Czy zadziała? Nie wiem.

  • Mamo, Mieszko ciągle siedzi przy komputerze!!! – dwa tygodnie temu zaczęła się awanturować Łucja.
  • Mieszko, wyłącz komputer.
  • Już chwila. Skończę grę.
  • MAMO!! Jest po 20-stej a on ciągle gra!!!
  • Łucz, zaraz wyłączy.
  • NIE! NIE wyłączy! Nie rozumiesz, że się Ciebie nie słucha!
  • Żabciu, ale dlaczego Ci to przeszkadza? Wyłączy.
  • Bo NIKT go nie wychowuje!
  • Trudno. Ty też go nie wychowuj. Przegrany przypadek.
  • Wyłączę mu komputer! To niebieskie światło! W nocy nie zaśnie!
  • Zostaw go. Zaśnie. On zasypia najszybcieje i SAM za chwilę wyłączy.

Coś tam robiłam przy kompie [byłam zajęta], chciałam skończyć, a tu w MIĘDZYCZASIE zrobiła się drama… Chwilę później przestał mi działać net, odłożyłam kompa myśląc, że fatalne mamy to łącze i pomyślałam, że się włączę w domowy wir i wrzucę któreś dziecko do wanny… Zeszłam i zobaczyłam, że Mieszko leży na łóżku…

  • O misiu, wyłączyłeś komputer? Zuch chłopak.
  • Bo Łucja wyłączyła Internet.
  • ŁUCJA! Nie wolno! Telefon mamy podpięty. A ja pracowałam!

Minęło naście dni…

I wczoraj oglądałyśmy z Lilką nowy serial na Amazonie. „Schronisko”. Plot się tak zapętlił, że sięgnął czasów nazistów, siedziałyśmy więc ZASTYGNIĘTE na kanapie, a wtedy przyszedł do nas Mieszko:

  • Łucja ma włączony komputer, a już po 20-stej.

Poirytowana podwójnie (bo przerwał nam serial) weszłam na górę i ogłosiłam:

  • KONIEC. NIE chcę więcej donoszenia i kablowania! Każdy SAM siebie pilnuje. Komputery i inne niebiesko świecące ekrany mogą być włączone WYŁĄCZNIE do 20-stej! Temat zamknięty i nic już nie chcę o tym słyszeć!

Poniedziałek. Ostatni tydzień września! Czekam aż się ochłodzi bardziej i chłód wybije wszystkie owocówki, bo mam w domu plagę… Uchylam na noc okno i RANO kuchnia jest praktycznie oczyszczona. Chłodna i lodowata. Do końca miesiąca je załatwię!

Rano miałam odczulanie, które jakoś zajęło mi za dużo czasu, ale to chyba jedyna lekarska sprawa na ten tydzień! Od czwartku Łucja ma labę, bo jej klasa jedzie na euroweekend, no a ona nie. Deklarować się trzeba było na wiosnę, a wtedy był plan zmiany szkoły. Jadą wszystkie trzecie klasy, więc ona ma wolne od czwartku do poniedziałku (włącznie).

Gość z Kazachstanu, którego obserwuję, wkleił: Nawet wielbłądy biegają rano, a Ty nie 🙂

Jabłka, jabłka, jabłka!

Łucja dużo jeździ kolejką… A w tych kolejkach są wyświetlacze i w kółko leciała jej reklama jednego wydarzenia… Święta jabłka! I tak brzęczała, żeby na konkurs szarlotek pojechać… Rok temu, jakoś o tej porze byliśmy na jabłkowych samozbiorach, czyli rzeczywiście mamy sam środek sezonu jabłkowego! Pojechaliśmy. Degustować szarlotki (trzy typy zostały zabrane do dziadków na obiad) i zobaczyć kawałek dożynkowego festynu. Mam śliczną naklejkę którą dostałam od pań z jednego KGW, czyli kółka gospodyń wiejskich, a jedna cudowna babeczka nalała mi „pod stołem” nalewki z jabłek. NIE spożyłam, bo ja to końcu kierowca, ale bardzo to było miłe! Była z nami Bibs, która się trochę na taki tłum złościła, ale musi się czasem ten nasz dzikus trochę socjalizować! Btw. dostaliśmy rewelacyjną mapę z jabłkowym szlakiem: miejsca gdzie się tłoczy soki z jabłek, są craftowe piwiarnie (to akurat niepotrzebne), pasieki sprzedające miody z uli porozstawianych między jabłoniami, knajpy gdzie serwowane są dania z jabłek i sady, gdzie je można zrywać. Śmieszna sprawa: na mapie jest punkt gdzie są alpaki. A jak przypomnieli dziadkowie, ALPAKAMI nazywano kiedyś wina jabłkowe! 😀 Niemniej jednak tam są zwierzęta! Bardzo fajny pomysł na wycieczkę! 🙂 Tu roleczka, a niżej zachód słońca u nas na wsi!

UPDATE: Naprowadzono mnie (ślad w komentarzu – info od MMZD), że to nie były ALPAKI (te szarlotki w płynie), lecz ALPAGI. Semantyka musi się zgadzać! :))

Ktoś kto nie popełnia błędów nigdy się nie nauczy.

gość na warsztatach. Zachwyciłam się tą naukową myślą, a on powiedział, że tak tłumaczy swojemu synowi potrzebę szkoły. Że to miejsce kontrolowanych błędów, których później w życiu już nie popełnimy. To oczywiście uproszczenie, bo przecież w życiu ciągle robimy coś nowego, ale bardzo to miłe przy klejeniu modeli, że błędy konstruktorskie oceniane były jako prawidłowe.

Wrzesień to czas różnego rodzaju naukowych festiwali: warsztatów, pikników i dni otwartych. Mieliśmy iść na humanistyczne: do katedry iranistyki o tym jak wybierany był skryba w Persji, ale wszystkie fajne wykłady na orientalistyce są jutro. Poszliśmy za to na Politechnikę douczyć się o aerodynamice. Ja, Lila i Mieszko. Łucja pojechała z Matim na wykład o klimacie, a potem wszyscy się gdzieś tam spotkaliśmy. Impreza się cieszy dużą popularnością i było dość tłoczno, ale w sumie całkiem miło spędziliśmy czas (tu rolka z warsztatów modelarskich).

Pada, chłodno i w sumie dobrze! Obejrzałam z Mieszkiem kolejny odcinek Ashoki, w kuchni dochodzi mi zupa dyniowa (którą jadam TYLKO ja), a rano udało mi się pobiegać. W lesie znalazłam urwaną gałązkę i przywiozłyśmy ją sobie z Bibs do domu!

podświetlone na czerwono, bo tam mi audiobook leciał!

Z Łucją podjechałam na stację benzynową. Nalałam i zastygłam patrząc na dystrybutor. Panna, która wyszła ze mną (szłyśmy razem, bo ona miała zrobić kawę) zapytała:

  • Co się stało?
  • Za niska cena. Było dużo więcej.
  • To źle?
  • Nie. Ale nie wiem dlaczego tak jest.
  • Może ropę nalałaś?
  • Chyba nie..

Potaniała rzeczywiście mocno (okazuje się, że to przez nadchodzące wybory), ale miło, że Łucja mi takie fachowe pytanie zadała! Szok, że ona to rozróżnia.

Dzień paralelnych rzeczywistości

Śniła mi się Miaustra. Że ją zostawiłam w domu i martwię się o nią. I tęsknię za nią. Gdzieś tam jestem z moim bratem i myślę, że ona została sama. A kotka całą noc spała na poduszce obok. Gdy rano się obudziłam przerażona, pacnęła mnie na dzień dobry, że czas na saszetę. Wredna i tyle! 🙂

Sytuacja nr 2: poszłam na ściągnięcie szwów. Bolała mnie ta szczęka, trochę mnie to martwiło, bo mnie w końcu raczej nic nie boli, a tu bolało. I okazało się, że jestem przypadkiem szczególnym… Bo szorując zapamiętale zęby coś tam za dużo wyszorowałam i powstał dół. I ja w ten dół ZASADZIŁAM sobie ziarenko pomidora. I ono tam obrastało tkankami… Chwilę później pewnie pojawił by się stan zapalny, a na razie robiłam za kompost i niemalże sobie hodowałam krzaczek! Nie dość, że ta flora i fauna pchają się do mojego domu, to jeszcze to! Dok uprzejmie spytała czy jadłam pomidory i odpowiedź brzmiała TAK, bo przecież żrę te pomidory kilogramami! Pomidorza zemsta?

Sytuacja nr 3 ze szkoły Lilki. Nowy pan z informatyki opowiadał im o sobie… Gość jest niższy niż Lilka (czyli ma jakieś 160 cm?) i wygrał drugie miejsce w konkursie na chudnięcie! Bo zrzucił 70 kg!!! To ILE było wyjściowo??? I wygrana w konkursie gwarantuje mu operację plastyczną powłok brzusznych. Rozumiem, że jest z tego dumny (powinien być), ale to jest jakiś segment świata, o którego istnieniu NIE wiedziałam. I w sumie to nie wiem czy chciałam wiedzieć…

Dziwniej się chyba nie da? Da się… Bo, Diabli się mnie zapytał, co ja myślę, o tym, żeby jechał na przeszczep włosów do Stambułu? Czemu nie, ale może weźmie ze sobą Mieszka to będą razem na arabskie jedzenie chodzili 😀

W tle za Miaustrą słoik po ogórkach kiszonych od Matiego. Dobre zrobił!

Mieszko wrócił ze szkoły z kolegami. Chciał zostawić tornister i wziąć kartę, bo jechali (na rowerach) na kebaba. Biegał i jej szukał. Jeden kumpel grzebał na górze w jego klockach, drugi bawił się z Bibs. Zagadałam do tego na dole, bo z jego mamą wczoraj rozmawiałam:

  • Słyszałam, Antek, że będziesz szczepiony na hpv?
  • Tak. Ale co to w ogóle jest?
  • To taka szczepionka, która zwiększy Twoją popularność w oczach dziewczyn.
  • To ja mam to gdzieś, ale dla Mieszka jest to ważne.

????

czwartunio

  • Lil, miałam z Łucją pogadankę o wartościach i bardzo bym chciała też to z Tobą przerobić – zagadałam do Lilki w drodze do sklepu.
  • No?
  • No bo jak wiesz Łucza miała taką akcję, że ktoś był dla niej niemiły.
  • Wiem. Rozmawiałyście o tym.
  • Tak. I chodzi o to, że czasem w życiu ktoś będzie chciał Wam coś niemiłego powiedzieć. Bo będzie uważał, że macie za łatwo, macie za dużo i po Was to spłynie, a ktoś tam się poczuje lepiej. Też miałaś na pewno taką sytuację. W podstawówce?
  • Tak. Z Zosią.
  • Bardzo dobry przykład. Jakby nie było, jeśli tak się zdarzy, to ma to po Tobie spłynąć. Ktoś się tak zachował, bo wynikało to z tego, że ocenił Was tak jak ocenił. Według swojej nieudolnej perspektywy.
  • A może ja nie chcę być silna? A może ja chcę to przeżywać, płakać i cierpieć?
  • Nie chcesz. Zawsze lepiej być nad tym wszystkim.

Zmieniłam wszystkim w domu pościel (mam nową super pralnię, gdzie nareszcie mi porządnie krochmalą pościel), Łucji udały się koraski z matmy, byłam na zebraniu u Mieszka oraz odebrałam podręczniki! Pojechałam po nie na rowerze! Tak dla równowagi tych sukcesów, ZNÓW z dwoma nie trafiłam – co roku robię taki czeski błąd: karty pracy z geografii zamówiłam bez rozszerzenia, a zamiast zeszytu ćwiczeń na moje zajęcia z maluchami wzięłam książkę ucznia, bo coś mi się ubzdurało, że to właśnie są ćwiczenia… TE dwie rzeczy muszę zamówić ponownie :/ Zapisałam za to już Lilkę na odczulanie (panna SAMA odebrała sobie szczepionkę z apteki) i zaczynamy na początku października!

Łucja czeka na podniesienie szlabanu! A ja stoję na parkingu i robię jej fotki! Ależ za to burę dostałam! 😀

Jestem z rodziny. Z wielkiej psiej sfory.

-Max Czornyj i słowa jego bohaterki (policjantki), która próbuje się dostać do szpitala do kumpla.

Po zakupie roweru Mieszko polubił sklepy. Nie wszystkie, lecz te z AGD… Co jakiś mijamy to młody pyta: Matko, wejdziemy? No i ja się zgadzam… A potem przechadzamy się między regałami (to nie po MNIE takie zachowania), siadając na krzesła do gry oraz dotykając i otwierając wszystko co się da…

  • Co byś tak najbardziej chciał? Teraz? Pomijając fotel gamerski, o którym pomyślimy na urodziny?
  • Pamięć i skastomizowaną klawiaturę. Chodźmy dalej.
  • Ooo, lodówki! Jaka Ci się podoba? Dwuskrzydłowa?
  • Tak, ale chyba wolę jednoskrzydłową, bo to się źle otwiera… I żeby miała maszynę do robienia lodu.
  • A telewizory? Takie wielkie są okej?
  • Tak. Chociaż nie podoba mi się metalowa ramka.
  • U nas takiego nie powiesimy. Nie mamy takiej wielkiej ściany, no i przy naszym necie piksele będą jak w minecrafcie.
  • To fakt. Nie możemy mieć TAKIEGO telewizora.

🙂 Nic się nie dzieje, ale tej szybkiej codzienności mamy DUŻO. W paczkomacie czekają na mnie trzy paczki (podręczniki) i może wkrótce tam dotrę. Byłyśmy nakleić folię ochronną na szybkę telefonu Lilki, obiad zrobiłam warzywny (pieczone bataty, ryż, duszona cukinia i podsmażona marchew), są już jakieś pierwsze oceny (są dobre), a jutro Łucja ma pierwszą lekcję z nowym korepetytorem z matmy.

Poranny Mieszeczek. Ja wróciłam ze spaceru z Bibs i psa tradycyjnie postanowiła pozostać przed domem. Mieszko tymczasem jadł orzechy laskowe. Łupał i wyłuskiwał część jadalną. No i jeden od razu wyniósł DLA psa, bo pies okazuje się TEŻ orzechy lubi…

Tak ogórkowo wrzucę Wam fragment o nowej Egipskiej stolicy, bo to jest fascynujące. Jak wiecie do tej pory był to Kair, lecz Egipcjanie budują nową. Pomieści SIEDEM milionów mieszkańców i będzie tam najwyższy budynek Afryki: Iconic Tower (prawie 400 metrów). Nowa metropolia ma już zbudowane dzielnice reprezentacyjne, meczety, pomniki i pałac prezydencki. No i NIE ma jeszcze nazwy! Powodów przenoszenia stolic jest wiele. Za główny podaje się przeludnienie, ale w wąskiej arabskiej zabudowie trudniej zapanować nad zamieszkami (tak zrobiono też w Nigerii). Są powody polityczne (jak w Kazachstanie, Pakistanie czy Indonezji). No i oczywiście ważna jest kwestia reprezentacyjna, bo pod budowami podpisują się kolejni prezydenci…

Słonecznik, orzechy, marchew, dynia i pomidory!

Jest taki trend na Tik-Toku, że kobiety zadają mężczyznom pytanie: Czy często myślisz o Rzymskim Imperium?. I okazuje się, że NIE tylko często myślą, ale również zabawa jest na TYLE zrozumiała dla starszych pokoleń, że w różnych social mediach ktoś z moich rówieśników wkleja SWOJĄ odpowiedź. No więc zapytałam i ja, Mieszka.

  • O Imperium?
  • No tak. Myślisz o nim?
  • Myślę czasem o Cezarze, bo on się pojawiał w Legends of Kingdoms.
  • Nieźle.
  • No i o tym obwarzanku wokół morza Śródziemnego…
  • Jakim obwarzanku?
  • Że to wszystko było Rzymskie. I Afryka, i południe Europy.
  • Nieźle. Rzymianie chyba do Polski nie dotarli?
  • Nie. Najwyżej byli gdzieś tam w Czechach.
  • My tu mieliśmy Wikingów. Nie uważasz, że dziwne, że nie mówi się w ogóle o cywilizacji Wikingów? Najeżdżali Anglię i bała się ich cała północna Europa i byli potęgą strachu. Może dlatego, że w sumie NIC nie stworzyli?

Wtorek. Czy zorientowaliście się, że piątek był Dniem Wypalenia Zawodowego? Nie wiem jak Wy, ale ja miałam WTEDY dołek egzystencjalny… Dziś za to się mam dobrze, roboty dużo i tylko podejrzliwy nos Bibsa mnie dyscyplinuje, żebym nie przesadzała z tą pracą! Byłam też na rynku (zakupy takie jak widać u góry) i tak myślę, że w przyszłym tygodniu może zasadzę wrzosy?

graficzek

  • Mamo, jak Ty to robisz, że te maseczki ZAWSZE Ci krzywo leżą?
  • Lila, bo one mają za małe otwory na oczy.
  • To rasistowskie co mówisz.
  • Ale to prawda. ZAWSZE muszę je poszerzać.
  • Dobrze, że Twoje ego tam się zmieściło.
  • Moje ego ma się dobrze.
  • Chyba tylko ojca ma się jeszcze lepiej.

Czy wiecie, że w języku greckim JA to EGO? Czyli taki mówiący o sobie Grek w kółko powtarza EGO. Zabawne, nie? A te maseczki płachty są po prostu niesymetryczne!

Poniedziałek. Ciąg dalszy zebrań – dziś u Lilki, ale będzie on-line! Och jak taką formę uwielbiam! W czwartek mam ściągnięcie szwów w szczęce, a na razie taka jestem trochę sztywna. Smaki czuję gorzej, więc podczas weekendu MOIM smakoszem i kuchennym pomocnikiem była Lilka („Weź spróbuj to spaghetti, bo ja nie wiem czy jest okej„). Mamy pewien plan na nadchodzący weekend, a DZIŚ zamówiłam podręczniki. Nie zdobyłam jeszcze historii dla Lilki (poluję na olx, bo to istniejące wydanie, lecz Łucja miała inną książkę), ale poza tym wszystko już jest. Sporo rzeczy panny kupiły używane, LECZ były potrzebne również nowe: ćwiczenia i te, które są potrzebne jako nowe wydania… Zamawiałam je AŻ w czterech miejscach (btw. pamiętajcie, że Era i Wsip honorują KDR)! Muszę jeszcze skombinować książkę do angielskiego na domowe korki, bo wygląda na to, że od października ruszam z maluchami i chętnych mam więcej niż rok temu (zamówienie złożę w w portalu aukcyjnym na A). W nowym roku szkolnym moje dzieciaki będą miały dodatkowe obowiązki, bo będą musiały odbierać młodszą siostrę ze szkoły, ale grafik kto i kiedy jest już ustalony (to dobry pomysł, zasili to ich budżet kieszonkowego i jakoś specjalnie się nie bronili). Poza tym zostaje rehab dla Łucji 1x w tygodniu i może uda się ustawić grafik odczulania dla Lilki. Z pewnym takim poślizgiem organizacyjnym, ale mogę powiedzieć, że zaczynamy nowy rok szkolny!

Bibs też korzysta z jesiennej aury i coraz częściej wchodzi na górę i śpi OBOK mojego łóżka (w lecie tego nie robiła, bo im wyżej tym bardziej gorąco było, więc okupowała parter)

Grzyyyyby!!!!

  • A może wytresujemy Bibi, żeby szukała grzybów?
  • To raczej świnki to potrafią, Mieszko…
  • Bibi na pewno też da radę. BIBII!!! Powąchaj grzyba!!

Ale NIE złapała o co chodzi, chociaż las uwielbia! A za nami pierwsze tegoroczne grzybobranie. Rok temu znaleźliśmy ładny las, który w sumie mamy blisko (15 km) i może PIERWSZE zbiory nie były jakieś okazało, ale to taki las, po którym się miło chodzi i gdzie można chociażby na spacer zajrzeć! Grzyby zawieźliśmy do dziadków i TAK powstała PIERWSZA porcja tegorocznego sosu grzybowego! Tu możecie obejrzeć roleczkę z tego wyczynu, a przypomnę Wam, że grzyby są bardzo silnym antyoksydantem i zawierają substancję nazywaną witaminą długowieczności. Linkowałam już TEGO gościa od grzybów na insta i polecam go znowu, bo to to naprawdę petarda mądrych treści w necie.

Tak offtopowo (pozostając jednak w klimacie jedzenia, które jak wiadomo najlepsze jesienią), jeśli docieracie do stony to jest tam teraz tydzień turecki i jest TAM wybitna pasta z oliwek (melasy z winogron nie bierzcie), która na kanapce z czerwonym pomidorem tworzy potrawę idealną!

ósemka

  • A wiesz synu, jak szłam z Bibs to jakieś chłopaki, pod szkołą, oglądały Twój rower. Chyba się podoba?
  • Wiem. Pytają się mnie czy dam się karnąć.
  • Karnąć? To od car? Czyli przejechać? Zgodziłeś się?
  • Nie.
  • Dlaczego nie?
  • Bo nikomu nie pozwalam. I wszyscy pytają się mnie, gdzie kupiłem. 🙂

Dzisiaj była ostatnia medyczna różnorodność na ten tydzień, czyli mój dentysta. Już jestem po, zabieg mówiąc ogólnie i enigmatycznie był nieprzyjemny, a szczękę mam sztywną. I byłam TAK przerażona, że jakaś końska dawka znieczulenia była potrzebna, bo pompowałam tę adrenalinę w takim tempie, że organizm ignorował mniejsze dawki. Mówią, że TERAZ przestanie mnie tak często boleć głowa, nie będzie bolała szczęka (a bywało ostatnio tak, że w nocy się aż budziłam) i nawet napięcie szyjne co to je mam od dwóch lat powinno puścić. Dziś nigdzie nie wychodzimy, bo chociaż mamy na głowie Matiego, JA się NIE nadaję na lansy. Podałam więc spaghetti oraz upiekliśmy babeczki ze śliwkami!