Ruszamy odsapnąć trochę świeżym powietrzem! Miał jechać z nami Mati, ale taki posmarkany przyjechał z tego parku wodnego, że pomimo namów TEŚCIOWEJ zadzwonił po mamę i już wrócił do domu. Jedzie za to z nami Bibi! Mieliśmy ją podrzucić dziadkom, lecz dziadek ostatnio chorujący i mama i tak ma z nim urwanie głowy. O 12-stej mamy jeszcze odczulanie z Lilką, a potem od razu jedziemy!
Wywaliłam na dwór słonecznik, bo do naszego powrotu nie dotrwa, a ponieważ leży na podłodze, koło drzwi tarasowych, to się zaczęłam obawiać, że jakiś ptak sobie głowę rozwali próbując go zjeść. Jednocześnie Miau będzie miała telewizor przez dwa dni! Bo wracamy w niedzielę!
-z „Potwór z Florencji”, bo bardzo mi się ta książka podoba! Niżej wklejam Wam dwa fragmenty. Nie wiem czy coś na nich widzicie, ale pierwszy jest o tym, że różne kraje miały swojego seryjnego mordercę (tu prztyk, że Kuba Rozpruwacz nie atakował prostytutek, lecz kobiety bezdomne), a drugi o rozkwicie geniuszu, który miał tam miejsce w Renesansie, którego odkrycia stworzyły cały nowoczesny świat:
<><>
Kojarzycie kawałek Kolors „Italodisco”? Ja usłyszałam go w lecie, lecz wczoraj Lilka mi powiedziała, że to mega hit na Tik-Toku. I jest gość, który zrobił do tego choreografię i wszyscy to tańczą. Przypomina to nasz kawałek: Ja uwiebiam ją, do którego pewien master zumby ułożył lata temu ruchy… Ba, podobno jest taki trend: Pojechałem do Włoch, żeby to przeżyć i ludzie wklejają jak to tańczą na włoskich ulicach! Stawiają boombox, włączają, zaczynają się ruszać, a przechodnie się dołączają! Pamiętam, że Włosi zawsze lubili takie zbiorowe Macareny, ale ja nigdy się nie mogłam w tym połapać. Btw. TEN układ jest idiotyczny 😀 Niemniej jednak na wielu filmikach twórca dziękuje Polakom, bo jak wiadomo nasz Internet jest potężny i my często w te viralowe mody wchodzimy!
<><>
Czwartek. Uff, że nam się ten tydzień kończy. Łucja z Matim urwali się dziś z lekcji i pojechali rano do parku wodnego. Na CAŁY dzień! Obie my- mamy, wyraziłyśmy zgodę, bo i tak mieli skrócone lekcje. Przysłali mi fotkę z autobusu, który ich tam wiózł i chyba JUŻ wracają!
Oglądałam przed snem brazylijskie favele filmowane dronem… Trafiłam na inne słowo jakim się je określa (shanty towns/ squatter area) i tak przesunęłam się do zdjęć slumsów w Caracas w Wenezueli (tam budują domy z kontenerów). Potem jeszcze skok do biednych dzielnic Hong Kongu i Bombaju. Wpisałam komentarz pod tymi pierwszymi i oznaczyłam Łucję. Zobacz. Sprawdź też inne. Po polsku. I wyobraźcie sobie, że napisał do mnie gość z Brazylii (po portugalsku), który stanął w obronie swojego kraju. Zrozumiał mój komentarz bo skorzystał z gugiel translatora i TAK też ja zrozumiałam jego odpowiedź. Odpisałam mu, już po angielsku (bo jakoś tak głupio wszystko przez te translatory), że NIE zamierzałam szkalować Brazylii, bo to piękny i wyjątkowy kraj, a tego typu miejsca są dla mnie dowodem niezwykłych umiejętności przetrwania. Co więcej, okazało się, że interlokutor, który do mnie napisał, to jakiś słynny psycholog/socjolog z Rio i w ten sposób zamiast położyć się normalnie spać, elokwentnie broniłam mojego zdania 🙂
Jestem więc dziś niewyspana, ale załatwiłam mega ważną sprawę medyczną z Lilką (dermatolog) i bardzo mnie to cieszy. Siłowaliśmy się z tym aż od lutego, więc fajnie, że to za nami!
I jeszcze dwa kg bellarosy – powiedziałam do sprzedawcy ziemniaków na rynku – Ojej, to tak mało dwa kilo?
Tak. Dołożyć?
Nie… Wyjeżdżam na weekend i nie zjemy. Jeszcze coś tam w domu jest… Wystarczy.
Dobrze pani… My w weekend będziemy kartofle zbierać.
Nie narzekaj – fuknęła na niego żona (ona ostatnio opowiadała jakiejś innej babce o masażach na jakie chodzi 🙂
Chciałam jeszcze zripostować, że na ten weekend to modnie wyborczo wyjechać, ale ugryzłam się w język, że nie wszyscy lubią polityczne klimaty i zachowałam tę refleksję dla SIEBIE.
Rzeczywiście planujemy wyjechać, ale nie po to, żeby zagłosować poza okręgiem, lecz BO jest Dzień Nauczyciela i dzieciaki mają wolny piątek. Technicznie rzecz biorąc w niedzielę już będziemy, ale zaświadczenie o głosowaniu w innym miejscu już wzięłam. To zaskoczenie, bo zakładałam, że to jakiś glejt z którym można podbić w dowolne miejsce w Polsce, a ja musiałam się zarejestrować w konkretnej komisji. Czyli musiałam sprawdzić GDZIE one będą zasiadać i podać dokładny adres. Jakby nie było, jeśli chcecie to zrobić, to jutro ostatni dzień!
Wymieniłam sobie kołdrę na ciepłą i przerzuciłam moje ubrania (letnie do kufra, a zimowe na plan pierwszy!). Ciężko mi się czegoś pozbyć, bo nawet jeżeli nie nosiłam czegoś przez ostatni rok, to może dlatego, że nie było ku temu okazji? Za to innowacyjnie założyłam sobie nową półkę, którą nazwałam: domowe. Są tam legginsy, sweterki i koszule. Większość mojego czasu spędzam jednak w domu i potrzebuje rzeczy, które są a) wygodne, b) wyglądają dobrze – gdybym musiała się nagle połączyć z kimś on-line, albo wyskoczyć do sklepu. Do tej pory wszystko było jakoś ubite i w kółko chodziłam w tym samym, a teraz przy wyciąganiu letnich odkryłam morze fajnych ubrań, których NIE założyłam tego lata.
<>
Mamo, co sobie zrobimy do jedzenia? Te krewetki wczoraj wyszły nam świetnie.
To prawda, Lila. I taki strzał w dziesiątkę to były listki selera naciowego do nich… Masz ochotę na słodkie czy słone? Mamy ryż i mikro porcję mleka. Ryż na mleku z bananami? Może być omlet…
Raczej NIE słodkie. Pamiętam jaka nam kiedyś świetna kasza z cheddarem wyszła…
Ale nie mamy cheddaru.
Widziałam taki przepis na tik-toku. Omlet z marchewką. Dosypuje się do tego przyprawę do piernika i smakuje jak piernik.
Bibs przyszła do mnie w nocy (przez ostatnie pięć miesięcy na górze pojawiała się sporadycznie, bo jej było za gorąco), a w łazience został włączony (na NOC) piecyk. Nie jest AŻ tak zimno, ale to prezent dla Miau, która w nocy śpi na ubraniach tuż koło kaloryferka. Ach, i DZIŚ przejrzeliśmy szafy! Na razie dziecięce – moją może przerzucę jutro, ale trzy siaty JUŻ wylatują. Rzeczywiście, jak wczoraj zastanawialiśmy się w CO się ubrać TO była katastrofa… Na półkach same letnie ciuchy, no i jakoś nie chce się już tych jasnych spodni zakładać. A teraz? Letnie już pochowane, a na widoku bluzy, sweterki i długie spodnie!
W piątek zrobiłam sobie maseczkę z dziadkiem do orzechów (znaczy się świąteczną), którą miałam w zasobach. Już prawie połowa października! Plus wykopałam przepis na nasz apfel strudel, czyli jabłka pod kruszonką podawane na ciepło (powstaje z randomowych mąk, ale zawsze do tłuszczu daję białą czekoladę) i chociaż MARUDZONO, że tylko znowu NIE to, to zostało zjedzone i są zamówienia na kolejne!
<>
Łucja czyta Chłopów. Czyta i wzdycha.
I co to takiego ten chochoł?
Chochoł?
Tak. Nie jest to wytłumaczone na dole strony.
Hmm… Wiesz jak wiążą słomę na polach?
Rolady.
Tak. Ale kiedyś łączono w takie kopce. Snopy postawione tak, żeby się nie przewracały. On potem będzie tańczył.
Kto? SNOPEK? A ta Rachela to Rejczel?
Nie. To Rachela. Przez CH. To żydowskie imię. Z hebrajskiego.
Btw. gugiel mi mówi, że chochołami okrywano rośliny, żeby nie umarzły. Czyli błąd, to nie były kopce słomy na polach, lecz ochrona krzewów owocowych w sadach. Powiem Wam, że trudno tej współczesnej młodzieży polskie realia przybliżać!
Raz na jakiś czas jedziemy do Centrum Nauki. Nie na wystawę stałą, bo ona zmienia się raz na kilka lat, lecz na jakieś czasowe wydarzenie. Na Festiwalu Przemiany już kiedyś byłam – wtedy to było o jedzeniu owadów, lecz było to chyba jeszcze przed pandemią, a dzisiejsza edycja poświęcona była ludzkiemu ciału. Gdzie są jego granice? Czy istnieją jakieś ograniczenia naszego ciała? Czyli biotechnologie, wykorzystanie komórek macierzystych (to już terapeutyczny standard) i bioniczne organy (roleczka). Zabrałam dzieci (cała czwórkę, bo z Matim) i mieliśmy taką edukacyjną wycieczkę! Btw. czy wiecie, że istnieją już bio-żołnierze? Bo o tym, że sportowców się tworzy to pewnie wiecie. Natomiast Amerykanie od dawna rozwijają projekty udoskonalające żołnierzy za pomocą biotechnologii (środki psychodemiczne modulujące jest stany behawioralne, zapobiegające lękom i spadkowi koncentracji), profilowanie genetyczne, niemalże jak w Peritheral. Czy to etyczne? Czy można łączyć neurotechnologie z ludzkim umysłem? Albo z innej beczki – co myślicie o hodowlach ludzkich organów? Bardzo fajne wydarzenie!
Wracając kupiłam IM pizzę – taką największą możliwa, bo 70 cm i ona jest rekwizytem na zdjęciach niżej. Znachor już obejrzany, a na Wesele CZEKAMY!
<>
Siedzimy z Lilką z orzechami.
Czasem mam ochotę, żeby już mieć chłopaka, to Łucja będzie wychodzić z naszego pokoju.
Ale chyba jest nam teraz przyjemnie? Zresztą będzie nam trudno się pomieścić wszystkim w moim aucie…
To niesprawiedliwe, że tylko Ty w tym domu masz ex. Chciałabym już być na tym etapie.
-Kolega Mieszka próbował się wepchnąć do kolejki na to stołówce i dzieciaki w kolejce powiedziały, żeby go wpuścić… Bo jego kumpel (czyli stojący tuż obok Mieszko) chadza w bluzach ze stony 😀
Piątek! Dziś miałam dwie wizyty lekarskie: Łucja dermatolog i Lilka alergolog. Panna młodsza rozpoczęła odczulanie! Na razie będzie co tydzień kolejna dawka, ale jak dojdziemy do 0.5 preparatu z alergenem to będzie TO tylko raz w miesiącu (start zajmie nam z 5-6 tygodni). Jak wyszłyśmy ze szpitala (musiałyśmy odczekać 30 minut) to odkryłyśmy, że tuż obok jest dąb. A u Łucji w szkole, w poniedziałek, mają zbiórkę orzechów i żołędzi dla zwierząt w zoo. Orzechy JUŻ mamy, bo jak idę na pola to zbieram (w trybie dotychczasowym były to orzechy, które zimą obierałam do ciast i granoli), a żołędzie zbierałyśmy z Lilką dziś!
żołędzie widać, czarne sztruksy to nogi Lilki, a zbieramy do pojemnika termicznego, w którym mieliśmy wcześniej szczepionkę odczulajacą.
Mamo, miałam dziś bardzo trudny dzień! Na wosie wypełnialiśmy takie karty i to było ze cztery strony pisania. Nie masz pojęcia jak strasznie bolała mnie ręka!
Lila, bolała by mniej, gdybyś prawidłowo trzymała długopis, co wiemy, że potrafisz.
Ale jest niewygodnie. Nie nauczyłaś mnie.
Jak to Cię nie nauczyłam! Miałaś nakładki na długopisy i nawet kredki miałaś krótkie, żebyś nie mogła trzymać pięścią! To wszystko miało nauczyć się trzymać prawidłowo! Ba, Ty jedzenie przekąskowe miałaś takie, żeby nauczyć się używać PALCÓW.
No i trzymałam PRAWIDŁOWO całą podstawówkę i się NIE nauczyłam. A te ziarenka i musli to pamiętam… Wszyscy mówili, że jestem jak ptaszek, bo jem ziarenka…
NIC to nie dało. Nawet z widelecem jest problem, bo wolisz jeść ręką.
Bo tak smaczniej. A wiesz, że w Kanadzie oni wszyscy potrafili ładnie jeść widelcami? Nawet Ci co jedzą pałeczkami.
Super. Rozumiem, że NIE złamałaś się i twardo udowadniałaś, że my tu w Staropolsce to tylko łyżkę znamy.
Tak, dokładnie. A jak chcemy zjeść więcej to wylewamy sobie na głowę i zlizujemy jak z nas ścieka.
Miałam wczoraj wyjątkowo nieprzyjemny egzamin, którego uczennicy nie zaliczyłam (dokładnie przesunęłam ja na inny dzień). Potem wałkowałam to z innymi dziewczynami z teamu językowego i one uważały, że i tak za lekko podeszłam do tematu. Zreferowałam to później Diablowi, którego cała akcja dość ubawiła.
Potrzebuję nauczycielkę u mnie. Wy jednak jesteście mistrzowskie. Dziś musiałem zwolnić faceta i to co on wygadywał było straszne. Usłyszałem o jego synach, o których nie wiedziałem, że istnieją i w końcu wyznanie, że on się zabije. Jakby kiedyś dzieciaki chciały spróbować narkotyków, to zapraszam na tydzień do mnie. Jak zobaczą co to z ludźmi robi, jak uzależnieni tracą godność i wszystko przestaje się liczyć, to będą szerokim łukiem takie rzeczy obchodzić.
Przekazałam to przesłanie od ojca dzieciom i Lilka powiedziała:
Pani z przedsiębiorczości byłaby zainteresowana. I pracą u ojca i wysyłaniem do niego młodzieży.
<<>>
Pada. Taki październik nawet lubię! Łucja poszła na korki, ale ma dzwonić jak skończy to ją zgarnę! Może…
DZIEWCZYNY mówią, że BIBS na tym zdjęciu się UŚMIECHA…
Gdy wracają ze szkoły, każde „zakopuje” się w innym miejscu domu. Mieszko chwilę mi opowiada jak minął mu dzień, Łucja wchodzi na górę zmyć makijaż i chwilę później leży na swoim łóżku, za to Liliana wpada, rzuca plecak, ściąga spodnie (bo gniotą i ograniczają) i idzie do mojej sypialni. Potem ja obchodzę dom i jeszcze je męczę. Położyłam się np. koło Lilki, żeby mi coś opowiedziała. Albo żeby w KOŃCU obejrzała jakiś filmik, który jej wysłałam. Leżymy, leżymy i przyszła Łucja…
Przytulę się do WAS.- Łucja zaczęła tę SIOSTRZANĄ rozmowę
NIE, Łucja. Za dużo nas będzie. Wystarczy, że matka tu przyszła. Ja chciałam odpocząć. A ona mnie cały czas dotyka.
Zaczekaj Lila, aż będę przyjeżdżała do Ciebie z piątką moich dzieci…
I wszystkie będą się nazywały Florek i Florka?- zaszydziła Lila
Cały czas nie mogę Matiemu wybić z głowy tego Franka…
Ale wszystkie będą na F?– dopytałam ja, bo temat był dla mnie nowością 😀
Zobaczę…
Dziś Dzień Zwierząt. Od majfrienda (czyli z Ali) przyszła maszynka dla PSÓW. Zamarzyło nam się groomowanie Bibs, a ona psychicznie nie zniesie takiego zabiegu z obcą osobą. I pierwsze użycie na plecach wywołało histerię, więc NIE wiem czy uda nam się tego użyć ponownie…