje krajów).

Było edukacyjnie. Najważniejszym wydarzeniem lata była wyprawa Lilki do Kanady. Przeżywaliśmy ją długo przed wyjazdem, w trakcie i cały czas jest to temat, do którego wracamy. Na kursie języka niemieckiego w Hamburgu były obie panny, a Mieszko był na konwencie kultury japońskiej, gdzie wziął udział w wykładach. JA to w ogóle odleciałam z tą ilością kursów języków obcych i miękkich szkoleń tego lata! Mamy też edukacyjny motyw przewijający się całe lato, czyli zmianę szkoły u Łucji, która dodajmy: w lecie pracowała!

  • Trend: SAMOZBIORY! Ależ to było dobre! Zbieraliśmy wiśnie i jagodę kamczacką. Miała być też borówka, ale nie wyrabiałam się w przebieraniem. Nie dotarliśmy za to po raz kolejny na plantacje lawendy!
  • Jedzenie: Szparagi! Zawsze wałkowaliśmy je w jeden sposób i bez specjalnego zachwytu, za to w tym roku pojawiły się w nowych wersjach: jak dla mnie zdecydowanie wygrywają takie z anchois!
  • Owoc: wiśnia. Dostałam wino z wiśni, nalewkę z wiśni i narobiłam słoików z dżemami TYLE, że może starczy do stycznia?
  • Deser: semifreddo. Przypomniał mi się w środku lata i warto, żebym pamiętała o nim w przyszłym roku. Tradycyjnie dużo było też serniczków.
  • Innowacja kulinarna: przestawiliśmy się na duże kubełki jogurtów. Takie litrowe. Kupujemy już wielkie wiaderka twarogu, pięciolitrowe baniaki wody, a teraz też jogurty. Tak jak już pisałam: nie wiem czy to się opłaca, ale lubię taki wariant.
  • Książka: na chwilę obecną czytam Babel i polecam. Tak myślę, że Schronisko było świetne i przeczytała je też Łucja. Lilka kolejny rok ogólnie dużo czyta, a Mieszko postanowił przeczytać Kubę i Amelię oraz Amelię i Kubę (to taka wprowadzające w różnice w myśleniu chłopców i dziewczynek), ale widzę, że idzie mu średnio.
  • Trend: koncerty! Łucja była na kilku, włącznie z Open Airem i urodzinami Maty, a na przyszły rok bilet na muzyczne wydarzenie ma już Lilka.
  • Środek transportu: mniej było pociągów (niż zwykle), był samolot (Ryga, Kanada), ale był też prom! Promem płynęła Łucja z Helu do Gdyni na koncert i promem płynęłam Lilka na wyspę Vancouver.
  • Film: Barbie i Oppenhaimer. Tego drugiego NIE widzieliśmy, ale to tak często się pojawia, że ostatnio doszłam do wniosku, że powinnam ze względu na Ciliana obejrzeć kolejny sezon Peaky Blinders.
  • Sport: kajaki (och jak się cieszę, że udało nam się je zrobić na Podlasiu, ale ja też na integracji płynęłam) i rowery! Dwukołowce nie jakoś intensywnie, ale używamy!
  • Seriale: to jest studnia… Z Lilką oglądamy Stamtąd i jest to pierwszy nasz film, którego nie zarzuciłyśmy po kilku odcinkach. Ja od siebie mogę polecić Wszystkie kwiaty Alice Hurt (Amazon), który jest extra. Jak podobały Wam się Ostre Przedmioty na HBO, to to jest podobne. Łucja ogląda natomiast Office (tego jest naście sezonów!!!), a Mieszko czeka aż ruszymy we dwójkę kolejny film z Universum Star Wars, czyli Asokę.
  • Wystawa– miasta właściwie omijaliśmy, ale będąc na Podlasiu, zajrzeliśmy do Muzeum Sybiru i to było ważne miejsce!

Nie miałam tego lata urlopu. Takiego, że jedziemy gdzieś i nie ma nas dłuższą chwilę i tęskno mi za tym czasem, kiedy to było możliwe. Nie było wypadów do miast i na festiwale. Ani Literackie, ani kulturalne, ani kulinarne. Cały czas nie zrobiona jest podłoga na dole. Nie udał się też patent z tamtych wakacji, że inni rodzice gdzieś jadą z którymś moim. Ale tu pojawił się poboczny wątek, że kolejne pary przestały być razem (chyba takie mamy czasy) i te dzieci w takich sytuacjach są przesuwane na inną porę. Mieszko nie wziął udziału w żadnych półkoloniach, bo wyprawa Lilki nas dość wydrylowała. Był taki plan jeszcze na początku lata, a tak naprawdę tego lata on był najbardziej stratny…

Niemniej jednak to było udane lato! Porwaliśmy się z motyką na słońce i daliśmy radę.

Na przyszły rok nie chcę przegapić morza i Podlasia. To Podlasie, to spróbujemy z Bibs zrobić! Niezmiennie przyciąga Dolny Śląsk, a Diabli namawia nas na Niemcy. Zaległe od dawna są Bieszczady, ale męczę się podczas długiej jazdy autem, a w góry chwilę się jedzie…W planie max w przyszłym roku latem, Łucja robiłaby prawko. Co oznacza, że muszę ich chyba rozdzielić i coś zorganizować dla Lilki i Mieszka? Zlatuje ten letni czas zdecydowanie za szybko!

Czeska Lilka – fotka jeszcze z wakacji z tatą

Słonecznik, jeżyny, malinowe z gruntu i kukurydza

-dzisiejsze zakupy na rynku – decyzje co kupować podejmował razem ze mną Mieszko

Miałam dziś w nocy koszmar… Śniło mi się, że dzwonią z mojej starej szkoły, że już ułożyli grafik na nowy rok dla mnie. I ja otwieram meila i widzę, że dużo tego jest. Zaczynam myśleć: jak to się stało, przecież ja już mam inną robotę?? To dwa etaty mam robić?? Technicznie się da, ale ja NIE chcę! Może mnie wywalą? Co mam zrobić, żeby zerwali ze mną tę umowę? Nie będę chodzić na zebrania, oleję wszystkie szkolenia i nie wezmę żadnego zastępstwa! Tak się zestresowałam, że obudziłam się o tej szóstej i poszłam z Bibi na spacer 🙂

Tymczasem miałam dziś ostatni angielski, potem spotkanie zespołu i w końcu wyjaśniło się, że tylko połowę etatu będzie mi zajmować nauczanie. Reszta będzie przeznaczona na inne rzeczy i strasznie się z tego cieszę.

Byłam DZIŚ z Mieszkiem oglądać rowery. Jeden mu się podoba i MOŻE we wrześniu dostanie nowy? Rok temu nowy dostała Lilka, młody jest zdecydowanie za duży na obecny (na miarce przy drzwiach wychodzi, że w ciągu lata doszło mu sześć centymetrów???), a kupowanie po sezonie jest całkiem opłacalne. Zresztą on do szkoły na rowerze jeździ cały rok!

Śmiesznie wyszło z tymi rowerami, bo sklep zamknięty i wisiała kartka (będę za 30 minut), więc poszliśmy do spożywczego, gdzie spotkaliśmy mnóstwo znajomych i z każdym gadałam… A potem wróciliśmy do tego sklepu dzierżąc zakupy w rękach (auto było zaparkowane gdzieś dalej). I Mieszko niósł kubełek z twarogiem… Taki ELEGANCKI młody człowiek: wybierał rower z wiaderkiem w ręce 🙂

Ostatni Łotewski set:

Wyżej Jurmala, niżej Ryga!

poniedziałkowe lądowanie

Lecimy z kolejnym tygodniem – ostatnim przed rokiem szkolnym! Łucję dziś rano odwiozłam na dworzec, bo panna ruszyła na ostatnią wakacyjną wyprawę: wycieczkę z Matim. Ukochany ma urodziny (chyba dokładnie dzisiaj) i Ł. wymyśliła, że pojadą sobie na trzy dni do pewnego miasta! On ma teraz trudniejszy okres, bo jego tata postanowił ułożyć sobie życie i związał się z babką, która ma czteroletnie bliźniaki! A ponieważ jego rodzice mają opiekę naprzemienną, to w jego świecie pojawiły się dosyć duże modyfikacje. Chłopaki już mu nawet narobiły szkody, bo zniszczyły płyty do Fifa (chyba chodzi o grę). Jadą więc młodzi odpocząć, a my tutaj działamy dalej.

Najważniejsza sprawa w nadchodzącym tygodniu to ogólniak panny najstarszej, ale cały czas NIC nie wiadomo i wcale to wszystko dobrze nie wygląda. Jej fizycznie nie ma, lecz i tak, to czy ja gdzieś wepchnę odbywa się na linii rodzic-szkoła, więc jak może się odstresować, to prawidłowo. Poza tym mam zmiany w pracy, więc siedzę z kompem i odwalam szkolenia oraz tutoriale, które umożliwią mi wprowadzenie kolejnych zmian w grafiku i sposobie pracy. Na czwartek mam dentystę z Lilką, a w środę w nocy odbieram Łucję z dworca. Kupowanie podręczników przekładamy na wrzesień. Ma być upalny ten tydzień, ale gdyby popadało, to chętnie bym poszła na jakieś grzyby… NIC kulturalnie nie planujemy, bo i tak czuję się przytłoczona tą ilością ważnych punktów, ale jak ruszy wrzesień powinno być więcej wiadomych!

Łotewskie migawki:

Stacja, na której omyłkowo wysiedliśmy i utkneliśmy tam na półtorej godziny. Poszliśmy wtedy do sklepu spożywczego po lody (oraz suszone rybne snaki, które skończyły jako przekąska powitalna dla Bibi) i ze zgrozą patrzyliśmy jak chłopcy bawią się na torach – my jednak żyjemy w takim bezpiecznym, osłonowym świecie, gdzie nie układa się już kapsli na torach (chociaż ja to robiłam jako dziecko!). Cudowny był ten dworzec!
Ryga i trolejbus, których tam pełno. Bilety są kartą magnetyczną i wszędzie jest znaczek kury. TO chyba jakieś totemiczne zwierzę miasta 🙂
Droga na bagna
Akademia Nauki z innego krańca