Stado

Gdy wracają ze szkoły, każde „zakopuje” się w innym miejscu domu. Mieszko chwilę mi opowiada jak minął mu dzień, Łucja wchodzi na górę zmyć makijaż i chwilę później leży na swoim łóżku, za to Liliana wpada, rzuca plecak, ściąga spodnie (bo gniotą i ograniczają) i idzie do mojej sypialni. Potem ja obchodzę dom i jeszcze je męczę. Położyłam się np. koło Lilki, żeby mi coś opowiedziała. Albo żeby w KOŃCU obejrzała jakiś filmik, który jej wysłałam. Leżymy, leżymy i przyszła Łucja…

  • Przytulę się do WAS.- Łucja zaczęła tę SIOSTRZANĄ rozmowę
  • NIE, Łucja. Za dużo nas będzie. Wystarczy, że matka tu przyszła. Ja chciałam odpocząć. A ona mnie cały czas dotyka.
  • Zaczekaj Lila, aż będę przyjeżdżała do Ciebie z piątką moich dzieci…
  • I wszystkie będą się nazywały Florek i Florka?- zaszydziła Lila
  • Cały czas nie mogę Matiemu wybić z głowy tego Franka…
  • Ale wszystkie będą na F?– dopytałam ja, bo temat był dla mnie nowością 😀
  • Zobaczę…

Dziś Dzień Zwierząt. Od majfrienda (czyli z Ali) przyszła maszynka dla PSÓW. Zamarzyło nam się groomowanie Bibs, a ona psychicznie nie zniesie takiego zabiegu z obcą osobą. I pierwsze użycie na plecach wywołało histerię, więc NIE wiem czy uda nam się tego użyć ponownie…

Wszystko muszę robić SAM

-usłyszałam jakiś głos ze schodów…

Mają podobne te głosy, więc nie wiedziałam KTÓRE to, lecz po chwili zobaczyłam Mieszka.

  • Zastanawiałam się kto to jest MNĄ? A to Ty, Misiu! Co też te Twoje wredne siostry zrobiły?
  • Muszę się iść kąpać i odrobić lekcje. Wszystko na raz!
  • Straszne!

Czasem wszystko się kumuluje i człowiek się boi, że coś zawalił. To do ogarnięcia, to, a czy tamto nie było na wczoraj? Jest taki gość na Insta, którego lubię, bo zawsze mi się wyświetli w dobrym momencie. On mówi o różnicach w kulturze pracy pomiędzy Europą a Ameryką. Więc pamiętajcie, że MY, tu- w Europie, dbamy o higienę pracy i czasem nie warto po nocach nadganiać 🙂

Wtorek to rynek i warzywny obiad. Nie wiem po co tyle smakołyków nakupowałam, bo panny okazuje się pojechały sobie na lanczyk, Mieszko ma dziś wyprawę klasową do kina i będzie po 19-stej… Chyba SAMA sobie jakąś ucztę zrobię? Zacznę od orzechów!

2/10

  • Mamo, mogę zjeść jednego banana?
  • Co to za dziwne pytanie, Łucja? Pewno, że możesz. Albo NIE. TO na święta! Może w końcu uda nam się zrobić z Lilką ten chlebek bananowy!
  • A wiesz mamo, że jest taki specjalny trend na tik-toku? – zapytała Lilka – Że się obiecuje, że się ten chlebek zrobi w końcu?

Październik! 1/10 szkoły (a nawet 1/9, bo przecież ferie) już za nami. W tym miesiącu mamy kilka wizyt lekarskich (głównie Lilka, ale może i ja pomyślę o moich cyklicznych badaniach i zacznę się zapisywać?). Marzy mi się jedna bliższa eskapada, ale NIC w tym kierunku nie zaczęłam jeszcze robić… Zaczęły mi się korki, dziś miałam z nową grupą i pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Kupiłam ćwiczenia, żeby nie odbijać tych kartek na okrągło, więc dzisiejsze lekcje jeszcze średnio dochodowe mi wyszły, ale uznałam, że tak będzie łatwiej. To dwustronne drukowanie, pilnowanie czy aby mi się papier nie kończy było i czasochłonne i w sumie średnio opłacalne. W pracy wrzucili mnie w kolejny segment działań, ale tu też nie będę marudzić, bo mi się to podoba. Żeby nie był taki monotonny ten wpis linkę Wam do mojej ostatniej, tym razem dość żenującej, rolki… Chodzi o to, że jest taki trend tube girl, który (przemiła zresztą) panna nakręciła w paryskim metro. Filmik okazał się takim viralem, że wszyscy zaczęli ją od razu kopiować. No i ja straszyłam panny, że też TO zrobię wywołując przerażenie w ich oczach… Zrobiłam… i viralowo NIE wyszło. Albo wyszło jak zawsze… A wiatr we włosach miałam dopiero przy przejściu ze schodami 🙂 Wejdźmy z tym wiatrem w kolejny jesienny miesiąc!

poranna, obudzona za wcześnie, Miau w łóżku Łucji

obywatelsko

  • Matko, ale gdzie my ZNOWU jedziemy?
  • Na marsz, Mieszko.
  • Jaki marsz?
  • Marsz w obronie wolności. Z babcią. Byliśmy w czerwcu na podobnym.

Gość, który uczy historii i z którym gadałam na wakacjach opowiadał ciekawe rzeczy. Tłem był wyjazd integracyjny, a ponieważ był wiekowo jak ja, wiele spraw widzieliśmy ponownie. I on powiedział, że można się burzyć, lecz trzeba obiektywnie przyznać, że tak dobrze jak teraz nigdy w Polsce się wcześniej nie żyło. I ja też pamiętam lata poprzednie i jest mi teraz lepiej i łatwiej. Zasługa czasów, gospodarki i naszego miejsca w Europie. Bardzo bym nie chciała żadnej ze swobód czy przywilejów stracić (na przykład wylecieć z Unii), lecz zgadzam się z tymi, którzy mówią, że te niektóre złe rzeczy, które się teraz dzieją, są wynikiem złych działań poprzednich rządów.

Dziś jak szliśmy to przyszło mi do głowy, że jesteśmy wspaniałym społeczeństwem. Zazdrościłam kiedyś Hiszpanom, że w niedzielę w Madrycie zamykano główne ulice, żeby Madrilenios mogli spacerować całymi rodzinami (z 20 lat temu takie coś widziałam), ale dziś było podobnie. Dobrze ubrany, pozytywny i kulturalny tłum, który przelewał się przez miasto. Wchodzono do kawiarni po kawę oraz ciastka, wszyscy ze sobą gadali i byli dla siebie mili. W którymś momencie ktoś zemdlał i przez tłum poszła fala okrzyków by ściągnąć ratowników. Utopijnie nie chcę żebyśmy byli podzieleni (jakie straszne awantury są w necie pod recenzjami „Zielonej Granicy”!), więc może poszukajmy tego co nas łączy ? Nowego Znachora obejrzeliście już??? ZŁOTO! Tu macie roleczkę z dziś. Widać w którymś momencie, że Mieszko stoi tyłem, bo ŻRE żelki, które ostatnio sobie kupił. A niżej foteczka słomkowego MISIA!

Jadek

Załatwione! Najpierw rano musieliśmy pojechać do sklepu z komputerami, gdzie kupowana była Mieszkowa pamięć. Wymieniliśmy ja na taką, która PASUJE (bo ta, którą chcieliśmy wczoraj zainstalować NIE pasowała) i z nią wróciliśmy do gościa, który ten komp skręcał. On tymczasem, od wczoraj, diagnozował mojego kompa. Nową pamięć zainstalował, w moim wymienił jakąś taśmę i wszystko śmiga! Musieliśmy jeszcze zaczekać półtorej godziny i poszliśmy sobie wtedy na lody oraz herbatkę i koniec końców byliśmy w domu po drugiej… NIGDZIE więcej już dziś nie pojechaliśmy, ale i tak dzień uważam za udany! Ciekawa akcja, bo tak się snując (po okolicy serwisu) znaleźliśmy sklep mięsny, do którego była kolejka i w którym kupiliśmy mięso na obiad. Gdy z niego wyszliśmy zapytałam Mieszka, czy też poczuł te możliwości? Że w sumie fajnie było by zrobić żeberka, polędwiczki mogą być pyszne, a i warto by spróbować ich karkówki we własnej zalewie. I młody mi odparł, że chociaż brzydzi go surowe mięso, to chętnie by to wszystko zjadł. I cieszy mnie to, że jest zainteresowany jedzeniem, bo nie zawsze tak było, a teraz ciągle jest głodny!

Śmiesznie natomiast było WCZORAJ. Korzystając z tego, że Łucja ma wolne podjechałyśmy do sklepu po bieliznę dla niej. W ogóle to panna NIE potrzebuje, ale od dwóch lat męczyła mnie o brafitterkę. A wyszło tak, że byłam z Lilką tydzień temu i sprzedawczyni podbiła do nas, gdy oglądałyśmy spodnie piżamowe (które to Lilka nosi jako zwyczajne spodnie), że ONA ją zmierzy. I ją zmierzyła… Przeniosłyśmy się więc z tych spodni do stojaków z biustonoszami i Lilka coś tam wybrała… Za to jak wyszłyśmy ze sklepu panna powiedziała: „ONA [Łucja] nie może się o tym dowiedzieć. BO mnie znienawidzi.” By więc uniknąć konfliktu między siostrami pojechałam w to samo miejsce z ŁUCJĄ by i ją wymierzono (bo ona chciała!!!). Babeczka od razu złapała o co chodzi, podbiegła do Łuczyny i ją wymierzyła. Podeszłyśmy do regałów z bielizną i Łucja wtedy zapytała: POWIEDZ, że Lilka nie ma większego?! [biustu] 😀 Nie ma. Mają takie same i NIE rozumiem bo co mają mieć kilka par staników, skoro mogły nosić na zmianę??? Btw. Mieszko też zarobił bieliznę – majtasy, chociaż jego bardziej zainteresowały… żelki.

Miał być taki lekki ten tydzień

Wczoraj przed zaśnięciem poczułam jakiś taki żal. Qrcze, ciągle w takim biegu! Kiedy ja będę mieć czas dla SIEBIE? Kiedy będę myśleć o sobie? Przecież w kółko coś tylko ogarniam i spinam. Człowiek nie ma nawet czas zastanowić się nad upływem czasu, bo im szybciej leci tym szybciej mi jakaś kasa wpływa i przez chwilę się unoszę. Nie miała jednak ta myśl czasu by zamienić się w falę melacholii czy następujące po niej tornado smutku, bo zwyczajnie zasnęłam. Rano za to obudziłam się poirytywana, że takie kretyńskie rozkminy zabrały mi bezcenne pięć minut snu.

Za to dziś zgrałam zawartość mojego dysku na przenośną pamięć, bo odwoziłam mojego kochanego lapka do serwisu. I przy tym przegrywaniu zajrzałam do pamięci „tej przenośnej pamieci” by zobaczyć zawartość moich DWÓCH poprzednich laptopów 🙂 Czyli cofnęłam się do zamierzchłych epok, gdzie Mieszko dopiero się pojawił… Jeden folder nazywał się: fotki z aparatu Łucji i pochodził z listopada 2013 🙂 Ależ to był chaos! Jakiż mieliśmy bajzel w domu! A te lamperie żółci na ścianach! Dumna z tego byłam, że sprytnie zamalowałam odciśnięte łapki na ścianach! Psa mieliśmy od niedawna i Lila rzewnie zauważyła, że na jednej fotce leczy dołek wtulając się w jego sierść. I cofam to myślenie o trudach, bo teraz to naprawdę jest luz 🙂

Laptopa cały czas nie mam – mam nadzieję, że JUTRO do mnie wróci, ale co gorsza w serwisie wylądował też komp Mieszka. I to jest na tyle skomplikowane, że byliśmy dzisiaj w serwisie DWUKROTNIE i jutro będziemy też conajmniej TYLE razy. Nici więc z wyprawy na jabłka!

polska cytryna

  • Dzień dobry, kurier. Wpuści mnie Pani na osiedle?
  • Nie ma w tej chwili w domu. Musi się Pan jakoś sam dostać. Będę za 10 minut.
  • Spoko, już wszedłem. To po lewej stronie?
  • Tak. Taka różowa donica z żółtymi kwiatami.
  • Chwila. Mam! Tu gdzie rowery stoją?
  • Też. Ale przede wszystkim donica z ŻÓŁTYMI kwiatami.
  • Położę koło rowerów.

Ja tam tych rowerów AŻ tak nie widzę, ale jak widać kurier ma swoją percepcję… Tak sobie natomiast myślę, że przez te rowery ja znowu pigw nie mam. One się czasem przewracają i mi postrząsały kwiatki z krzaczka… Grrrr… Za to jak idę na spacer z Bibs, to taką samosiejkową pigwę spotykamy i z niej zrywam owoce. Zasypałam pierwszą porcję cukrem (wyżej) i polska cytryna JUŻ się robi!

Nie pojechałyśmy wczoraj z Lilką na warsztaty motankowe bo nam się NIE chciało… Jak sobie wyobraziłam, że znowu mam wsiąść do auta i gotować się w tym skwarze, to zrezygnowałam. I dobrze, bo panna się pouczyła i dziś mieliśmy dzień sukcesów. W jej klasie wszyscy zgłosili na rosyjskim nieprzygotowanie, więc pani przepytała jedyną osobę, która tego nie zrobiła, czyli Lilkę. Panna znała odpowiedź na każde pytanie, więc dostała szóstkę! Szóstkę zarobił też Mieszko na matmie (jako jedyny w klasie ze sprawdzianu), a Łucja dostała piątkę z kartkówki też z rosyjskiego i tylko piątkę, bo choć bezbłędnie to z kartkówek nie ma szóstek. Dzień zwycięstw zamyka wyprawa z Mieszkiem po SPODNIE. Gość nie ma żadnych długich. Już ubiegłej wiosny większość była na wysoką wodę, a teraz stały się one rybaczkami lekko zakrywającymi kolano. Pojechaliśmy po nie tam gdzie na ogół jeździmy po takie rzeczy i młody ma CZTERY pary, z którymi można już witać chłody!

W Moskwie jest sklep GUM. To taka pierwsza w demoludach galeria handlowa. I na jesieni mają akurat stylizację na „Jedwabny Szlak”, czyli klimaty rodem z Uzbekistanu. Musicie przyznać, że taki zapis cyrylicy przypomina alfabet arabski!

Przy tych temperaturach nie wiem, kiedy pochowam letnie rzeczy…

  • Dziś dostałam taką ulotkę i taką gazetkę – położyła obok nas Lila jakieś papierzyska.

Siedziałyśmy z Łucją i łupałyśmy orzechy włoskie. Robimy to nożem, trzeba wyczuć ORZECHA, przekręcić nóż i przy takiej „zabawie” zawsze poleje się krew… Wczoraj Łucja wbiła sobie ostrze w kciuk, ale nie głęboko i tak montessoriańsko powiem, że to doskonałe ćwiczenie małej motoryki. Nawet Lilka która STALE trzyma długopis PIĘŚCIĄ, wie że narzędzie TRZEBA złapać poprawnie. A panna średnia właśnie wróciła do domu i pokazywała nam gazetki wyborcze, co to dziewczyny dostają na mieście po wyjściu ze szkół, a później mi znoszą do domu…

  • O… Fajne! Kim oni są Lila? Ten taki ładny i pyzaty.. Kto mu to pisał?? Rozpacz jak te zdania posklejane! JA bym to lepiej zrobiła! Może się do niego zgłosić, że mu przygotuję treści do kampanii? Płacą pewnie dobrze…
  • Zobacz mamo a to, to CAŁA gazetka o jednym kandydacie! On mi dał tą gazetkę.
  • TEN koleś? On też rozdawał?
  • W sumie to nie wiem. Oni wszyscy podobni i to chyba jego sługusi byli.
  • SŁUGUSI??? To dobrze opłacani pracownicy, nie SŁUGUSI. Skąd Ty takie słowa znasz?
  • Gdyby nie byli dobrze opłacani to by byli niewolnikami.
  • „Przyjechałem tu zaraz po maturze” – zacytowała Łucja – Słoik tak jak Ty.
  • True, ale zwróćcie uwagę, że TU nie jest napisane „przyjechałem na studia”, lecz „przyjechałem po maturze”, co oznacza, że niekoniecznie TE studia ma, lub że robił je dużo później i jeśli, to jakoś zaocznie.

Tu nastąpiła ta przerwa wywołana wbiciem noża w kciuk, ale jak minęła chwila, a ochota na orzechy trwała dalej, Łucja przemogła się i zaczęła łupać dalej. Dosiadła się za to do nas Lilka, a Łucja zmieniła temat:

  • Mamo, widziałam przepiękną torebkę.
  • Gdzie Łucza?
  • W necie. Vivienne Westwood. Strasznie była droga… I tak sobie pomyślałam: kiedy ja będę miała duże pieniądze? Najpierw będę biednym studentem, a potem biednym młodym człowiekiem, który zakłada rodzinę…
  • I bierze kredyt mieszkaniowy do emeretytury.
  • NO WŁAŚNIE!
  • Szybciej niż myślisz będziesz miała duże pieniądze. Lil, a o czym Ty marzysz? Tylko nie o idei.
  • Właśnie Lila! Jakiejś materialnej rzeczy?
  • Hmmm… Są takie perfumy jedne. Strasznie drogie…
  • WIEM. Mówiłaś kiedyś. To ta Łucji torebka niewiele droższa 🙂

Dzisiaj mamy Światowy Dzień Turystyki, a wieczorem MOŻE z Lilką się wybierzemy w jedno miejsce! Gorąco. Wczoraj pobiliśmy rekord ciepła w skali stulecia, ale dziś NIE chłodniej. Mieszko dostał nową pamięć od Diabla, ale by zamontować muszę zwerbować sąsiada. Nasz mały Elon jednak nie odważył się rozkręcić kompa. To zbyt ważne dla niego urządzenie! 😀

Z poranka spacerowego z Bibs:

Wtorkowy obiad zawsze jest warzywny!

Babel będzie chyba moją książką roku. Jest gruba, a te 800 stron ciekawi mnie na tyle, by noc w noc przeczytać JESZCZE kawałek. Ta końcówka, na której teraz jestem, jest nużąca. Wszystko biegło w jednym kierunku i to co się miało wydarzyć właśnie się dzieje, a ja ogólnie z puentami mam zawsze problem… ALE całość wcześniejszych wywodów była wyśmienita. Skoncentrowana na znaczeniach słów i zapożyczeniach językowych. Taki np. miły rzeczywiście ma dla nas głębsze znaczenie osoby naiwnej i niegroźnej. A powiedzenie o kimś, że jest miły tak na naprawdę nie mówi nam NIC. Ani o relacji z tą osobą, ani o tym człowieku.

Wtorek to rynek i mam… ORZECHY WŁOSKIE! Mieszko już je odkrył i prawie się przez nie spóźnił do szkoły! Byłam na rowerze -> paczkomaty (ostatnie podręczniki) i wyszła z tego całkiem długaśna wycieczka, bo omyłkowo zamówiłam NIE do tego paczkomatu co zawsze! Ponadto skosiłam trawę! To chyba ostatnie tegoroczne koszenie – idea jest taka, że na jesieni te liście MAJĄ leżeć bo chronią ziemię, ale czeka mnie jeszcze któregoś dnia przycinanie malin. Bo MAM! Nie jakoś dużo, ale jakbym robiła sernik do dziadków, to MAM czym ozdobić!

Czy zadziała? Nie wiem.

  • Mamo, Mieszko ciągle siedzi przy komputerze!!! – dwa tygodnie temu zaczęła się awanturować Łucja.
  • Mieszko, wyłącz komputer.
  • Już chwila. Skończę grę.
  • MAMO!! Jest po 20-stej a on ciągle gra!!!
  • Łucz, zaraz wyłączy.
  • NIE! NIE wyłączy! Nie rozumiesz, że się Ciebie nie słucha!
  • Żabciu, ale dlaczego Ci to przeszkadza? Wyłączy.
  • Bo NIKT go nie wychowuje!
  • Trudno. Ty też go nie wychowuj. Przegrany przypadek.
  • Wyłączę mu komputer! To niebieskie światło! W nocy nie zaśnie!
  • Zostaw go. Zaśnie. On zasypia najszybcieje i SAM za chwilę wyłączy.

Coś tam robiłam przy kompie [byłam zajęta], chciałam skończyć, a tu w MIĘDZYCZASIE zrobiła się drama… Chwilę później przestał mi działać net, odłożyłam kompa myśląc, że fatalne mamy to łącze i pomyślałam, że się włączę w domowy wir i wrzucę któreś dziecko do wanny… Zeszłam i zobaczyłam, że Mieszko leży na łóżku…

  • O misiu, wyłączyłeś komputer? Zuch chłopak.
  • Bo Łucja wyłączyła Internet.
  • ŁUCJA! Nie wolno! Telefon mamy podpięty. A ja pracowałam!

Minęło naście dni…

I wczoraj oglądałyśmy z Lilką nowy serial na Amazonie. „Schronisko”. Plot się tak zapętlił, że sięgnął czasów nazistów, siedziałyśmy więc ZASTYGNIĘTE na kanapie, a wtedy przyszedł do nas Mieszko:

  • Łucja ma włączony komputer, a już po 20-stej.

Poirytowana podwójnie (bo przerwał nam serial) weszłam na górę i ogłosiłam:

  • KONIEC. NIE chcę więcej donoszenia i kablowania! Każdy SAM siebie pilnuje. Komputery i inne niebiesko świecące ekrany mogą być włączone WYŁĄCZNIE do 20-stej! Temat zamknięty i nic już nie chcę o tym słyszeć!

Poniedziałek. Ostatni tydzień września! Czekam aż się ochłodzi bardziej i chłód wybije wszystkie owocówki, bo mam w domu plagę… Uchylam na noc okno i RANO kuchnia jest praktycznie oczyszczona. Chłodna i lodowata. Do końca miesiąca je załatwię!

Rano miałam odczulanie, które jakoś zajęło mi za dużo czasu, ale to chyba jedyna lekarska sprawa na ten tydzień! Od czwartku Łucja ma labę, bo jej klasa jedzie na euroweekend, no a ona nie. Deklarować się trzeba było na wiosnę, a wtedy był plan zmiany szkoły. Jadą wszystkie trzecie klasy, więc ona ma wolne od czwartku do poniedziałku (włącznie).

Gość z Kazachstanu, którego obserwuję, wkleił: Nawet wielbłądy biegają rano, a Ty nie 🙂